Historia oddziału Mieczysława Tarchalskiego „Marcina” składa się z dwóch „rozdziałów”. Jeden dotyczy działań w 1943r., a drugi w roku 1944r. My przedstawiamy historię w porządku chronologicznym, a problemy i konflikty zostają opisane w chwili ich zakończenia.

Geneza oddziału

W dniach 12-13 czerwca 1943r., na uroczysku Wykus koło Suchedniowa w Górach Świętokrzyskich, odbyła się narada z dowódcami oddziałów partyzanckich oraz dowódcami Kedywu w Obwodach (lub osobami przewidzianymi na to stanowisko). 

Zdjęcie z okupacji.

     Naradę zorganizował por. Jan Piwnik „Ponury”, który został powołany na stanowisko Szefa Kierownictwa Dywersji Okręgu. Wzięli w niej także udział Komendant Okręgu Kielce Stanisław Dworzak „Daniel” oraz Szef Sztabu Okręgu Jan Stenzel „Rawicz”. Obwód Włoszczowa reprezentował por. Mieczysław Tarchalski „Marcin”, dotychczasowy Komendant II Podobwodu, który został w tym czasie Szefem Kierownictwa Dywersji Obwodu Włoszczowa.
     Po powrocie z narady „Marcin” zdał relację z jej przebiegu Komendantowi Obwodu Hipolitowi Świderskiemu „Jur”. Jednocześnie otrzymał od niego rozkaz zorganizowania oddziału partyzanckiego, który mógłby się stać ostoją dla zdekonspirowanych żołnierzy. Komendant Obwodu zdecydował także, że zastępcą „Marcina” zostanie ppor. Przemysław Schutz „Ludwik”, który wcześniej pełnił funkcję oficera zrzutowego w Inspektoracie Częstochowskim.
Od tej pory nastąpił podział zadań. „Marcin” był formalnie dowódcą oddziału partyzanckiego, ale będąc jednocześnie szefem Kedyw Obwodu zajmował się koordynowaniem wszelkich działań zbrojnych na terenie Obwodu. Liniowym dowódcą oddziału partyzanckiego i jednocześnie zastępcą Szefa Kedyw Obwodu został z „Ludwik”.
     Kedyw utworzył także własną sieć łączności, która miała obsługiwać także oddział partyzancki. Skrzynka „Marcina” mieściła się w Januszewicach u leśniczego Henryka Sochańskiego „Jelonek”. Obsługiwały ją dwie łączniczki: Krystyna Sochańska „Pliszka” i Hanna Kossowska „Hancia”. Zapasowa skrzynka Kedywu zlokalizowana była u sołtysa wsi Praczka Antoniego Jędrzejczyka „Zemsta”. Skrzynkę obsługiwała Krystyna Konarska. W późniejszym okresie do grona łączniczek Kedywu dołączyły kolejne kobiety jak np. Bronisława Janda "Sława".
     Przygotowania do powstania oddziału rozpoczęto od zabezpieczenia oddziałowi odpowiedniego zaopatrzenia i bazy. Na Kwatermistrza oddziału powołano Wojciecha Adamskiego „Czajka” leśniczego w Kluczewsku, u którego odbyła się pierwsza odprawa dotycząca organizacji oddziału. Zresztą to w leśniczówce „Czajki” zaczęto gromadzić niezbędny sprzęt. Struktury terenowe otrzymały rozkaz aby kierować do oddziału jedynie uzbrojonych ochotników.

Pierwsza zbiórka

4 lipca 1943r. w przysiółku Dąbrowy pod Kurzelowem stawiło się 10 żołnierzy, licząc łącznie z „Marcinem”, i to właśnie ten dzień jest uznawany za początek oddziału partyzanckiego Mieczysława Tarchalskiego.

Adamski Wojciech "Czajka"

     Zgodnie z założeniami kandydaci na partyzantów mieli zgłaszać sie do oddziału z bronią otrzymaną z macierzystych placówek. Dowództwo Obwodu zdawało sobie jednak sprawę, że nie zawsze wymóg ten będzie wypełniony dlatego wydano jednocześnie rozkaz, aby część uzbrojenia znajdującego się w gestii placówek przekazać do dyspozycji Kierownictwa Dywersji.
     Wiemy, że do rozkazu zastosowały sie struktury wcześniej podporządkowane Tarchalskiemu. Z Placówki Kluczewsko przekazano: 1 rkm, 8 kb, 2 magazynki, amunicję, dwie torby oficerskie oraz lornetkę. Co ciekawe broń ta pochodziła od żołnierzy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubal”, którzy ostatnią zbiórkę mieli w okolicy wsi Praczka w czerwcu 1940r. i wtedy ją ukryli. Oddział „Marcina” otrzymał także uzbrojenie (2 rkm, 7 kb, kilka granatów i amunicję) z magazynu Podobwodu II. Komenda Obwodu przekazała zaś oddziałowi 3 zrzutowe pistolety Colt znajdujące się w jej dyspozycji.
     Na pierwszą zbiórkę oddziału Kwatermistrz oddziału, Adamski Wojciech "Czajka", osobiście dostarczył wymienioną wcześniej broń, 30-litrowe bańki na mleko, które miały służyć do gotowania posiłków oraz niezbędny zapas żywności.
Co ciekawe na pierwszej zbiórce oddziału stawiło się pięciu żołnierzy z Batalionów Chłopskich, którzy zostali skierowani na przeszkolenie przez Komendanta Powiatowego BCH.

Lipiec 1943r.

Pierwsze akcje bojowe, pierwsi zabici żołnierze oraz historia kradzieży broni to w wielkim skrócie historia oddziału w pierwszym miesiącu istnienia. Za tymi słowami stoją konkretni ludzie.

Skowron Kazimierz "Mewa"

     W ciągu pierwszego miesiąca istnienia oddział nie był podzielony na drużyny ze względu na zbyt małą ilość żołnierzy. Do końca miesiąca stan oddziału wynosił 18 ludzi. Od samego początku ustalono następujący podział funkcji:
-dowódca oddziału - Mieczysław Tarchalski "Marcin" (pełni jednocześnie funkcję Szefa Kedyw Obwodu),
-dowódca liniowy oddziału (komendant) - Przemysław Schutz "Ludwik" (jednocześnie zastępca Szefa Kedyw Obwodu),
-zastępca Komendanta i jednocześnie szef wywiadu kpr. pchor. Kazimierz Skowron "Mewa",
-szef oddziału - kpr. Julian Wojciechowski "Jurand".
     W pierwszym okresie swojego istnienia oddział zajmował sie głównie sprawami organizacyjnymi i szkoleniowymi. Nie oznacza to jednak, że nie prowadził akcji bojowych.

7 lipiec 1943r. - Biadaszek, likwidacja konfidenta.

Patrol dowodzony przez "Ludwika" przeprowadził na terenie przysiółka Biadaszek likwidację niemieckiego konfidenta Augusta Homa. W akcji wzięło udział kilku żołnierzy oddziału oraz żołnierz z Placówki Włoszczowa Miasto, który był przewodnikiem.

19 lipiec 1943r. - potyczka pod Aleksandrowem.

Patrol pod dowództwem kpr. Stefana Marcinkowskiego "Dąb" przeprowadził w okolicach lasów Aleksandrów (Placówka Chrząstów) zasadzkę na niemiecką żandarmerię i lotników. W wyniku walki zginął Ryszard Smoleński "Kuna". Po stronie nieprzyjaciela zanotowano dwóch zabitych. Dodatkowo zdobyto broń i amunicję.

Kradzież broni

Wzrost stanu liczbowego oddziału powodował kłopoty z uzbrojeniem. Na stanie oddziału była nawet jedna strzelba myśliwska i kilka karabinów Lebel z czasów I wojny światowej (z małą ilością amunicji). Kilku żołnierzy dołączyło do oddziału z własną bronią. Największym problemem była jednak amunicja. Pochodziła z jesieni 1939r. a przechowywana w złych warunkach nie była pewna. Chcąc poprawić stan uzbrojenia oddziału postanowiono ukraść broń z jednego z magazynów AK. Musimy opisać sytuację, która miała miejsce w drugiej połowie lipca 1943r.

Schutz Przemysław "Ludwik"

     Troska o uzbrojenie żołnierzy spowodowała, że ppor. Przemysław Schutz „Ludwik” zwierzył się dowódcy oddziału, że z racji iż wcześniej był oficerem zrzutowym Inspektoratu Częstochowa, wie gdzie jest zlokalizowany jeden z konspiracyjnych magazynów z bronią zrzutową. Dowódcy podjęli decyzję, że zachowując ścisłą tajemnicę, zabiorą z tego magazynu część uzbrojenia. Gwoli ścisłości dodajmy, że „Marcin” prosił Komendę Obwodu o dodatkowy przydział uzbrojenia z magazynów, ale uzyskał odpowiedź odmowną (broń była przeznaczona na czas powszechnej mobilizacji). Magazyn znajdował się w szopie stojącej na polach majątku Bogumiłek (Placówka Lelów), który należał do rodziców „Ludwika”. Opiekował się nim kpr. Maciej Skawiński „Witek” mieszkający w niedalekiej Białej Wielkiej. Oddział kwaterował w tym czasie „pod Gródkiem” z którego do Bogumiłka było około 3 km. „Ludwik” nawiązał kontakt z magazynierem i otrzymał jego zgodę na niezgodne z rozkazami pobranie broni. Sam zresztą zaproponował udział w przedsięwzięciu.

     W wyprawie, która miała miejsce pod koniec lipca, wzięli udział poza „Marcinem” i „Ludwikiem” tylko czterej żołnierze z oddziału: „Jurand”, „Dąb”, „Grot” i „Kula”. Wozem taborowym udali się do konspiracyjnego magazynu, zabierając po drodze „Witka”. Zasobniki ze zrzutową bronią były zakopane w szopie na głębokości ok. dwóch metrów. Łącznie znajdowało się tam 8 zasobników. Zabrano trzy z nich, a pozostałe zasypano i starannie zamaskowano miejsce. Nad ranem grupa powróciła do swojego obozowiska. Według relacji M. Tarchalskiego ”Marcin”  przywieziono: 1 rkm Bren, 20 magazynków do niego i 1200 sztuk amunicji, 5 pistoletów maszynowych Sten z amunicją, 3 pistolety maszynowe Thompson z amunicją, 3 rewolwery Colt z amunicją oraz preparaty przeciwbólowe i odkażające (w niektórych opracowaniach podaje się, że z magazynu pobrano jedynie pistolety maszynowe). Broń została przekazana najlepiej wyszkolonym żołnierzom oddziału, a ich przeszkoleniem zajął się ppor. „Ludwik”. Kradzież broni nie mógł ujść uwadze odwiedzającego oddział Komendanta Obwodu, ale po wyjaśnieniu sytuacji przez „Marcina”, zaakceptował on zaistniałą sytuację i nie wyciągał konsekwencji karnych.

29 lipiec 1943r. - dwie akcje.

Podczaski Kazimierz "Czarny"

Z rozkazu ppor. "Ludwika" do Secemina udaje się rowerami dwuosobowy patrol w składzie: kpr. pchor. Kazimierz Skowron "Mewa" i strzelec Kazimierz Podczaski "Czarny". Otrzymali zadanie likwidacji niemieckiego konfidenta - agronoma. Po wykonaniu zadania, podczas powrotu do oddziału w rejon Ropocic, nie zachowali należytej ostrożności i przy drodze do Marchocic wpadli w niemiecką zasadzkę. Obaj zginęli na miejscu. Z polecenia Niemców zostali pochowani na miejscu walki (po wojnie ekshumowani i przeniesieni na cmentarz w Dzierzgowie).
     Tego samego dnia reszta oddziału wzięła udział w akcji przeprowadzanej przez wszystkie struktury konspiracyjne na terenie obwodu. Polegała ona na niszczeniu linii telefonicznych. Oddział pod dowództwem ppor. "Ludwika" zniszczył linię telefoniczną w okolicy Czarncy, a następnie pozostał na miejscu organizując zasadzkę na ekipę naprawczą. Przybyła na miejsce drużyna monterów została rozbrojona. Zdobyto 8 rowerów.

Wizyta przedstawiciela Okręgu.

Na przełomie lipca i sierpnia 1943r. oddział wizytował  Hipolit Krogulec „Poldek” reprezentujący Kedyw Okręgu. Przybył z nim ppor. NN „Modlin”, który pozostał już w oddziale. Jego losy oraz historia dwóch innych oficerów oddziału: „Ignac” i „Orzeł” opisana jest w dalszej części opracowania.

Sierpień 1943r.

Mimo ponoszonych strat oddział prowadzi aktywne działania, a jego stan jest coraz większy. Koniecznością stało się podzielenie żołnierzy na drużyny. 

Lis Henryk "Kula"

Nastąpiło to w połowie sierpnia, kiedy utworzono dwie drużyny.
Drużyna 1:
Dowódca - kpr. Stefan Marcinkowski "Dąb",
Zastępca dowódcy - kpr. Henryk Lis "Kula".
Drużyna 2:
Dowódca - kpr. Zenon Marcinkowski "Grot",
Zastępca dowódcy - kpr. Władysław Baryła "Orlicz".

4 sierpień 1943r. - zasadzka pod Kuzkami.

Oddział pod dowództwem ppor. „Ludwika” koło wsi Kuzki ostrzelał niemiecki pociąg urlopowy na linii kolejowej Kielce – Częstochowa. Praktycznie już po akcji nadjechały przypadkowo samochody z niemiecką żandarmerią z Włoszczowy, która zaatakowała oddział „Ludwika”. Podczas walki poległ strzelec Józef Grabowski „Błyskawica”.

5 sierpień 1943r. - Kluczewsko.

Oddział dowodzony przez por. „Marcina” przeprowadził akcję na pocztę i urząd gminy Kluczewsko gdzie zniszczono dokumentację ewidencyjną i kontyngentową.

6 sierpień 1943r. - zatrzymanie pociągu.

Oddział pod dowództwem por. „Marcina” przeprowadził akcję na linii kolejowej Kielce – Częstochowa (odcinek Żelisławice – Koniecpol). Po zatrzymaniu składu uszkodzono parowóz i rozbrojono jednego wartownika. Zdobyto ciepłą bieliznę, wełniane skarpety i ocieplane wojskowe kombinezony. Pszenica znajdująca się w składzie została rozdana okolicznej ludności. Przerwa w ruchu trwała 8 godzin.

12 sierpień 1943r. - zasadzka pod Kluczewskiem.

Liczący około 20 żołnierzy oddział pod dowództwem por. „Marcina”, zgodnie z ustaleniami wywiadu Placówki Kluczewsko, zorganizował w okolicach tej miejscowości zasadzkę na żandarmów, którzy mieli około godziny 16 jechać do Włoszczowy. Z nieznanych powodów ich przejazd opóźnił się i na miejscu pojawili się ok. 22.30. Miejscem zasadzki był wysokopienny las, gdzie ze względu na późną porę, było już ciemno. Aby nie zabić koni ani miejscowych chłopów, którzy byli furmanami oddano kilka strzałów ostrzegawczych. Dopiero do wycofujących się w kierunku Kluczewska Niemców celnie strzelał „Kula”. Straty nieprzyjaciela: jeden zabity i jeden ranny (niektóre źródła podają, że Niemcy stracili 3 zabitych).

14 sierpień 1943r. - zasadzka pod Sułkowem.

Patrol z oddziału pod dowództwem Marcinkowskiego „Dąb” przeprowadził koło Sułkowa zasadzkę na transport zboża zebrany przez Niemców od rolników z terenu gminy. Podczas zatrzymywania transportu wywiązała się walka podczas której ranny został jeden Niemiec z eskorty. Pozostali poddali się. Część zboża zatrzymano na potrzeby oddziału, a resztę rozdano okolicznym gospodarzom. 

14 sierpień 1943r. - Lelów.

Część oddziału pod dowództwem por. „Marcina” opanowała w Lelowie pocztę i urząd gminy niszcząc dokumentację ewidencyjną i kontyngentową.

Wrzesień 1943r.

Wzrost sił oddziału wymusił przeprowadzenie kolejnych zmian. Liczniejszy oddział przeprowadza jednocześnie coraz poważniejsze akcje bojowe.

Ciszek Wincenty "Kmicic"

Na początku września stan osobowy oddziału wynosił 43 żołnierzy i stąd utworzono 3 drużynę, którą dowodził kpr. Henryk Lis "Kula". Dalszy, systematyczny wzrost liczby żołnierzy spowodował kolejne zmiany organizacyjne, które nastąpiły pod koniec września 1943r. Żołnierzy podzielono wtedy na 3 plutony i odtąd podział funkcji wyglądał następująco:
Dowódca oddziału – por. Mieczysław Tarchalski „Marcin”,
Zastępca dowódcy – ppor. Przemysław Schutz „Ludwik”,
Pluton I, dowódca: ppor. Przemysław Schutz „Ludwik”,
Pluton II, dowódca: ppor. Leon Szymbierski „Orzeł”,
Pluton III, dowódca: ppor. Wincenty Ciszek „Kmicic”.
W oddziale znajdowały się także trzy wozy taborowe.

4 wrzesień 1943r. – Ogrodzieniec.

Oddział pod dowództwem „Marcina” przeprowadził akcję na cementownię Ogrodzieniec, znajdującą się już na terenie włączonym do III Rzeszy. Jeszcze przed przekroczeniem granicy oddział pozostawił w ukryciu wozy taborowe pod opieką trzech żołnierzy. Pozostałych 40 zostało podzielonych na cztery grupy z konkretnymi zadaniami do wykonania. Przed przekroczeniem granicy oddział natknął się, około północy, na trzech mężczyzn jadących na rowerach. Nie wypełnili oni polecenia szperaczy, ale porzuciwszy rowery zaczęli uciekać. Dopiero kilka strzałów spowodowało ich zatrzymanie się. Okazało się, że to żołnierze miejscowej placówki wykonujący swoje zadania. Po wyjaśnieniu sytuacji zostali oni wypuszczeni, ale strzały zaalarmowały Niemców, co jak się później okazało miało fatalne dla akcji skutki.
     Po przekroczeniu granicy poszczególne grupy oddziału przystąpiły do wykonywania swoich zadań. Wystawiono ubezpieczenia od strony Częstochowy, Zawiercia i stacji kolejowej, zerwano 20-to przewodową linię telefoniczną Zawiercie – Kraków. Jedna z grup udała się do cementowni gdzie zniszczyła maszynę. Najważniejsze zadanie przypadło liczącej ok. dziesięciu żołnierzy grupie pod dowództwem „Ludwika”. Miała ona opanować budynek straży.
Jak już wspomnieliśmy wcześniejsze strzały zaalarmowały niemiecką załogę. Wartownik, zamiast jak zwykle stać w budce wartowniczej, zajął stanowisko w głównych drzwiach budynku, a dodatkowo furtka i brama były zamknięte. Plan polegał na cichej likwidacji wartownika. W celu wykonania zadania dwóch partyzantów, w cywilnych ubraniach, podeszło do bramy i próbowało wywabić Niemca. Ten nie uległ namowom, a zamiast tego nacisnął przycisk alarmowy i natychmiast z piętra zbiegło kilku żołnierzy. Szykowali się oni do użycia granatów. Nie zareagowali także na wezwanie do poddania się. Widząc ich przygotowana do obrony „Grot” strzelił do jednego z nich. Niemcy zajęli pozycję obronną na piętrze. W tym czasie partyzantom z grupy szturmowej udało się wywarzyć kratę i wbiec do holu budynku. Na piętro już się nie dostali bowiem zatrzymał ich niemiecki ogień. Próbując znaleźć rozwiązanie z trudnej sytuacji ppor. „Ludwik” zagroził Niemcom, że jeżeli się nie poddadzą budynek zostanie wysadzony w powietrze. Niestety nie wiadomo jak na ten blef odpowiedzieli by Niemcy bowiem jeden z partyzantów nie wytrzymał i zaczął strzelać. Walka rozpoczęła się od nowa.
     Dowodzący oddziałem podjęli decyzję o zakończeniu akcji bowiem uruchomiona została alarmowa syrena cementowni. Odezwały się także inne syreny z okolicy. Należało się spodziewać niemieckiej odsieczy. Oddział, nie wykonując zadania, wycofał się marszem ubezpieczonym przez granicę do miejsca postoju wozów taborowych. Razem z nimi przejechano jeszcze ok. 2 km i cały odział ukrył się w niewielkim lesie na odpoczynek. Żołnierze byli zmęczeni wielokilometrowym marszem stąd za zgodą dowództwa wszyscy ułożyli się do snu. Bezpieczeństwa żołnierzy strzegły jedynie czujki. Z perspektywy lat wiemy, że zachowanie takie było niebezpieczne bowiem można się było spodziewać, że Niemcy następnego dnia ruszą śladami oddziału.
Cel akcji nie został osiągnięty, zdobyto jedynie jeden karabin i granat.

5 wrzesień 1943r. – młyn Pałęgów.

Kolejny dzień pod akcji w Ogrodzieńcu oddział spędził w tym samym miejscu. Postój był dosyć nerwowy bowiem miejsce postoju znajdowało się około półtora kilometra od drogi na której widać było ciągłe przejazdy niemieckich samochodów poszukujących zapewne śladów oddziału, który był sprawcą nocnych strzałów.
     Dopiero o zmroku oddział ruszył w drogę powrotną. Przekraczając jedną z wiosek szperacze zostali zatrzymani okrzykiem „Halt”. Jak się okazało to wiejscy stróże gorliwie wypełniali swoje obowiązki. Zostali upomniani, aby nie odzywać się nocą po niemiecku bo może to spowodować przykre konsekwencje. Partyzanci zapowiedzieli im także aby nikogo nie informowali o przemarszu grupy.
    Oddział przeszedł jeszcze kilka kilometrów i zatrzymał się w przysiółku koło Białej Błotnej, nazywanym „młyn Pałęgów”. Tam postanowiono spędzić cały dzień bowiem dalsza droga przebiegała odkrytym terenem. Żołnierze zakwaterowali w trzech domach. Spali na słomie, ale dowództwo zabroniło zdejmować jakąkolwiek część ubioru. Bezpieczeństwa strzegła tylko czujka po drugiej stronie rzeczki bowiem w okolicy zajęcia terenowe prowadziła miejscowa Placówka, która miała dbać o bezpieczeństwo oddziału od strony zachodniej.
     Okazało się, że oddział nie mógł odpocząć. Napotkani podczas przemarszu stróże wiejscy poinformowali Niemców o przemarszu oddziału. Pościg, prawdopodobnie z posterunku w Pilicy, nie przewidział jednak, że ścigany oddział podejmie walkę. W chwili kiedy Niemcy podeszli do zabudowań (była jeszcze noc) stojący na czujce żołnierz oddał strzał ostrzegawczy. „Marcin” zdając sobie sprawę z niebezpiecznego położenia oddziału wydał natychmiast rozkaz do uderzenia na napastników. Z okrzykiem „hura” partyzanci rozwinięci w tyralierę przekroczyli rzeczkę oddzielającą ich od niemieckich żołnierzy. Zamieszanie w szeregach tych ostatnich zwiększyło się, gdy zostali ostrzelani z boku przez żołnierzy miejscowej Placówki AK. Ostatecznie Niemcy wycofali się korzystając z ciemności.
     Oddział „Marcina” podzielił się na dwie grupy. Jedna zajęła się ubezpieczeniem i przygotowaniem taborów do dalszej drogi, a druga przeczesywała teren. Ostatecznie około godziny 8 rano oddział w szyku ubezpieczonym ruszył w dalszą drogę w kierunku wsi Sokolniki (Placówka Lelów).

7 września 1943r. – walka z GL.

Szymbierski Leon "Orzeł"

Po powrocie z wyprawy do Ogrodzieńca oddział kwaterował w obozowisku „pod Gródkiem” na terenie Placówki Lelów. Wykonując zapewne polecenie Referatu II Wywiad Komendy Obwodu Włoszczowa dotyczące zwalczania bandytyzmu oddział przeprowadza kilka akcji skierowanych przeciwko współpracownikom oddziału GL Stanisława Olczyka „Garbaty”, którego działania od początku wiosny miały charakter czysto bandycki.
     Rankiem 7 września 1943r. do wsi Konieczno przybyła grupa żołnierzy oddziału pod dowództwem ppor. Przemysława Schutza "Ludwik". Podczas próby aresztowania zastrzelony został na własnym podwórku Wincenty Rydzyk. Następnie aresztowano następujące osoby: Dziedzic Józef „Mały”, Kobyłka Edward "Śmiały", Kobyłka Franciszek "Orzeł", Rydzek Stefan "Głuchy" i Tatar Franciszek. Wszyscy oni byli członkami PPR i GL poza Józefem Dziedzicem, który był żołnierzem AK (od 31 sierpnia 1943r.w oddziale „Marcina”). Za pomoc udzielaną grupie „Garbatego” zostali oni aresztowani, a po doprowadzeniu do wsi Marchocice zastrzeleni.

     W tym samym dniu inna grupa z oddziału „Marcina” zastrzeliła kolejne pięć osób wspomagających „Garbatego” we wsiach Krasów i Wola Wiśniowa. Kolejnym akordem tej tragedii była likwidacja kolejnych 7 osób we wsi Starzyny dokonana przez grupę pod dowództwem ppor. Leona Szymbierskiego „Orzeł”.

14 wrzesień 1943r. - Oleszno.

Dudziński Stanisław "Orzeł"

Patrol pod dowództwem Zenona Marcinkowskiego „Grot” udał się do Oleszna w celu zniszczenia dokumentacji gminnej. Zanim dotarto do miejscowości patrol na bocznej drodze przy lesie zatrzymał ciągnik z przyczepą do przewozu drzewa do tartaków. Jego obsługę stanowili Polacy wobec których nie zastosowano represji. Partyzanci postanowili zniszczyć pojazd, a że był to pierwszy tego typu przypadek w ich działalności, nie mieli odpowiedniego doświadczenia. Żołnierze najpierw przestrzelili zbiornik z paliwem i dopiero wtedy podrzucili płonącą słomę. Natychmiastowy wybuch zbiornika z paliwem dotkliwie poparzył dwóch partyzantów (byli to prawdopodobnie Stanisław Dudziński „Orzeł” i Tadeusz Żurek „Sokół”), którzy leczyli się później na gajówce Marianów u gajowego Macieja Kowalskiego „Wrona”. Mimo to patrol o zmierzchu dotarł do Oleszna gdzie zniszczono ewidencję kontyngentową w urzędzie gminy. Uszkodzono także urządzenia na poczcie i zniszczono urządzenia zlewni mleka.

21 wrzesień 1943r. - zasadzka we Włoszczowie.

Oddział kwaterował w Dąbrowie (pomiędzy Kurzelowem, a Kluczewskiem). Na zbiórce ok. godz. 9 na wezwanie ppor. „Ludwika” zgłosiło się 15 chętnych do udziału w akcji. Oddział obchodząc Włoszczowę dotarł w okolice stacji kolejowej i tam zatrzymał się w lesie ok. 50 metrów od drogi (okolica ta nazywana jest Gorajek). Dowodzący akcją „Ludwik” wyjaśnił, że celem akcji jest przejęcie funduszy przewożonych z Częstochowy do Włoszczowy na potrzeby Komunalnej Kasy Oszczędności. Pieniądze miały być dowiezione popołudniowym pociągiem, a ze stacji miał je odebrać konwój w asyście funkcjonariuszy żandarmerii. To właśnie samochód wiozący pieniądze miał być celem akcji. Podzielono zadania.
Oddział pozostał w lesie, a na drodze sytuację obserwowało dwóch żołnierzy oddziału pochodzących z Włoszczowy, w ubraniach cywilnych. Po przyjeździe pociągu nie zaobserwowano jednak nic wskazującego na przewożenie większej sumy pieniędzy. Nie było także zapowiadanych żandarmów. Pojawił się jedynie zwykły pocztowy wóz konny, którym odbierano przesyłki z pociągu. W drodze powrotnej do Włoszczowy został on zatrzymany, a patrol wystawiając ubezpieczenia przeszukał jego zawartość. Także tu nie było oczekiwanej przesyłki.
Oddział w drodze powrotnej unieruchomił maszynę główną tartaku, a żołnierze dodatkowo pocięli pas główny maszyny.

22 wrzesień 1943r. – likwidacja niemieckich agronomów.

Do oddziału kwaterującego w okolicach Dąbrowy dotarł łącznik z Placówki Kluczewsko z informacją, że do Dobromierza, w sprawie odbioru kontyngentów, przyjechała grupa sześciu żandarmów wśród których jest volksdeutsch Juliusz Erdman zwany „Krwawym Julkiem”, który odpowiedzialny jest za śmierć wielu Polaków. Do planowanej zasadzki wybrano 15 żołnierzy, którzy pod dowództwem ppor. „Ludwika” urządzili zasadzkę na skraju lasu pomiędzy Kluczewskiem, a Brześciem. Patrol podzielono na dwie grupy. Pięciu żołnierzy wysunięto w kierunku Brześcia i oni mieli zlikwidować szpicę, gdyby żandarmi jechali w szyku ubezpieczonym. Pozostali żołnierze zajęli miejsce na skraju lasu i oni mieli zaatakować główną grupę. 

     Partyzanci zalegli w pobliżu drogi i czekali przepuszczając inne samochody. W pewnym momencie główna grupa usłyszała strzały z kierunku Brześcia, gdzie ukryta była mniejsza grupa. Otóż okazało się, że w jednym z przepuszczonych samochodów jechało dwóch Niemców, urzędników starostwa z Jędrzejowa. Jeden z nich zauważył ukrytego za jałowcem tuż przy drodze człowieka w cywilnym ubraniu. Był to plutonowy podchorąży Bolesław Chmielowski „Luboń”, który tego dnia dołączył do oddziału. Niemiec po zatrzymaniu samochodu przywoływał ukrytego, a gdy ten nie posłuchał wezwania zaczął do niego strzelać z pistoletu. Na szczęście strzały były niecelne bowiem odległość wynosiła ok. 40 metrów. W takiej sytuacji obsługujący rkm Tadeusz Żurek „Sokół” otworzył ogień unieruchamiając niemiecki samochód. To właśnie te strzały usłyszeli żołnierze z głównej grupy, którzy ruszyli na pomoc kolegom. Niemcy, razem z kierowcą, uciekając byli ścigani więc z dwóch kierunków. Wezwania do zatrzymania posłuchał jedynie kierowca, którym jak się okazało był Polak: Matuszewski. Pozostali uciekali dalej i w odległości około 200 metrów od miejsca zajścia dosięgły ich partyzanckie kule. Na miejscu zginęli dwaj agronomowie niemieccy zarządzający majątkami ziemskimi na terenie Powiatu Jędrzejowskiego (teren przedwojennego powiatu włoszczowskiego wchodził w jego skład), obaj cieszący się zresztą wyjątkowo złą sławą. Byli to von Groll, agronom powiatowy i Hubner, agronom rejonowy.
Po zabraniu im broni partyzanci podpalili samochód i odeszli z miejsca zasadzki, która mimo, że nie przyniosła zamierzonego efektu, została już zdekonspirowana.

Pogrzeb agronomów w Jędrzejowie.

Październik 1943r.

Utworzenie 2 kompanii, plutonu ckm i zwiadu konnego. Wydawanie „Gazety Partyzanckiej”. Zamachy, zasadzki i opanowanie wioski niemieckich kolonistów to „codzienność” października.

Scalenie z NOW

Na początku lipca 1943r. Gestapo w Częstochowie przeprowadziło aresztowania wśród członków Narodowej Organizacji Wojskowej. Grupa ocalałych, pod dowództwem por. Tadeusza Kozłowskiego „Jastrząb” opuściła zagrożone miasto i dotarła do Włoszczowy. Miejscowa Komenda NOW skontaktowała ich z grupą sierżanta Leona Biskupskiego „Dyszel” o której już wzmiankowaliśmy. Na bazie obu grup utworzono w połowie lipca 1943r. oddział partyzancki, którego dowódcą został Kozłowski (jednocześnie zmienił pseudonim na „Piotr”). W ciągu trzech miesięcy rozbudował on oddział i przeprowadził kilka akcji zbrojnych.
     W tym samym czasie Niemcom udało się zwerbować do współpracy członka NOW Tadeusza Jażdżyńskiego „Cenek”, który doprowadził do rozbicia Komendy Powiatowej NOW we Włoszczowie. W dniu 9 sierpnia 1943r. Niemcy podczas próby aresztowania zabili: ppor. Romana Dzidowskiego „Zbigniew”, Zygmunta Michalskiego, Czesława Fryzke „Wysiedlony” i Teofila Kościelnego. Ujęto zaś por. Jana Moskalewicza „Longin” Komendanta Powiatowego NOW, NN „Żubr” reprezentującego Okręg Częstochowa oraz kilku żołnierzy z Dankowa i Kurzelowa. Doprowadziło to do rozbicia komendy powiatowej organizacji. Od tej pory Powiat Włoszczowa NOW w rozmowach z Armią Krajową reprezentowali działacze Okręgu Częstochowa NOW. Prowadzili oni rozmowy na temat scalenia z Inspektorem Częstochowskim AK co doprowadziło do zawarcia porozumienia.

     Na jego mocy por. Tadeusz Kozłowski „Piotr” już we wrześniu 1943r. wszedł w skład Komendy Obwodu Włoszczowa AK jako zastępca szefa Kedywu por. Mieczysława Tarchalskiego „Marcin”. Dotychczasowy oddział partyzancki „Piotra”, który liczył ok. 60 żołnierzy, miał wejść w skład oddziału partyzanckiego „Marcina” stanowiąc w nim 2 kompanię. Połączenie to miało miejsce 20 października 1943r.
     W pierwszej połowie października oddział NOW odwiedził kpt. NN „Rawicz” z Częstochowskiej Komendy NOW, który zapewne poinformował żołnierzy o podporządkowaniu AK. Jednocześnie zaproponował kilku żołnierzom: strzelec Hanna Lapis „Dąbczak”, plutonowy pchor. Tadeusz Jędrzejczyk „Zawierucha”, Leszek Lapis „Maltański” i Henryk Tumiłowicz „Łomian” powrót do konspiracji w Częstochowie. Dwaj ostatni zdecydowali się na takie rozwiązanie. 20 października rankiem, a więc przed wcieleniem do oddziału „Marcina”, wyruszyli pieszo. Pod Ciężkowicami natknęli się na żandarmów z Gidel i podczas próby ucieczki obaj zginęli. Miejscowa ludność pochowała ich tam gdzie zginęli, a po wojnie rodziny ekshumowały ich zwłoki i przewiozły na cmentarz Częstochowa – Kule.

     Także struktury terenowe NOW miały wejść w skład struktur AK. Tak stało się np. z grupą Czesława Finke „Wierzba”, która już latem podporządkowała się AK. Utworzono z niej partol Kierownictwa Dywersji i odtąd ściśle współpracowała z oddziałem „Marcina”. Nie wszystkie struktury NOW podporządkowały się jednak porozumieniu i wkrótce zostały z nich utworzone Narodowe Siły Zbrojne.

„Gazeta Partyzancka”

19 września „Marcin”, „Ludwik” oraz kilku żołnierzy z oddziału odwiedziło Bogumiłek (rodzinny dom „Ludwika”), gdzie dotarł osobnik pragnący wstąpić do oddziału. Okazał się nim kpr. Zabrzycki, który po przyjęciu do oddziału obrał pseudonim „Dominik”. Początkowo pełnił funkcję dowódcy drużyny, ale po pewnym czasie (prawdopodobnie na początku października) „Marcin” postanowił wykorzystać inną jego umiejętność, w okresie przedwojennym Zabrzycki był bowiem jednym z redaktorów wydawanej w Warszawie gazety „Merkuriusz Polski Ordynaryjny”. Odtąd wyposażony w maszynę do pisania, papier oraz odbiornik radiowy „Dominik” rozpoczął wydawanie „Gazety Partyzanckiej”. Sam był autorem tekstów o sytuacji na frontach oraz przekazywał spostrzeżenia z życia partyzanckiego. Gazeta pisana była na maszynie przez kalkę stąd ukazywała się jedynie w nakładzie pięciu egzemplarzy. Dwa pozostawały w oddziale, a trzy przekazywane były placówkom terenowym. Co dwa tygodnie powstawał nowy numer. Kres działalności wydawniczej położyła śmierć „Dominika” pod Bichniowem 27 listopada 1943r.

8 październik 1943r. – opanowanie Stojewska.

Oddział liczący około 50 żołnierzy kwaterował na Krogulcu koło Lasku, a przed jego dowództwem w dalszym ciągu jawiły się dwa problemy: braki w uzbrojeniu oraz brak ciepłej odzieży, co w związku z naciągającymi chłodami było poważnym problemem. Na początku października wywiad doniósł „Marcinowi”, że problemy oddziału mogą zostać rozwiązane w Stojewsku (Placówka Krasocin). Wieś ta zamieszkała była przez niemieckich kolonistów (około 30 gospodarstw) z których wielu, znając polski język, pracowało w żandarmerii lub innych formacjach policji niemieckiej. Zgodnie z ustaleniami wywiadu w wiosce miał znajdować się jeden rkm oraz karabiny i pistolety.

     8 października, po południu, oddział wyruszył z obozowiska i przez Wolę Świdzińską dotarł około godziny 17 do Stojewska. W wiosce nie było niemieckiego posterunku, ale najbliższy znajdował się w Krasocinie, około 3 kilometry od miejsca akcji. Żołnierzy podzielono na trzy grupy. Ubezpieczenie stanowiła drużyna „Dęba” wyposażona w dwa ręczne karabiny maszynowe. Liczyła ona dziewięciu żołnierzy i zajęła stanowiska w rowach przy krzyżówce dróg Włoszczowa – Łopuszno i Stojewsko – Gruszczyn, około 400 metrów od zabudowań. Zadaniem drugiej grupy (dwie drużyny) było otoczenie wioski poza opłotkami tak aby nikt z niej nie uciekł po pomoc. Trzecia grupa pod dowództwem ppor. „Ludwika” zajęła się zebraniem mieszkańców wioski na jednym z podwórek, gdzie pilnował ich strzelec „Zawisza”. Grupa ta miała także przeprowadzać rewizje, odbierać broń i odzież.

Tadeusz Żurek "Sokół"

     Akcja przebywała sprawnie i bez problemów. Spokój zakłóciło jedynie zajście na ubezpieczeniu. Od strony Krasocina, stromym zjazdem, zjeżdżał rowerem żołnierz niemiecki. Kiedy znalazł się w odległości 30 metrów od ubezpieczenia jeden z żołnierzy wezwał go do zatrzymania się. Niemiecki żołnierz (być może syn jednego z kolonistów) nie zatrzymał się, ale skręcił w rów i uciekł w zarośla po drugiej stronie drogi. Jeden z żołnierzy ubezpieczenia strzelał za nim z pistoletu maszynowego, ale zapewne bez skutku.
     Około godziny 19, gdy było już ciemno, do ubezpieczenia dotarł goniec od dowodzącego akcją, który nakazywał zwinięcie ubezpieczenia i dołączenie do głównych sił oddziału bowiem akcja jest już zakończona. Drużyna ubezpieczenia po przejściu około 200 metrów zorientowała się, że jej śladem idą cztery nieznane osoby. Zmrok utrudniał rozpoznanie dlatego pozwolono im podejść na kilkadziesiąt metrów i wtedy wezwano do zatrzymania. Odpowiedzią był huraganowy ogień otworzony przez napastników, a jak się za chwilę okazało także przez Niemców idących w tyralierze wzdłuż drogi. W powietrzu znalazły się rakiety oświetlające teren co jeszcze bardziej utrudniło obronę partyzantom, którzy znaleźli się w odkrytej przestrzeni. Od niemieckich strzałów padł celowniczy jednego z rkm Tadeusz Żurek „Sokół”, a jego amunicyjny Witold Lipski „Lipa” został ciężko ranny, tak samo jak Stanisław Wnuk „Orkan”. Nie strzelał także drugi z rkm, który się zaciął. Sytuację ratował ppor. „Ludwik”, który na czele części partyzantów natarł na Niemców. Ci nie czekając na dalszy rozwój sytuacji wycofali się.
Oddział także wycofał się z wioski zabierając zabitego „Sokoła” oraz rannych „Lipę”, „Orkana” i Jacka Brandta „Zawiszę” (ten ostatni pilnował kolonistów na podwórku i słysząc pierwsze strzały wybiegł na drogę, gdzie dostał postrzał w głowę). Zabrano także zarekwirowane materiały oraz 16 karabinów. Wiadomość o ręcznym karabinie maszynowym okazała się nieprawdziwa.
     Partyzanci wycofali się do wsi Żeleźnica, gdzie postanowiono ulokować chwilowo rannych i sprowadzić do nich lekarza. Ranni zostali umieszczeni w stojącym na uboczu domostwie. Patrol pod dowództwem „Grota” miał sprowadzić doktora. Poza „Marcinem” z rannymi została drużyna „Orlicza”. Pozostała część oddziału pod dowództwem „Ludwika” udała się do obozowiska na Krogulcu, gdzie pochowany został „Sokół”.

Brandt Jacek "Zawisza"

     „Grot” był znany we Włoszczowie stąd sprowadzenia doktora, Jana Pieńkowskiego, podjęła się łączniczka z młyna w Lasku Zofia Słupczyńska „Sonia”. Pod pretekstem nagłej choroby ojca przywiozła ona doktora do domu skąd patrol „Grota” („Orzeł” i „Smolicz”) przyprowadzili go do prowizorycznego lazaretu. Orzekł on, że stan „Zawiszy” (postrzał w głowę) jest poważny i wymaga operacji, oko „Lipy” jest nie do uratowania, a o stanie „Orkana” trudno wyrokować bowiem jest ranny w brzuch. Po zmianie opatrunków doktor został odprawiony.
     Zaistniała sytuacja pokazała, że oddział nie dysponował odpowiednim zapleczem medycznym. „Marcin” podjął decyzję aby dalszym leczeniem rannych zajął się doktor Gawęcki z Lelowa. Choć odległość wynosiła ok. 40 kilometrów wysłano po niego łącznika. Wezwany lekarz szybko stawił się w oddziale bowiem otrzymał z majątku w Bogumiłku najlepsze konie. Potwierdził on wcześniejszą opinię o stanie rannych z tym, że w przypadku „Orkana” okazało się, że nie ma on rany ale jedynie bliski wybuch granatu doprowadził do obrażeń wewnętrznych, które przerodziły się w zapalenie otrzewnej. Doktor radził aby ulokować rannych na bezpiecznych melinach, a dla „Zawiszy” zorganizować transporty do szpitala pod jakimś fałszywym powodem.
     Dowódca oddziału ostatecznie zgodził się na propozycję „Orlicza” aby „Lipę” i „Orkana” umieścić na terenie Placówki Irządze (wszyscy byli wcześniej związani z tą placówką), gdzie pod opieką doktora Stanisława Dziedziuchowicza „Lancet” dojdą do zdrowia. Co do „Zawiszy” podjęto decyzję, aby o pomoc poprosić jego brata (Letosław Brandt „Ramzes”), który był leśniczym w majątku Rudka koło Krzętowa. Ostatecznie pod opieką partyzantów „Lipa” został przewieziony do wsi Bógdał na terenie Placówki Moskarzew. „Orkan” trafił do Placówki Irządze. Obaj zostali wyleczeni, ale do oddziału już nie powrócili.
     Inaczej potoczyły się losy „Zawiszy”. Leczono go w szpitalu polowym we wsi Krogulec (dom Kędzierskich) i przez pewien czas we wsi Żeleźnica. W drugiej połowie listopada, kiedy przebywał ponownie w Krogulcu, przyjechała tam żandarmeria w sprawie kontyngentów. Rana była już prawie wyleczona, ale ze względów bezpieczeństwa partyzanta umieszczono na około 2 godziny w lesie. Niestety mimo zabandażowania i okrycia głowy już na drugi dzień rana zaczęła ropieć. Przy pomocy brata został wysłany samochodem do szpitala w Częstochowie. Na przedmieściach wpada jednak w ręce Niemców i zostaje umieszczony w szpitalu, ale pod nadzorem. Obawiając się okrutnego śledztwa odebrał sobie życie (niektóre źródła podają, że wbił sobie w niezagojoną ranę w głowie ołówek).
Tak więc akcja w Stojewsku, podczas której zdobyto 16 karabinów, kosztowała życie dwóch żołnierzy oddziału.

16 październik 1943r. – zasadzka pod Drochlinem.

Oddział kwaterujący pod Gródkiem (Placówka Lelów) otrzymał informację z Placówki Szczekociny, że tego dnia z Koniecpola do Szczekocin będzie jechał samochód osobowy z czterema żandarmami wśród których ma być komendant żandarmerii z Koniecpola, Dupre, na którym od dawna podziemie chciało wykonać wyrok za jego zachowanie w stosunku do Polaków. Do akcji został wytypowany 15-osobowy patrol pod dowództwem kpr. Zenona Marcinkowskiego „Grot”. Trzema furmankami udali się na miejsce zasadzki, koło wsi Drochlin, bowiem czasu do planowanego przejazdu żandarmów było niewiele.

     Po zajęciu stanowisk nastąpił jak zawsze denerwujący czas oczekiwania. Samochód osobowy nie nadjeżdżał . Wreszcie partyzanci usłyszeli odgłos nadjeżdżającego samochodu ciężarowego. Akcji nie podjęto bowiem informacje wywiadu jasno mówiły, że cel ich akcji będzie poruszał się samochodem osobowy. Po kolejnych dwóch godzinach oczekiwania partyzanci zwinęli zasadzkę i powrócili do obozowiska. 
     Trafili tam na porę wydawania obiadu, którego jednak nie udało im się zjeść. Do oddziału dotarła bowiem informacja, ze Szczekocin, że Dupre przyjechał jednak przepuszczonym przez patrol samochodem ciężarowym. Ten sam skład patrolu ponownie udał się na miejsce zasadzki. Wozy pozostawiono w głębi lasu, a żołnierze zajęli stanowiska i ponownie oczekiwali na przyjazd żandarmów. Samochód nadjechał o zmierzchu. Ogień partyzantów rozpoczęła seria z rkm do której dołączyli pozostali partyzanci. Samochód toczył się jednak dalej i zatrzymał się około 100 metrów od miejsca zasadzki. Partyzanci strzelając otoczyli auto, ale jak się okazało Niemców już tam nie było. Zdążyli wycofać się do lasu. Zdobyto jeden karabin, amunicję, granatnicę, dwie skrzynki wódki, cukierki i bandaże. Zdobycz załadowano na wozy, a samochód podpalono.
Patrol powrócił do obozowiska, a dopiero później wywiad doniósł, że podczas akcji ranny został w obojczyk jeden Niemiec – Dupre.

18 październik 1943r. – likwidacja Seremaka w Szczekocinach.

Lis Henryk "Kula"

Podczas okupacji niemieckiej komendantem policji granatowej w Szczekocinach był Polak Edward Seremak, pochodzący z Serocka. Sprawnie wykonywał niemieckie polecenia i szybko dał się poznać jako sadysta i grabieżca. Dodatkowo zbierane przez niego informacje coraz bardziej groziły dekonspiracją miejscowych konspiratorów. Wszelkie ostrzeżenia nie zmieniły jednak jego postępowania. 29 kwietnia 1943r. pierwszego zamachu na Seremaka próbowali dokonać żołnierze NOW pod Nakłem. Drugą próbę podjęli w dniu 11 czerwca 1943r. żołnierze BCH. Oba zamachy były nieudane.
Zdając sobie sprawę z coraz większego niebezpieczeństwa wiszącego nad miejscowymi konspiratorami Komendant Placówki Szczekociny ppor. Remigiusz Kruzel „Boruta” zwrócił się o pomoc do Komendy Obwodu Włoszczowa i tak ostatecznie na początku października wykonanie zadania zostało zlecone Kierownictwu Dywersji Obwodu. Tarchalski wykonanie wyroku zlecił trzem kapralom ze swojego oddziału. Byli to: Henryk Lis „Kula” jako dowódca oraz Zygmunt Dankowski „Czapla” i Marian Biskupski „Stalin”. W połowie października przybyli oni do Szczekocin i zamelinowali w domu Władysława Siwego, gdzie przez kilka dni oczekiwali na sygnał od miejscowych konspiratorów.

Biskupski Marian "Stalin"

18 października Halina Dymek, wywiadowczyni AK, pracująca na poczcie jako telefonistka podsłuchała interesującą rozmowę telefoniczna. Leutnant Stemler wzywał Seremaka na posterunek żandarmerii mieszczący się w Zarzeczu (część Szczekocin). Wiadomość tą przekazała innemu pracownikowi poczty (Siwemu), który przekazał ją Komendantowi Placówki. Od tej chwili uruchomieni zostali wszyscy ludzie zaangażowani w przeprowadzenie akcji.
Około godziny 9 łączniczka obserwująca posterunek żandarmerii podała pierwszy sygnał, że Seremak wyszedł. Drugi sygnał informował, że obserwowany idzie w kierunku mostów na Pilicy. Wreszcie trzeci sygnał podawał, że Seremak wszedł na ulicę Senatorską.
Wiadomości były przekazywane do zamachowców przebywających w domu Siwego. Gdy Seremak przechodził Pilicę wyszli oni i ubezpieczając się wzajemnie ruszyli ulicą Senatorską w kierunku pałacu Ciechanowskiego. Gdy żołnierze doszli w okolice poczty zatrzymał się tam ambulans pocztowy z którego zaczęli wysiadać urzędnicy. W tej samej chwili zjawił się tam Seremak. „Kula” zagrodził mu drogę i wyciągając broń wymówił formułę: „W imieniu Polski Walczącej, za zdradę Ojczyzny i współpracę z okupantem, zostałeś skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie”. Chwilę później padły dwa strzały po których plac opustoszał. Pozostali tylko trzej żołnierze i leżący już na ziemi Seremak. Dla pewności „Czapla” jeszcze dwukrotnie strzelił do leżącego zdrajcy, a po zabraniu zabitemu broni i dokumentów zamachowcy oddalili się z niebezpiecznego miejsca. Ulicą Senatorską, obok pałacu Ciechanowskiego, dostali się do lasu „Gąszcze” nad Pilicą. Byli już bezpieczni, tym bardziej, że Niemcy i granatowi policjanci po obejrzeniu zwłok Seremaka i oddaniu kilku strzałów nie zdecydowali się na pościg za partyzantami.

20 październik 1943r. - utworzenie 2 kompanii.

Na przełomie sierpnia i września Inspektorat Częstochowski AK zakończył rozmowy z działaczami Okręgu Częstochowa Narodowej Organizacji Wojskowej które doprowadziły do zawarcia porozumienia. Na jego mocy por. Tadeusz Kozłowski „Piotr” (dowódca oddziału partyzanckiego NOW w Obwodzie Włoszczowa) już we wrześniu 1943r. wszedł w skład Komendy Obwodu Włoszczowa AK jako zastępca szefa Kedywu por. Mieczysława Tarchalskiego „Marcin” (aby zwolnić dla niego miejsce odwołano z tej funkcji ppor. Przemysława Schutza „Ludwik”). Por „Piotr” jako zastępca „Marcina” dowodził także oddziałem partyzanckim, ale pierwsze wiadomości mamy o tym dopiero w październiku.
     Dotychczasowy oddział partyzancki „Piotra”, który liczył ok. 60 żołnierzy, wszedł w skład oddziału partyzanckiego „Marcina” stanowiąc w nim 2 kompanię. Połączenie to nastąpiło 20 października 1943r.Oddział liczył teraz ok. 150 żołnierzy.
Obsada personalna 2 kompanii przedstawiała się następująco:
Dowódca: ppor. Zenon Siuda „Volt”,
Szef kompanii: sierżant Leon Biskupski „Dyszel”, „Skrzetuski”,
Dowódca plutonu I: plut. pchor. Tadeusz Osten „Kmicic”, „Harnaś”.
Dowódca plutonu II: ppor. Michał Łączek „Moniek”.

Utworzenie plutonu ckm.

Prawdopodobnie w tym czasie w oddziale utworzono pluton CKM, który podlegał bezpośrednio dowódcy oddziału. Został on wyposażony w dwa ciężkie karabiny maszynowe wz. 30, które razem z taśmami i amunicją zostały przekazane przez Czesława Finke „Wierzba”, który ze swoją grupą przeszedł z NOW do AK. Dowódcą plutonu został kpr. Maciej Skawiński „Witek” (w niektórych opracowaniach przypisuje mu się stopień kapitana co jest mało prawdopodobne). 

Zwiad konny.

Prawdopodobnie także w październiku został utworzony zwiad konny. Jego dowódcą został starszy sierżant Izydor Kurzeja „Kruk”, który pełnił w oddziale jednocześnie funkcję oficera broni. Niestety niewiele wiemy o jego składzie. M. Tarchalski „Marcin” podaje, że zwiad konny składał się z ośmiu żołnierzy.

28 październik 1943r. – walka z GL w Karczowicach.

Ostatni akt sporu na linii AK i GL miał miejsce 28 października 1943r. kiedy to żołnierze z oddziału "Marcina" pod dowództwem por. Tadeusza Kozłowskiego „Piotr” zaatakowali we wsi Karczowice bojówkę GL im. B. Głowackiego dowodzoną przez Tadeusza Grochalę "Tadka Białego".

Piątek Stanisław "Poniatowski"

     Oddział AK zakwaterował we wsi Zagórcze koło Tarnawa Góra - Placówka Moskorzew (o czym w następnej części). Otrzymano wtedy informację, że we wsi Karczowice (Gmina Kozłów już na terenie Powiatu Miechów) zatrzyma się bojówka GL. Wymarsz nastąpił 27 października. Już w połowie drogi z miejsca zakwaterowania do Karczowic doszło do pierwszego tragicznego incydentu. Po zapadnięciu zmroku prowadzący szpicę plutonowy Stanisław Piątek „Poniatowski” zauważył w mijanej wiosce świecące się światło w skrajnym obejściu. W celu sprawdzenia, kto tam przebywa wszedł na podwórko. W tym momencie z domostwa wybiegł mężczyzna w cywilnym ubraniu i oddał strzał do „Poniatowskiego”, który został ranny w nogę (kula uszkodziła kość). Stało się to tak szybko, że nie zdążono pochwycić osobnika. W późniejszym czasie ranny został przetransportowany do Warszawy.
     Oddział wioząc rannego na wozie pomaszerował do swojego celu. Bojówkarze GL przebywali w gospodarstwie Władysława Młynarskiego, znajdującym się na końcu wsi i hucznie obchodzili imieniny swojego dowódcy. Po otoczeniu zabudowań gwardziści zostali wezwani do poddania. Na rozkaz dowódcy uderzyli oni na otaczających ich żołnierzy AK co spowodowało także otwarcie ognia. Zginęło łącznie 14 partyzantów GL w tym trzech w wyniku odniesionych ran . Niestety podczas tej akcji zginęło także trzech żołnierzy AK: Stanisław Grzybek „Ren”, Zubek „Murzyn” i Józef Włodarczyk „Żuk”. Gwardziści którzy wydostali się z zabudowań, w tym dowódca, rozeszli się do swoich domów lub ukryli w bezpiecznych miejscach.

     Wyjątek stanowił Mieczysław Kopeć „Dorczyn” członek bojówki "Tadka Białego". 16 listopada 1943r., dotarł do oddziału „Marcina” i został do niego przyjęty. Zapewne jego wcześniejsza przynależność do bojówki GL była powodem przesłuchań, a w pierwszym okresie pobytu w oddziale także zapewne obserwacji.

Listopad 1943r.

Utworzenie 3 kompanii. Jesienne kłopoty z zakwaterowaniem. Zasadzki i największa, jesienna klęska oddziału. Niestety w listopadzie doszło także do załatwiania własnych porachunków.

2 listopad 1943r. - kwatera w Zagórczu.

Prawdopodobnie już po połączeniu z oddziałem NOW (oddział liczył wtedy ok. 150 żołnierzy) stało się jasne, że kwaterowane w dotychczasowych leśnych obozowiskach jest niemożliwe ze względu na liczebność. Dowództwo postanowiło sprawdzić jak długo oddział może kwaterować w wiosce bez powodowania niemieckiej interwencji. Na kwaterę wybrano wieś Zagórcze koło wsi Tarnawa Góra (Placówka Moskorzew), gdzie oddział zakwaterował prawdopodobnie 27 października. Dowództwo i część żołnierzy oraz tabory (10 wozów) zakwaterowało w dworze, a resztę żołnierzy w zagrodach chłopskich. Żołnierze nie kryli się przed mieszkańcami wioski, ani przed osobami ją odwiedzającymi. Teren ubezpieczany był jednak przez partyzanckie placówki. Najdalej wysunięta znajdowała się w odległości ok. 700 metrów od zabudowań wioski. W zagrodzie Walasków ulokowana była drużyna pełniąca służbę. 50 metrów dalej wystawiała ona czujki.

Zakwaterowanie - mapa z czasów okupacji.

     Niemcy przez 6 kolejnych dni nie dowiedzieli się o postoju oddziału. 2 listopada służbę pełniła drużyna z 1 kompanii. Około godz. 9 rano do dwóch gospodarstw znajdujących się na skraju wioski taboryci przyprowadzili z dworu oddziałowe konie aby je napoić (studnia w dworze popsuła się). W tym właśnie czasie na wzgórzu w kierunku Szczekocin (ok. 300 metrów od zabudowań) pojawiły się dwie bryczki z cywilami. Zaczęli oni obserwować całą sytuację, a w chwili gdy partyzanci zaczęli ich przywoływać zawrócili i chcieli odjechać. Jeden z partyzantów puścił za nimi serię z pistoletu maszynowego, ale nie zatrzymało to intruzów. Dopiero o wiele później okazało się , że na bryczkach było kilku żandarmów ze Szczekocin (w ubraniach cywilnych). Strzały zaalarmowały służbowy pluton z 1 kompanii, który dotarł na miejsce, ale po otrzymaniu raportu powrócił na swoje wcześniejsze miejsce.
     W wiosce ogłoszono alarm. Zgodnie z przewidywaniami Niemcy ponownie pojawili się około południa. Wydaje się jednak, że tym razem chcieli sprawdzić kto kwaterował w wiosce bowiem było ich tylko kilkunastu. Zostali ostrzelani przez ubezpieczenie, a strzały zaalarmowały resztę oddziału. Ppor. „Ludwik” na czele dyżurnego plutonu przyszedł z pomocą placówce ubezpieczeniowej. Partyzanci podjęli próbę obejścia napastników z boków co spowodowało ich ucieczkę.
     Dowództwo oddziału zdawało sobie sprawę, że w dotychczasowym miejscu oddział musi dotrwać do zmroku i dopiero wtedy wykonać odskok w inny teren. Zanim to jednak nastąpiło Niemcy powrócili, tym razem już większymi siłami. Około godziny 15 doszło do kolejnej walki, którą przerwał zapadający zmrok. Niemcy mieli kilku zabitych i rannych. Ostatecznie okupanci wycofali się do Szczekocin, a oddział odszedł w inny teren.
     Niestety niemiecki odwet nastąpił następnego dnia,3 listopad 1943r. (niektóre źródła podają, że miało to miejsce podczas ostatniego niemieckiego ataku). Oprawcy spalili zagrodę Walasków, a gospodarzy Stanisława (35 lat) i Helenę (30 lat) zamordowali.

11 listopad 1943r. – uczczenie rocznicy Niepodległości.

W związku z rocznicą odzyskania Niepodległości Kierownik Dywersji Obwodu postanowił podnieść na duchu społeczeństwo i zaplanował na ten dzień opanowanie stacji kolejowej Włoszczowa. Akcją dowodził sierżant Konrad Kotulski „Włodek”, włoszczowianin, który do oddziału wstąpił kilka dni wcześniej. Dowodzony przez niego patrol z oddziału podpalił zmagazynowane obok stacji zapasy siana przeznaczone dla niemieckiego wojska. Użyto do tego wykonanych konspiracyjnie w Dankowie butelek zapalających. Opanowano także magazyn zbożowy. Na zarekwirowany wóz zaprzężony w trzy konie zabrano część zboża oraz kilka świń zebranych przez Niemców w ramach tzw. kontyngentów. Grupa partyzantów pod dowództwem Teofila Strzeleckiego „Kora” opanowała natomiast wartownię strażników kolejowych (do walki nie doszło) zdobywając uzbrojenie.

16 listopad 1943r.- Łany, zdobycie spirytusu.

„Marcin”, kwaterujący z oddziałem w Zagórczu koło wsi Tarnawa Góra, otrzymał informację z Placówki Szczekociny, że z miasteczka Niemcy wywiozą transport spirytusu przeznaczonego do ratyfikacji. Ładunek był cenny: sprzedaż na czarnym rynku mogła poważnie zasilić fundusze Obwodu. W kolejnych dniach meldunek uściślono o wiadomość, że transport pojedzie drogą Rokitno – Łany w asyście 10 żandarmów.

Ksiądz Jan Wojtasik "Janowicz"

     Oddział wymaszerował na akcję 13 listopada, w sobotę. Przez: Goleniowy, Chałupki, Czarny Las, Obiechów, Dąbrowice, Rokitno i Ołudzę dotarł do Otoli gdzie rozłożono się na kwaterach. W oddziale przebywał wtedy ksiądz Jan Wojtasik „Janowicz”. W niedzielę odprawił on mszę dla partyzantów, w domu sołtysa, na której obecni byli partyzanci oraz wielu mieszkańców wioski zapełniających całe obejście.
     Tego samego dnia placówki ubezpieczające postój oddziału zaczęły zatrzymywać uciekających z terenu Gminy Kidów (Powiat Wolbrom) członków BCH, ale wydarzenia z tym związane zostaną opisane za chwilę.
15 listopada ppor. „Ludwik”, dowodząc dwiema drużynami, udał się na miejsce zasadzki w lasku, za wsią Małaszyce, przed Łanami. Stanowiska zajęto około 6 rano, ale około południa dotarł łącznik z informacją, że transport został przełożony na następny dzień. Partyzanci powrócili do Otoli.

 16 listopada na zasadzkę udał się oddział złożony z 30 żołnierzy pod dowództwem „Marcina”. Wymarsz nastąpił około 6 rano, ale padający śnieg, sprawił, że na miejsce zasadzki dotarto z opóźnieniem. Nie udało się zająć stanowisk bojowych, ale z marszu oddział zaatakował konwój składający się z pięciu furmanek. Na pierwszej i ostatniej jechali Niemcy, a na trzech pozostałych wieziono sześć cystern ze spirytusem. Już pierwsze partyzanckie strzały zabiły jadącego na pierwszym wozie funkcjonariusza, ale pozostali podjęli obronę. Ostatni wóz także został ostrzelany, ale, że znajdował się na skraju partyzanckiej tyraliery Niemcom udało się zawrócić i odjechać. Mieli jednego rannego (wypuścił z rąk karabin, który został znaleziony przez partyzantów. 
Obsada pierwszego wozu rozpaczliwie się broniła, ale po śmierci kolejnego z nich ogień osłabł. W chwili kiedy grupa partyzantów obeszła ich z boku poddali się. Do niewoli dostało się trzech żandarmów. Jeden z nich był ranny i „Marcin” nakazał go opatrzyć. Pomocy udzielono także jednemu z woźniców, który został ranny. Podczas walki zdobyto 6 karabinów, jeden z granatnicą, oraz amunicję. Niemców pozostawiono na miejscu, a partyzanci zabrali dwa wozy z cennym ładunkiem. Trzeci wóz pozostał na miejscu bowiem podczas walki zginęły oba ciągnące go konie. Przed odejście jeden z partyzantów przestrzelił beczki znajdujące się na nim.
     Cenny transport został przetransportowany do lasu w okolicę wsi Żabieniec, gdzie został ukryty, a sam oddział, już w całości, dotarł do dworu w Raszkowie, gdzie zatrzymał się na nocleg. W jakiś czas później kwatermistrzostwo Obwodu Włoszczowa wydobyło spirytus i sprzedało go na czarnym rynku, zasilając kasę organizacji.

18 listopad 1943r. – utworzenie 3 kompanii.

Jak już wspomnieliśmy od 14 listopada do oddziału „Marcina” docierali, żołnierze BCH z Placówki Kidów. Opuścili oni swój teren bowiem w wyniku aresztowania łącznika obawiali się aresztowania. Łącznie do oddziału trafiło wtedy 29 ludowców pod dowództwem plutonowego Stanisława Śnitko „Sowa”. Zgłosili oni akces do wstąpienia do oddziału. Z racji, że grupa była praktycznie nieuzbrojona przekazano jej 10 karabinów oraz po 30 sztuk amunicji.

Seweryn Aleksander "Andrzej"

     18 listopada oddział „Marcina” przeszedł w okolice gajówki Szyszki koło Nakła (Placówka Szczekociny) gdzie zgodnie z wcześniejszym porozumieniem AK z BCH podporządkował mu się oddział BCH dowodzony przez ppor. Aleksandra Seweryna „Bartosz”. Oddział formalnie składał się z ludowców z powiatów olkuskiego i włoszczowskiego. Działał od czerwca, ale na przestrzeni miesięcy miał olbrzymie kłopoty z obsadą stanowisk dowódczych. Targały nim także wewnętrzne spory: w sierpniu z oddziału została usunięta grupa partyzantów pod dowództwem Stanisława Śnitko „Sowa”, która demoralizująco wpływała na pozostałych.
     Wojenne losy sprawiły, że w listopadzie, zwaśnione grupy znalazły się w oddziale „Marcina” i miały w nim utworzyć 3 kompanię. Wśród ludowców odezwały się zapewne dawne spory i na ich efekty nie trzeba było długo czekać. Po kilku dniach plutonowy „Sowa” zameldował „Marcinowi” chęć przejścia w swój macierzysty teren, aby pobrać zamelinowaną tam broń. Otrzymał na to zgodę i w towarzystwie: NN „Żbik”, NN „Zrąb”, NN „Żuraw” i NN „Desant” opuścił oddział. Niestety był to prawdopodobnie tylko wybieg bowiem grupa nigdy do oddziału nie powróciła, a zdarzenie to zostało uznane za dezercję.
     Ostatecznie z ludowców utworzono w drugiej połowie listopada kompanię liczącą około 60 żołnierzy (stan zmieniał się w związku z odchodzeniem na meliny chorych żołnierzy). Jej obsada przedstawiała się następująco:
Dowódca: ppor. Aleksander Seweryn „Bartosz”,
Zastępca: plut. Stanisław Jokiel „Janek”,
Szef kompanii: kpr. Władysław Baryła „Orlicz” (przesunięty z 1 kompanii),
I pluton, dowódca: kpr. Kazimierz Musiał „Groźny”,
II pluton, dowódca kpr. Stanisław Hart „Batory”,
III pluton, dowódca plut. Kazimierz Jastrząb „Wacek”.

24 listopad – likwidacja konfidentów.

Żołnierze prawdopodobnie w okolicy Secemina pojmują dwoje podejrzanych cywili. Po przesłuchaniu przyznali się, że są niemieckim konfidentami. Wyrok wykonano wieczorem.

27 listopad 1943r. – tragedia pod Bichniowem.

Plan walki.

Pod koniec listopada 1943 roku wszystkie trzy kompanie oddziału kwaterowały we wsi Zagórcze (Zagórze) niedaleko od Krzepina. W teren wysyłano jedynie patrole, które miały do wykonania określone zadania. W dniu 25 listopada patrol składający się z dziewięciu partyzantów pod dowództwem ppor. Przemysława Szutza „Ludwik” został skierowany do Bogumiłka (rodzinna miejscowość „Ludwika”), w celu przejęcia i przywiezienia do oddziału trzech Anglików zbiegłych z niemieckiej niewoli. Po przybyciu tam rankiem następnego dnia patrol razem z lotnikami przeniósł się do młyna w Białej Błotnej (także należał do rodziców „Ludwika”) gdzie został ugoszczony. Ubezpieczenie stanowili kpr. Zbigniew Czarnecki „Zbir” oraz Henryk Lis „Kula”. Tego dnia do patrolu dołączył ppor. Leon Szymbierski „Orzeł”.

     Późnym wieczorem partyzanci razem z lotnikami wyjechali na trzech wozach w drogę powrotną. Zatrzymano się jednak w majątku w Kuczkowie, gdzie także podjęto ich zakrapianą kolacją. W dalszą drogę ruszono o świcie. Na pierwszym wozie jechali: ppor. „Ludwik”, kpr. pchor. Henryk Smarzyński „Blondyn”, „Zbir” i woźnica Tadeusz Sewczyński „Buk”. Na drugim: ppor. Eugeniusz Smarzyński „Malinowski”, „Kula” i trzech strzelców. Na ostatnim: ppor. „Orzeł” i angielscy lotnicy.

Smarzyński Henryk "Blondyn".

     Bardzo wczesnym rankiem (27 listopada), w odległości ok. 1 km przed Bichniowem partyzanci we mgle natknęli się na trzydziestoosobowy oddział Wehrmachtu z frontu wschodniego który udawał się na wypoczynek drogą z Włoszczowy do Szczekocin. Zaskoczony ppor. „Ludwik” wydał rozkaz „Z wozu” i prawie natychmiast rozpoczęła się strzelanina. Obsada pierwszego i drugiego wozu próbuje wycofać się do odległego o kilometr lasu. Na początku strzelaniny zabity został kpr. pchor. Henryk Smarzyński „Blondyn”, a w połowie drogi do lasu ranni zostają ppor. „Ludwik” oraz kpr. Zbigniew Czarniecki „Zbir”, któremu jednak udaje wycofać się do lasu. Pada także ranny strzelec Tadeusz Przeszowski „Tos”, który pozostaje na placu. Jadący na ostatnim wozie ppor. „Orzeł” i angielscy lotnicy na odgłos strzałów wycofali się do lasu nie biorąc udziału w potyczce.
     Walka miała miejsce niedaleko od miejsca postoju oddziału, który został zaalarmowany strzałami. Podejrzewając, że walkę może prowadzić patrol „Ludwika” wysłano silne wsparcie złożone z III plutonu 1 kompanii (tego dnia był to pluton służbowy) pod dowództwem szefa kompanii sierż. Juliana Wojciechowskiego „Jurand” oraz patrol konny pod dowództwem sierż. Izydora Kurzeja „Kruk”.
Na miejsce walki pierwsi dotarli konni, którzy włączyli się do walki. Wspólnie z wycofującymi się partyzantami powstrzymali oni Niemców idących śladem patrolu. Po krótkiej wymianie ognia Niemcy cofnęli się do swoich wozów pozostawionych na drodze. Partyzanci odnaleźli w zaroślach jeden z wozów na którym jechał patrol i po załadowaniu na niego rannego „Zbira” przez Czaryż i Bałków dotarli do oddziału kwaterującego w Zagórczu.

Przeszowski Tadeusz "Tos"

     W tym czasie pieszy pluton pod dowództwem „Juranda” dotarł do Bichniowa. Minął wieś i w okolicach folwarku starł się z ostrzelanymi wcześniej przez oddział „Kruka” i „Ludwika” siłami niemieckimi, które powracały do swoich wozów. Wywiązała się walka w wyniku której partyzanci opanowali niemiecki tabor zdobywając tam rkm, kilka karabinów i amunicje. Walka trwała jednak nadal bowiem frontowy oddział wycofał się do folwarku Bichniów i mając dogodne stanowiska w zabudowaniach i za drzewami powstrzymali partyzancki szturm. W trakcie walki ciężko ranny został sierż. Julian Wojciechowski „Jurand” oraz zginął dowódca pierwszej drużyny – kpr. Stefan Sypniewski „Gruda”.
Walkę przerwał warkot nadlatującego na niskiej wysokości samolotu niemieckiego (partyzanci byli przekonani, że to odgłosy nadciągających czołgów) i pluton „Juranda” z rannym dowódcą wycofał się do lasu.
Po wycofaniu się partyzantów Niemcy wysłali gońca do Secemina, aby telefonicznie powiadomić o potyczce żandarmerię. Kiedy na miejsce potyczki dojechała żandarmeria niemiecka z Włoszczowy na samochody załadowano rannych i poległych (także partyzantów) i wraz z żołnierzami Wehrmachtu powróciły one z powrotem do Włoszczowy. Nie wiemy jakie straty poniósł w walce niemiecki oddział. Niemcy zbierając poległych odnaleźli na placu rannego kpr. „Tos” i przewieźli go do siedziby żandarmerii ( 1 grudnia 1943r. rozstrzelany pod Oksą).
     W walkach pod Bichniowem śmierć ponieśli następujący żołnierze z patrolu: ppor. Przemysław Schutz „Ludwik” i kpr. pchor. Henryk Smarzyński „Blondyn”. Ranny został Tadeusz Przeszowski „Tos”, który pozostał na placu walki. Przewieziony do żandarmerii we Włoszczowie został tam zamordowany dwa dni później. Rany odniósł także kpr. Zbigniew Czarnecki „Zbir”, któremu udało się wycofać z placu boju.
     Straty poniósł także idący z odsieczą pluton. Zginęli: kpr. Stefan Sypniewski „Gruda” i kpr. Zabrzycki „Dominik”. Ranni zostali: sierż. Julian Wojciechowski „Jurand”, strzelec Hanna Lapis „Dębczak” i Feliks Dudziński „Kostwicz”. Łącznie zginęło więc pięciu żołnierzy, a kolejnych czterech było rannych.
     Następnego dnia w ramach odwetu niemiecka żandarmeria dokonała masakry ludności wsi Bichniów mordując łącznie 42 osoby w tym kobiety i dzieci.

29 listopad 1943r. - patrol "Kmicica".

Kiedy pod koniec listopada kompanie kwaterowały we wsi Zagórcze koło Krzepina w teren wysyłano liczne patrole. W czasie kiedy rozgrywała się walka pod Bichniowem. Jeden z takich patroli pod dowództwem ppor. Wincentego Ciszka „Kmicic” (dowódca III plutonu 1 kompanii) liczący czterech żołnierzy przebywał (27 listopad 1943r.) we wsi Komorniki między Olesznem, a Kluczewskiem. Następnego dnia patrol wyposażony w wóz taborowy dokonał rekwizycji we wsi Rudka. U miejscowego volksdeutscha Szulca skonfiskowali dwie świnie, a następnie dobierając w Chotowie drugi wóz udali się bocznymi dróżkami do miejsca postoju oddziału w Zagórczu. Dotarli tam 28 listopada i w pierwszym domostwie dowiedzieli się o walce. Dowodzący patrolem zdawał sobie sprawę, że po walce oddział odskoczył w inny teren, ale nikt nie wiedział gdzie.

Wincenty Ciszek "Harnaś"

     Patrol przejechał do gajówki Zwierzyniec gdzie żołnierze mieli nadzieję na uzyskanie informacji. Dotarto tam ok. 5 rano. Potwierdzono im informacje o walce oraz o przechodzeniu oddziału w kierunku północno-zachodnim, ale nie znano miejsca docelowego. Patrol już o świcie dotarł do jednej z zagród (prawdopodobnie w Kobylej Wsi), gdzie z racji padającego deszczu postanowiono zatrzymać się na cały dzień. Po południu przez wioskę przechodził liczący 12 żołnierzy patrol 2 kompanii z furmanką. Niektóre materiały wskazują, że dowodził nim plut. pchor. Tadeusz Osten „Harnaś” ( jest to mało prawdopodobne bowiem 26 listopada – czyli dwa dni wcześniej zabił on szefa 2 kompanii i zdezerterował z oddziału).

     Połączone patrole, łącznie 17 żołnierzy, pod dowództwem ppor. Wincentego Ciszka opuściły zagrodę 29 listopada i udały się w poszukiwaniu oddziału. Po przejechaniu ok. kilometra znaleźli się przy gajówce Kaleń. Poruszano się w szyku ubezpieczonym: jedna furmanka z kilkoma żołnierzami jechała ok. 50 metrów przed resztą żołnierzy. Dojeżdżając do gajówki wszyscy znaleźli się na ogrodzonym polu i właśnie wtedy dostali się pod ogień prowadzony z gajówki oraz z drugiej strony drogi. Partyzanci natychmiast odpowiedzieli ogniem i przedostawali się przez ogrodzenie aby schronić się w lesie. Strzały spłoszył konie, które poniosły wozy.
Partyzantom bez strat udało się wycofać do lasu, ale że był on rzadki nie dawało bezpiecznej ochrony. Oddział wycofywał się dalej. Przechodząc przez leśny dukt ostrzelano dwóch Niemców (jeden zabity, a drugi ranny) co powstrzymało pościg. Oddział zatoczył koło i powrócił w okolice gajówki, ale z przeciwnej strony. Partyzanci chcieli odzyskać utracone wozy i zgubiony przez kpr. „Dęba” pistolet. Napotkany gajowy nakreślił im sytuację w lesie i obsadzenie głównych duktów przez siły niemieckie. Partyzanci zrezygnowali z prób odzyskania wozów i przeczekali w leśnym gąszczu do zmroku. Dopiero wtedy, unikając głównych dróg, polami opuścili zagrożony teren i po kilku dniach dotarli do głównych sił oddziału. Podczas starcia nikt z partyzantów nie został ranny, ale utracili oni trzy wozy taborowe wraz z zawartością.

Grudzień 1943r.

Zimowa pora i śnieg nie sprzyjają w skrytym poruszaniu się oddziału. Coraz trudniej znaleźć bezpieczne miejsce do zakwaterowania dużego oddziału. Efektem musiała być demobilizacja.

6 grudzień 1943r. – bitwa pod Zagórczem.

Zagórcze (Zagórze) i okolica.

Po walce pod Bichniowem oddział przeniósł się w lasy koło wsi Pękowiec, gdzie rozłożył się biwakiem. Niedługo w okolicy pojawiła się jednak niemiecka kolumna penetrująca okolicę. Nie podjęto z nią walki, ale „Marcin” spodziewając się, że jej śladem mogą nadciągnąć większe siły postanowił opuścić zagrożony rejon. W padającym śniegu oddział na początku grudnia powrócił w lasy koło Krzętowa wychodząc z założenia, że na tamtym terenie niemiecka obława zakończyła już działania.
     Przez kilka dni oddział mógł odpocząć. Czas spokoju zakończył się 6 grudnia kiedy to w okolicach Zagórcza koło Krzepina doszło do potyczki 2 kompanii z niemiecką obławą złożoną z sił z Włoszczowy, Jędrzejowa i Kwiliny. Walką dowodził por. T. Kozłowski „Piotr”. Gdy w czasie walki niemiecka seria uszkodziła nóżki partyzanckiego rkm strzelec Felicja Fryben „Fedor” położyła się tak, że celowniczy rkm mógł na niej oprzeć broń i dalej prowadzić ogień. Niemiecki atak odparto. Poległo 7 żandarmów, a kilku było rannych. W ręce partyzantów wpadł ckm, kilka karabinów i amunicja. Oddział nie miał strat, ale musiał opuścić zagrożony teren.

13 grudzień 1943r. – bitwa pod Józefowem.

Oddział w ciągu kilku dni przeniósł się na północ od Włoszczowy, na skraj Obwodu. 12 grudnia na kwatery zajęto wioskę Józefów znajdującą się już formalnie na terenie Placówki Góry Mokre Obwodu Końskie. Prawdopodobnie żołnierze zakwaterowali na skraju wioski u stóp Góry Kozłowej. Nawiązano kontakt ze strukturami AK aby zapewnić sobie dopływ informacji o Niemieckich ruchach liczono bowiem, że uda się spędzić tam bezpiecznie kilka dni.

     13 grudnia Mieczysław Tarchalski „Marcin” miał wyznaczoną odprawę z Inspektorem Częstochowskim i Komendantem Obwodu Włoszczowa w Krzętowie, ale zanim opuścił oddział dotarł do niego łącznik z miejscowej Placówki informując, że do sąsiedniej Bożej Woli dotarły oddziały niemieckie z Przedborza i Końskich. Niedługo później kolejny łącznik meldował, że podobna sytuacja ma miejsce w Starej Wsi. „Marcin” zrezygnował z wyprawy na odprawę i postanowił pozostać przy zagrożonym oddziale.

Józefów i okolice.

     Zastanawiające jest tempo w jakim Niemcy dowiedzieli się o pobycie oddziału. O wiele później okazało się, że zostali o tym fakcie poinformowani przez volksdeutscha, kobietę mieszkającą w Józefowie. Po ustaleniu tego faktu Sąd Podziemnego Państwa wydał na nią wyrok śmierci, który został wykonany.
Oddział po otrzymaniu informacji o niemieckich przygotowaniach podjął odpowiednie działania. Cześć żołnierzy wspartych plutonem ckm zajęła stanowiska na skraju lasu. Pozostali zwijali kwatery i ładowali tabory. Ostatecznie oddział zajął pozycje obronne w lesie na wzgórzu mając u stóp dolinę i leżącymi w niej zabudowaniami wioski Józefów. Partyzanci mieli doskonałą widoczność bowiem ziemia przykryta była śniegiem i doskonale widzieli idących od strony wsi żołnierzy.
     Kiedy Niemcy zaczęli rozwijać się w tyralierę padł, wydany przez „Marcina” rozkaz: „Ognia”. Niemieckie natarcie miało być powstrzymane ogniem partyzanckich ciężkich karabinów maszynowych, ale te po oddaniu kilku strzałów zamilkły. Okazało się, że użyto w nich nieodpowiednich smarów, które stężały na mrozie. Ogień utrzymały rkm i karabiny co zmusiło Niemców do zajęcia stanowisk ogniowych i rozpoczęcia walki pozycyjnej w niekorzystnym położeniu. Zapewne napastnicy mięli straty, ale ich wielkość nie została ustalona.
     Zdając sobie sprawę z faktu, że niemieckie siły znajdują się także z przeciwnej strony lasu (od strony Starej Wsi) postanowił opuścić teren. Uformowano kolumnę marszową. Przodem ruszyła 1 kompania Eugeniusza Smarzyńskiego „Malinowskiego” przy której znajdował się por. Tadeusz Kozłowski „Piotr”. Za nią szła 2 kompania potem tabory i pluton ckm. Jako ubezpieczenie tylne szła 3 kompania przy której przebywał „Marcin”. Zanim oddziały odeszły jeden z żołnierzy z 3 kompanii powrócił do zajmowanej wcześniej kwatery chcąc zabrać pozostawione tam rzeczy. Został tam zaskoczony przez Niemców, ale seria z rkm, w który był uzbrojony zatrzymała pościg.
     Oddział bez problemów dotarł do drogi Krogulec – Zalesie, już na terenie Obwodu Włoszczowa. Po zajęciu stanowisk obronnych wysłano patrole w kierunkach: Krogulca, Zalesia, Oleszna i Stanowisk, które nie stwierdziły obecności Niemców. Wysłano także patrol w kierunku miejsca wcześniejszej walki aby sprawdzić czy śladem oddziału nie podążają wrogie oddziały. Ostatecznie zarządzono postój i przygotowano posiłek. „Marcin” zarządził, że po zapadnięciu zmroku oddział przejdzie w lasy kurzelowskie.
     Zanim to nastąpiło do Starej Wsi powrócił ppor. Zenon Siuda „Volt” z jednym z żołnierzy. Celem ich powrotu był krawiec, gdzie zostawili własne rzeczy. Prawdopodobnie razem z nimi wyruszył strzelec Mieczysław Pawłowski „Fala” z 1 kompanii, który chciał u szewca naprawić buty. Już podczas powrotu ze Starej Wsi natknęli się na Niemców. Polegli: strzelec Mieczysław Pawłowski „Fala” i NN „Szary”. Na odgłos strzałów z oddziału wysłany został patrol, który nie mógł pomóc partyzantom, a stwierdził jedynie obecność w Starej Wsi Niemców.
     Opóźnienie spowodowane walką sprawiło, że „Marcin” odstąpił od decyzji przejścia pod Kurzelów i postanowił pozostać na Krogulcu. Z informacji Placówki Góry Mokre wynikało, że Niemcy w ciągu walk stracili 7 zabitych i kilku rannych.

15 grudnia 1943r. – demobilizacja.

Po walce pod Józefowem wszystkie kompanie oddziału kwaterowały na Krogulcu. Ostatnie walki oraz zbliżająca się zima uświadamiały dowództwu oddziału, że poruszanie się w terenie tak dużą grupą będzie powodem ciągłych walk. Dodatkowo „Marcin” zdawał sobie sprawę, że zgubienie pościgu w terenie przysypanym śniegiem będzie niemożliwe.
Leżało to u podstaw decyzji podjętej zapewne po konsultacjach z Komendą Obwodu, 15 grudnia, o demobilizacji oddziału. Poszczególne kompanie miały przejść w wyznaczone rejony zakwaterowania, a żołnierze mieli zostać umieszczeni na melinach wyznaczonych przez lokalne struktury. Partyzanci mieli utrzymywać łączność ze swoimi dowódcami. Mieli zostać zmobilizowani wiosną, a do tego czasu mieli brać udział w działalności Placówek na terenie których kwaterowali.
     W dyspozycji „Marcina” miały jedynie pozostać cztery grupy partyzantów liczących po około 20 osób:
1.Grupa pod dowództwem kpr. Macieja Skawińskiego „Witek”,
2.Grupa pod dowództwem ppor. Zenona Siudy „Volt”,
3.Grupa pod dowództwem sierżanta Stanisława Pankowskiego „Zygmunt”,
4.Grupa pod dowództwem ppor. Aleksandra Seweryna „Bartosz”.

16 grudnia 1943r. - Czerwonka potyczka 3 kompanii.

Gajówka Czerwonka.

Terenem przeznaczonym do przezimowania dla 3 kompanii oraz dla zwiadu konnego była południowa część Obwodu Włoszczowa. Z Krogulca oddziały wyruszyły wieczorem 15 grudnia i nad ranem, po męczącym marszu, doszły do gajówki Czerwonka – pomiędzy stacjami kolejowymi Ludynia i Włoszczowa. Gajowy poinformował partyzantów, że niedawno odjechali Niemcy, którzy prawdopodobnie oczekiwali w zasadzce. Mimo to dowodzący całością ppor. Aleksander Seweryn „Bartosz” postanowił pozostać tam aby dać żołnierzom czas na odpoczynek. Kompania zajęła gajówkę, a zwiad konny ulokował się w pobliskim zagajniku.
     Około godziny 10, prawdopodobnie od strony Ludyni, podjechał pod gajówkę samochód z Niemcami, którzy przyjechali na polowanie. Partyzanci prawdopodobnie w ostatniej chwili zostali zaalarmowani przez ubezpieczenie. Niemcy widząc ruch na terenie gajówki otworzyli ogień. Zapewne od pierwszych strzałów padli zabici: Józef Staśko „Smrek” i Stanisław Włoch „Włoch”. Wybiegający partyzanci wzmagali ogień w kierunku Niemców, którzy wycofali się w kierunku Włoszczowy. Jednocześnie partyzanci w pośpiechu, bojąc się nadejścia kolejnych niemieckich oddziałów, wycofali się w głąb lasu pozostawiając w gajówce wóz taborowy, a zwiad konie uwiązane w zagajniku. Atmosfera strachu sprawiła zapewne, że oddział po rzeczy nie powrócił, ale podjął marsz do wyznaczonego rejonu. Część żołnierzy, z zastępcą dowódcy kompanii (plut. Stanisław Jokiel „Janek”) zamelinowali w okolicach Psar, a reszta z ppor. „Bartoszem” przeszła na teren Placówki Irządze.

1943r. – życie oddziału.

Dopełnieniem historii oddziału musi być wyjaśnienie kulis jego „normalnego” życia. Sprawa pozornie błacha, jednak życie „leśnych ludzi”, pełne było problemów, które należało rozwiązywać.

Szałasy

Od dnia powstania oddziału problemem był nocleg w lesie. Sklecono co prawda kilka szałasów, ale padające w lipcu deszcze uświadomiły partyzantom, że prowizoryczne konstrukcje nie chronią ich w odpowiednim stopniu. Jeden z partyzantów zaproponował aby do poszycia szałasów zastosować brezentowe plandeki z samochodów. Najbliższej nocy patrol pod dowództwem ppor. „Ludwika” zatrzymał na szosie Włoszczowa – Przedbórz dwa samochody z których zdjęto plandeki. Zbudowano z nich obszerny szałas, wzorowany na góralskich namiotach, który mieścił ok. 20 osób. W środku umieszczone było ognisko. Minusem konstrukcji był fakt, że plandeki były ciężkie i nie można ich było transportować.
     Problem powrócił w sierpniu, gdy wzrosła liczebność oddziału, i żołnierze nie mieścili się w szałasie. Podjęto wtedy decyzję o budowie w ustronnych miejscach solidnych konstrukcji. Najlepszym ich budowniczym okazał się Tadeusz Żurek „Sokół”. Budowane w oddziale szałasy miały długość ok. 10 metrów, szerokość 5 metrów, a wysokość w szczycie 3,5 metra. Pokrycie stanowiły gałęzie jodły lub świerka. W takim szałasie mieściło się ok. 30 żołnierzy.
     W okresie jesieni rozwiązania takie nie mogły już mieć zastosowania. Kiedy tylko pozwalały na to warunki, oddział kwaterował w wioskach i dworach.

Obozowiska

Ze względów bezpieczeństwa oddział co kilka dni (4-6) przenosił się w inna okolicę. Na przestrzeni działalności z roku 1943r. jest jednak kilka obozowisk leśnych, które odwiedzane były wielokrotnie. Wymieńmy spośród nich następujące:


-„w lesie kurzelowskim” – pierwsze obozowisko (miejsce kwaterowania także później) koło gajówki Dąbrowy, Placówka Kurzelów.

- Krogulec, Placówka Oleszno.

- Gajówka Marianów – pomiędzy Aleksandrowem, a Seceminem u gajowego Macieja Kowalskiego „Wrona” (stąd obozowisko nazywane „u Wrony).

- Czarny Las – na południowy-wschód od Szczekocin,

- „pod Gródkiem” – obozowisko na terenie Placówki Irządze pomiędzy wsią Gródek, a Pilicą.
- „na Szyszkach” – obozowisko na terenie Placówki Irządze.
- Foltyny – obozowisko na terenie Placówki Irządze.

Kwatery w wioskach zajmowane przez dłuższy czas:
-Zagórze koło miejscowości Tarnawa Góra (Placówka Moskorzew),
-Zagórcze (Zagórze) – wioska pomiędzy Krzepinem i Krasowem (Placówka Radków).

 

W grudniu oddział kwaterował koło wsi Pękowiec na terenie Placówki Chrząstów. W kolejnym roku to właśnie miejsce było głównym obozowiskiem oddziału, ale to nim przeczytacie Państwo w dalszej części.

Wyżywienie

W początkowym okresie żołnierze żywili się produktami dostarczonymi przez kwatermistrza. Wraz ze wzrostem liczby żołnierzy wzrastały także potrzeby żywnościowe. Przeprowadzano więc rekwizycje w sklepach i majątkach pod niemieckim zarządem. Przeprowadzano także rekwizycje u prywatnych osób, ale zawsze odbywało się to w miejscach wytypowanych przez „Uprawę”. Rekwizycji podlegały sztuki przeznaczone na obowiązkowe dostawy dla Niemców. Zawsze w przypadku rekwizycji pozostawiano pokwitowania, które były uwzględniane przez okupanta.
     Posiłki gotowane były przez wyznaczonych żołnierzy. Od października byli nimi zwykle Rosjanie, którzy uciekli z niewoli Niemieckiej i zgłosili się do oddziału (nie dostawali broni). W październiku 1943r. kwestia zaopatrzenia została zresztą unormowana. Powołano drużynę gospodarczą, której dowódcą został ppor. Stanisław Walicki „Ignac”. Drużyna wyposażona została w 12 wozów na których przewożono poza amunicją i odzieżą także zapasy żywnościowe.

Uzbrojenie i umundurowanie

Broń była od początku istnienia oddziału „oczkiem w głowie” dowództwa. Egzemplarze zachowane z czasu 1939r. były często w kiepskim stanie, a amunicja przechowywana nieraz w ziemi była zawodna. Stąd nie dziwi zabranie części broni z magazynu mobilizacyjnego AK. W późniejszym czasie systematyczne zdobycze na wrogu polepszyły stan uzbrojenia. Na wozach taborowych wożono nawet kilkanaście sztuk dodatkowych karabinów. Szczególną rolę w poprawie uzbrojenia oddziału okazał Czesław Finke „Wierzba”, który ze zorganizowanego przez jego grupę magazynu przekazał jej kilkadziesiąt egzemplarzy w tym także dwa ciężkie karabiny maszynowe.
     Stan broni był jednak zły. Od września jej naprawą zajmował się starszy sierżant Izydor Kurzeja „Kruk”, który pełnił w oddziale funkcję oficera broni. Nie wszystkie usterki udawało się jednak naprawić w warunkach polowych stąd przy bardziej skomplikowanych naprawach broń przekazywano „Wierzbie”, który przeprowadzał ją w swoim warsztacie.

Tytko Kazimierz "Lampart"

Żołnierze docierający do oddziału ubrani byli w swoje cywilne ubrania, które po kilkunastu dniach spania w lesie były w pożałowania godnym stanie. Sytuacji próbowano zaradzić prowadząc ciągłe rekwizycje, ale przy wzrastającym stanie oddziału potrzeby były zawsze większe. Olbrzymim problemem były buty, które nie wytrzymywały długiego czasu użytkowania bowiem oddział przemierzał dziesiątki kilometrów. Właśnie ciągłe marsze i problemy z butami przewijają się przez wspomnienia wielu partyzantów jako jedna z ich największych udręk. Drugą, była nieodłączna towarzyszka życia partyzanckiego – wsza.
     Wraz z nastaniem chłodów rozdzielono wśród żołnierzy zapasy skarpet i ocieplanych kombinezonów zdobytych jeszcze 6 sierpnia w zatrzymanym pociągu. Rozwiązało to problem przynajmniej części żołnierzy, ale wszystkich dotykał brak nieprzemakalnych peleryn, co w przypadku jesiennych dreszczów i chłodów było powodem częstych chorób. W takich przypadkach żołnierzy odsyłano na konspiracyjne kwatery. Tak postąpiono z Kazimierzem Tytko „Lampart”, który pod koniec listopada, był przeziębiony, a dodatkowo jego ciało było owrzodzone. Skierowano go na teren Placówki Irządze gdzie 1 grudnia 1943r. został śmiertelnie ranny w wyniku nieprawidłowego obchodzenia się bronią.

Dyscyplina

Oddział składał się z różnych ludzi, którzy przynosili do jednostki własne przywary. Żołnierze byli pouczeni o obowiązujących ich zasadach, ale jak to bywa w każdej społeczności zasady także w oddziale były łamane. W oddziale nie istniał regulamin kar za przewinienia, ale od początku ustalono, że w określonych przypadkach stosowane będą: ustne upomnienie, przeniesienie do innej jednostki (drużyna), stójka pod karabinem, degradacja do niższego stopnia czy wreszcie kara śmierci.
     We wrześniu 1943r. dowództwo było zmuszone zastosować najwyższy wymiar kary w stosunku do jednego z żołnierzy. 7 września 1943r. (niektóre źródła podają, że było to dzień później) patrol z oddziału „Marcina” dokonał aresztowania kilku osób współpracujących z bojówką GL oskarżaną o rabunki (sprawa ta została już opisana wcześniej). W grupie aresztowanych znajdował się Józef Dziedzic „Mały”, żołnierz oddziału. Za pomoc udzielaną bandzie GL oraz zdradę tajemnic organizacji został rozstrzelany koło wsi Marchocice. Miejsce pochówku nieznane. Na szczęście w pierwszym okresie istnienia oddziału (1943 rok) kara ta została zastosowana tylko raz.
     Także we wrześniu dowództwo oddziału postanowiło wprowadzić do niepisanego regulaminu karę chłosty (25 uderzeń). Miała być ona stosowana za przewinienia, które w normalnych warunkach powinny być karane karą śmierci. Chodzi mianowicie o zaśnięcie żołnierza podczas warty co mogło sprowadzić zagrożenie dla całego oddziału. Dowództwo zdawało sobie jednak sprawę, że przemęczeni ciągłymi marszami żołnierze nie czynili tego z niedbalstwa, ale z powodu ciągłego niewyspania. Karę chłosty zastosowano tylko raz, pod koniec września. Na drugi dzień, podczas apelu, dziesięciu partyzantów stanęło do raportu z prośbą o przeniesienie do innego oddziału z powodu chłosty kolegi co uznali za karę niegodną. Mieczysław Tarchalski „Marcin” przyrzekł wówczas, że więcej kara ta nie będzie w oddziale stosowana i słowa dotrzymał.
     Osobnym problemem było nadużywanie alkoholu co było w oddziale całkowicie zakazane. Musimy jednak wyjaśnić, że w okresie jesiennym, kiedy niedostatecznie umundurowanym żołnierzom dokuczało zimno, każdy z partyzantów otrzymywał rano 50 gram spirytusu gorzelnianego na rozgrzewkę. Znane są jednak przypadki, szczególnie podczas pobytu żołnierzy na kwaterach, nadużywania alkoholu. Z osobami takimi prowadzono rozmowy, że swoim zachowaniem szkodzą organizacji i mogą ściągnąć kłopoty na oddział i przechowujących ich gospodarzy. W większości przypadków odnosiło to pożądany skutek. Zdarzył się jednak jeden, który miał poważne konsekwencje w 1944r. i zostanie opisany w dalszej części.

Struktura oddziału w roku 1943r.

W wielu materiałach struktura oddziału w jego pierwszym roku działania jest upraszczana: pomija się niektóre pododdziały. Problemem jest pełne odtworzenie obsady stanowisk we wszystkich kompaniach.

Dowódca:

- por. Mieczysław Tarchalski „Marcin” – od 4 lipca 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

Zastępca dowódcy (dowódca liniowy):

– ppor. Przemysław Schutz „Ludwik” – od 4 lipca 1943r. do 20 (?) październik 1943r.
- por. Tadeusz Kozłowski „Piotr” – od 20 (?) październik 1943r. do 15 grudzień 1943r.

Kwatermistrz:

- kpr. pchor. Wojciech Adamski „Czajka” – od 4 lipca 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

Oficer broni:

- starszy sierżant Izydor Kurzeja „Kruk” – od 4 wrzesień 1943r. do 15 grudzień 1943r.

Zwiad konny, dowódca:

- starszy sierżant Izydor Kurzeja „Kruk” – od październik (?) 1943r. do 15 grudzień 1943r.

Kapelan:

- ksiądz Jan Wojtasik „Janowicz” – od 25 listopad 1943r. do 15 grudzień 1943r. (wcześniej w oddziale przebywał sporadycznie).

Drużyna gospodarcza, dowódca:

- ppor. Stanisław Walicki „Ignac” – od październik 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

Pluton CKM, dowódca:

- kpr. Maciej Skawiński „Witek” – od połowa października (?) 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

1.kompania

Formalnie utworzona 20 października 1943r.

Dowódca:

- ppor. Przemysław Schutz „Ludwik” - od 20 października 1943r. do 27 listopad 1943r. (zginął pod Bichniowem).
- ppor. Eugeniusz Smarzyński „Malinowski” – od koniec listopada 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

Szef kompanii:

- kpr. Julian Wojciechowski "Jurand" – od 4 lipiec do 27 listopad 1943r. (ranny pod Bichniowem),
- sierż. Konrad Kotulski „Włodek” – od koniec listopada 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

I pluton (utworzony na koniec września), dowódca:

- ppor. Przemysław Schutz „Ludwik” – od koniec września 1943r. do 20 (?) październik 1943r.
- ppor. Eugeniusz Smarzyński „Malinowski” – od 20 październik 1943r. do 27 listopad 1943r.
- sierż. Adam Marcinkowski „Maks” – od koniec listopada 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

II pluton (utworzony pod koniec września), dowódca:

- ppor. Leon Szymbierski „Orzeł” – od koniec września 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

III pluton (utworzony pod koniec września), dowódca:

- ppor. Wincenty Ciszek „Kmicic” – od koniec września 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

2.kompania

Formalnie utworzona 20 października 1943r. z żołnierzy oddziału partyzanckiego NOW „Piotra”.

Dowódca:

- ppor. Zenon Siuda „Volt” – od 20 październik 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

Szef kompanii:

- sierż. Leon Biskupski „Dyszel”, „Skrzetuski” – od 20 październik 1943r. do 26 listopad 1943r. (zamordowany przez dowódcę I plutonu 2 kompanii),
- plut. Stajszczyk Edward „Zamek” – od koniec listopada 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na okres zimy).

I pluton 2 kompanii, dowódca:

-plut. pchor. Tadeusz Osten „Kmicic”, „Harnaś” – od 20 październik 1943r. do 26 listopad 1943r. (zbiegł do oddziału NSZ Władysława Kołacińskiego „Żbik”),

II pluton 2 kompanii, dowódca:

-ppor. Michał Łączek „Moniek” - od 20 październik 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

3.kompania

Utworzona około 18 listopada 1943r.

Dowódca:

- ppor. Aleksander Seweryn „Bartosz” – od listopad 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę),

Zastępca:

- plut. Stanisław Jokiel „Janek” – od listopad 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę),

Szef kompanii:

- kpr. Władysław Baryła „Orlicz” (przesunięty z  1 kompanii) – od listopad 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

I pluton 3 kompanii, dowódca:

- kpr. Kazimierz Musiał „Groźny” – od listopad 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

II pluton 3 kompanii, dowódca:

- kpr. Stanisław Hart „Batory” – od listopad 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

III pluton 3 kompanii, dowódca:

- plut. Kazimierz Jastrząb „Wacek” – od listopad 1943r. do 15 grudzień 1943r. (demobilizacja na zimę).

Żołnierze oddziału w 1943r.

W jednym miejscu przedstawiamy nazwiska wszystkich żołnierzy oddziału, którzy przewinęli się przez jego szeregi w 1943r. z krótką informacją o przydziale organizacyjknym bądź funkcji. Nie wszyscy z nich pojawili się ponownie w oddziale wiosną 1944r.

Adamczyk Bronisław „Kolt” – 1 kompania,
Adamski Wojciech „Czajka” – kwatermistrz oddziału,
Balas Władysław „Jeleń” – 1 kompania,
Barski Marian „Zenon” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Baryła Władysław „Orlicz” – 1 kompania, później 3 kompania,
Bator Stanisław „Orzełek” – 3 kompania,
Bączyński Edward „Babinicz” – 2 kompania,
Biskupski Leon „Dyszel” – 2 kompania, 26 listopad 1943r. zamordowany przez T. Osten „Kmicic”,
Biskupski Marian „Stalin” – 1 kompania,
Błaszczyk Edward „Lis” – 1 kompania,
Brandt Jacek „Zawisza” – 1 kompania, aresztowany popełnia samobójstwo 27 listopada 1943r.,
Bugała Henryk „Huragan” – 2 kompania, zamordowany przez Niemców 14 luty 1944r.
Chłosta Kazimierz „Olek” – 2 kompania,
Chmielowski Bolesław „Luboń” – 1 kompania,
Cieślik Stanisław „Czajka” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Ciszek Wincenty „Kmicic” – 1 kompania,
Czarnecki Roman „Wrzos” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Czarnecki Zbigniew „Zbir” – 1 kompania,
Dankowski Kazimierz „Orzełek” – 2 kompania,
Dankowski Zygmunt „Czapla” – 1 kompania,
Dąbrowski Józef „Sokół” – 2 kompania,
Dorywalski Władysław „Chmiel” – 1 kompania,
Drzewiecki Stanisława „Wrona” – 1 kompania,
Dudziński Feliks „Kostwicz” – 1 kompania,
Dudziński Stanisław „Lisowczyk” – 2 kompania,
Dudziński Stanisław „Orzeł” – 1 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Dusza Zygmunt „Zagłoba” – 3 kompania,
Dziedzic Józef „Mały” – 1 kompania, rozstrzelany za zdradę 7 września 1943r.,
Dziura Franciszek „Olcha” – 1 kompania,
Dziura Łukasz „Zając” – 1 kompania,
Dziura Wojciech „Tur” – 1 kompania,
Fatalski Józef „Zawada” – 1kompania,
Fatyga Jan „Walc” – 1 kompania,
Frączek Seweryn „Kat” – 2 kompania,
Fryben Felicja „Fedora” – 2 kompania później 2 kompania,
Gajdzik Stefan „Wichura” – 1 kompania,
Gierczewski Tadeusz „Skrzypek” – 1 kompania,
Golik Piotr „Groszyński” – 1 kompania,
Golik Stanisław „Czarny II” – 1 kompania,
Górecki Józef „Astronom” – 2 kompania,
Grabowski Józef „Błyskawica” – 1 kompania, poległ 4 sierpień 1943r.,
Grzybek Stanisław „Ren” – 2 kompania, poległ 28 październik 1943r.,

Hart Stanisław „Batory” – 3 kompania,
Jaglic Piotr „Ząb” – 2 kompania,
Jamrozik Eugeniusz „Czernof” – 1 kompania,
Jastrząb Kazimierz „Wacek” – 3 kompania,
Jęczmyk Czesław „Kamień” – 3kompania,
Jędruszek Stefan „Oporny” – 1 kompania,
Jędrych Romuald „Jacek” – 1 kompania,
Jędrzejczyk Tadeusz „Zawierucha” – 2 kompania,
Jędrzejczyk Władysław „Orle” – 2 kompania,
Jokiel Stanisław „Janek” – 3 kompania,
Jokiel Stanisław „Kozula” – 3 kompania,
Kaczyński Michał „Kamień” – 1 kompania,
Kalinowski Jan „Jastrząb” – 1 kompania,
Kalinowski Jan „Jastrząb II” – 2 kompania,
Kita Józef „Mściciel” – 2 kompania,
Kita Stanisław „Brat” – 2 kompania,
Klimczyk Stefan „Miś” – 2 kompania,
Kolanko Antoni „Wilk” – 2 kompania,
Kopera Stefan „Dąbek” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,

Kopeć Mieczysław „Dorczyn” – 2 kompania,
Kosior Henryk „Pantera” – 1 kompania,
Koszyka Stanisław „Szczygieł” – 3 kompania,
Kościółek Antoni „Kozak” - 1 kompania,
Kot Stefan „Mściciel” – 1 kompania,
Kotulski Konrad „Włodek” – 1 kompania,
Kowalczyk Mieczysław „Burza” – 2 kompania,
Kowalski Edward „Strzałka” – 1 kompania,
Kowalski Stanisław „Strzała” – 1 kompania,
Kozłowski Tadeusz „Piotr” – zastępca dowódcy oddziału, zastrzelony przez NN 18 styczeń 1944r.,
Krowicki Aleksander „Bej” – 1 kompania,
Kruczyk Jan „Blondyn” – 2 kompania,
Krupski Tadeusz „Florian” – 1 kompania,
Krynicki Marian „Kozak” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Kucharski Józef „Słupik” – 3 kompania,
Kuczyński Tadeusz „Chudy” – 1 kompania,
Kulczycki Wiesław „Granat” – 1 kompania,
Kurzeja Izydor „Kruk” – oficer broni i dowódca zwiadu konnego,
Lapis Hanna „Dębczak” – 2 kompania, później 1 kompania,
Lenartowicz Antoni „Lot” – 1 kompania,
Lipski Witold „Lipa” – 1 kompania,
Lis Henryk „Kula” – 1 kompania,
Lis Józef „Sosna” – 1 kompania,
Lisowski Stanisław „Nemo” – 2 kompania,
Łapaj Edward „Miły” – 3 kompania,
Łapaj Mieczysław „Tygrys” – 1 kompania,
Łapaj Tadeusz „Junak” – 1 kompania,
Łaskawski Stanisław „Cis” - 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Łączek Michał „Moniek” – 2 kompania,
Łuszcz Józef „Krzak” – 3 kompania,
Marcinkowski Adam „Maks” – 1 kompania,
Marcinkowski Czesław „Jodła” – 1 kompania,
Marcinkowski Edmund „Strzemię” – 1 kompania,
Marcinkowski Stefan „Dąb” – 1 kompania,
Marcinkowski Zenon „Grot” – 1 kompania,
Maszczyk Kazimierz „Pluton” – 2 kompania,
Miarka Helena „Dzikuska” – 2 kompania,
Michalczyk Marian „Tukan” – 2 kompania,
Michalski Edmund „Romek” –1 kompania,
Michałek Henryk „Hel” – 2 kompania,
Milewski Mieczysław „Wilk” – 3 kompania,
Misiec Henryk „Włos” – 1 kompania,
Miśta Władysław „Szafa” – 3 kompania,
Mitera Edward „Dzik” – 1 kompania,
Młynarczyk Wacław „Mewa II” - 1 kompania,
Molenda Stanisław „Rakieta” – 1 kompania,
Morawiecki Stefan „Brzoza” – 1 kompania,
Moś Eugeniusz „Ataman” – 2 kompania,
Musiał Kazimierz „Groźny” – 3 kompania,
Nitecki Aleksander „Żmudzin” – 3 kompania,
NN „Adaś” – 1 kompania,
NN „Bachus” – 2 kompania,
NN „Baćko” – 2 kompania,
NN „Biały” – 2 kompania,
NN „Bobek” – 3 kompania,
NN „Bolek” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
NN „Bosy” – 3 kompania,
NN „Brona” – 3 kompania,
NN „Brudas” – 3 kompania,
NN „Cegła” – 1 kompania,
NN „Cyprys” – 2 kompania,
NN „Czarny” – 3 kompania,
NN „Desant” – 3 kompania, dezercja połowa listopada 1943r.,
NN „Drzewiecki” – 1 kompania,
NN „Dusza” – 3 kompania,
NN „Emir” – 3 kompania,
NN „Fiedka” – 2 kompania,
NN „Fiedor” – 1 kompania,
NN „Gola” – 3 kompania,
NN „Gosek” – 1 kompania,
NN „Góra” – 1 kompania,
NN „Gruszczyński” – 3 kompania,
NN „Gruszka” – 3 kompania,
NN „Jagoda” – 1 kompania,
NN „Jaskółka” – 2 kompania,
NN „Jesion” – 2 kompania,
NN „Jesiornicki” – 1 kompania,
NN „Jędruś” – 2 kompania,
NN „Kasztan” – 3 kompania,
NN „Kiryłka” – 2 kompania,
NN „Kolumna” – 1 kompania,
NN „Kozak” – 3 kompania,
NN „Krakus” – 3 kompania,
NN „Krótki” – 2 kompania,
NN „Kruk” – 3 kompania,
NN „Kuba” – 3 kompania,
NN „Kula” – 3 kompania,
NN „Kulawy” – 3 kompania,
NN „Kuna II” – 1 kompania,
NN „Latarnia” – 2 kompania,
NN „Len” – 1 kompania,
NN „Ligiusz” – 1 kompania,
NN „Lis” – 2 kompania,
NN „Mac” – 2 kompania,
NN „Maksym” – 1 kompania,
NN „Michaił” - 1 kompania,
NN „Miłosny” – 1 kompania,
NN „Miłosz” – 2 kompania,
NN „Modlin” – 1 kompania,
NN „Mok” – 2 kompania,
NN „Morus” – 3 kompania,
NN „Muran” – 2kompania,
NN „Muś” – 2 kompania,
NN „Nieugięty” – 3 kompania,
NN „Owies” – 3 kompania,
NN „Pik” – 3 kompania,
NN „Pilny” – 3 kompania,
NN „Pionek – 1 kompania,
NN „Piotr” – 3 kompania,
NN „Podbiał” – 3 kompania,
NN „Pokrzywka” – 3 kompania,
NN „Ramzes” – 3 kompania,
NN „Razin” – 2 kompania,
NN „Ryś” – 1 kompania,
NN „San” – 1 kompania,
NN „Sarmata” – 1 kompania,
NN „Sęp” – 2 kompania,
NN „Sierp” – 3 kompania,
NN „Siwy” – 3 kompania,
NN „Skała” – 1 kompania,
NN „Słoma” – 3 kompania,
NN „Spokojny” – 1 kompania,
NN „Spotkaniec” – 1 kompania,
NN „Sroka” – 3 kompania,
NN „Szary” – 2 kompania, poległ 13 grudzień 1943r.,
NN „Szczęście” – 1 kompania,
NN „Szewczyk” - 2 kompania,
NN „Tytan” – 1 kompania, zginął na kwaterze 2 kwietnia 1944r.,
NN „Wiewiórka” – 2 kompania,
NN „Wiśniak” – 1 kompania,
NN „Wołodyjowski” – 2 kompania,
NN „Wycior” – 3 kompania,
NN „Wyrąb” – 3 kompania,
NN „Wyrwicki” – 3 kompania,
NN „Zdzisław” – 1 kompania,
NN „Znaleziony” – 2 kompania,
NN „Zrąb” – 3 kompania, dezercja połowa listopada 1943r.,
NN „Zręczny” – 1 kompania,
NN „Żbik” – 3 kompania, dezercja połowa listopada 1943r.,
NN „Żuraw” – 3 kompania, dezercja połowa listopada 1943r.,
Nowak Antoni „Jędruś” – 3 kompania,
Nowak Stefan „Żbik” – 2 kompania,
Nowak Wawrzyniec „Ziemba” – 2 kompania
Osten Tadeusz „Kmicic” – 2 kompania, dezercja 26 listopad 1943r.,
Ostrowski Stefan „Karol” – 1 kompania,
Pankowski Czesław „As” – 1 kompania,
Paradowski Stanisław „Para” – 1 kompania,
Pawłowski Mieczysław „Fala” – 1 kompania, poległ 13 grudzień 1943r.,
Piątek Stanisław „Poniatowski” – 1 kompania, po 20 października 1943r. II kompania,
Pietrzyk Franciszek „Ptaszek” – 1 kompania,
Pikos Stefan „Gabryś” – 2 kompania,
Pilewski Antoni „Słoneczny” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Piwowarski Władysław „Filecki” – 1 kompania,
Plebanek Antoni „Błyskawica” – 1 kompania,
Podczaski Kazimierz „Czarny” – 1 kompania, poległ 29 lipiec 1943r.,
Podolak Józef „Ocalony” – 1 kompania,
Podolski Roman „Brzoza” – 2 kompania,
Popczyk Feliks „Erdman” – 2 kompania,
Przeszowski Tadeusz „Tos” – 1 kompania, zamordowany przez Niemców 29 listopad 1943r.,
Pytel Władysław „Niewinny” – 1 kompania,
Pytlarz Mieczysław „Roland” – 1 kompania,
Radoliński Władysław „Jałowiec” – 1 kompania,
Robak Wacław „Zawzięty” – 2 kompania,
Schutz Przemysław „Ludwik” – 1 kompania, poległ 27 listopad 1943r.,
Sewczyński Tadeusz „Buk” – 1 kompania,
Seweryn Aleksander „Bartosz” – 3 kompania,
Siemiński Stanisław „Kos” – 1 kompania,
Sikorski Kazimierz „Kuźnica” – 2 kompania,
Siuda Zenon „Volt” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Skawiński Maciej „Witek” – pluton CKM,
Skowron Kazimierz „Mewa” – 1 kompania, poległ 29 lipiec 1943r.,
Słomski Stanisław „Listek” – 1 kompania,
Smarzyński Eugeniusz „Malinowski” – 1 kompania,
Smarzyński Henryk „Blondyn” – 1 kompania, poległ 27 listopad 1943r.,
Smoleński Ryszard „Kuna” – 1 kompania, poległ 19 lipiec 1943r.
Snopek Ludwik „Tarzan” – 1 kompania,
Stajszczyk Edward „Zamek” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Stanik Antoni „Okrzeja” – 1 kompania,
Staroszczyk Leon „Smolicz” – 1 kompania,
Staśko Józef „Smrek” – 3 kompania, poległ 16 grudnia 1943r.,
Stefaniak Jerzy „Grześ” – 2 kompania,
Struski Stanisław „Długi” – 2 kompania, poległ 19 marca 1944r.,
Strzelecki Piotr „Sos” – 1 kompania,
Strzelecki Teofil „Kora” – 1 kompania,
Sypniewski Stefan „Gruda” – 1 kompania, poległ 27 listopad 1943r.,
Szemraj Stefan „Szyszka” – 1 kompania,
Szpak Zygmunt „Stefan” – 1 kompania,
Sztychling Edmund „Młot” – 1 kompania,
Szydłowski Edward „Burak” – 3 kompania,
Szymbierski Leon „Orzeł” – 1 kompania,
Śnitko Stanisław „Sowa” – 3 kompania, dezercja połowa listopada 1943r.
Tabor Franciszek „Młody” – 3 kompania,
Tarchalski Mieczysław „Marcin” – dowódca oddziału,
Trepka Józef „Turski” – 2 kompania,
Tullet Richard „Harry” – 2 kompania, dezercja 26 listopad 1943r.,
Tworowski Stanisław „Zbigniew” – 1 kompania,
Tytko Kazimierz „Lampart” – 1 kompania, zmarł od przypadkowej rany na kwaterze 4 grudnia 1943r.,
Upława Marian “Roman” – 2 kompania,
Walicki Stanisław „Ignac” – 1 kompania,
Wdowiak Stefania „Fiołek” – 1 kompania,
Węcki Józef „Śmigły” – 1 kompania,
Wichrowski Józef „Wicher” – 1 kompania,
Wieczorek Czesław „Sprzęgło” – 1 kompania,
Wieczorek Józef „Kogut” – 2 kompania,
Wilk Władysław „Kukułka” – 1 kompania,
Wizember Anastazja „Jaskółka” – 3 kompania,
Włoch Stanisław „Włoch” – 3 kompania, poległ 16 grudnia 1943r.,
Włodarczyk Józef „Żuk” – 2 kompania, poległ 28 październik 1943r.,
Wnuk Stanisław „Orkan” – 1 kompania,
Wojciechowski Julian „Jurand” – szef oddziału,
Wojciechowski Stanisław „Huragan” – 1 kompania,
Wojtasik Jan „Janowicz” – 1 kompania,
Wójcik Cyryl „Gwiazda” – 1 kompania,
Zabrzycki „Dominik” – 1 kompania, poległ 27 listopad 1943r.,
Zaskórski Kazimierz „Syrena” – 2 kompania,
Zięba Janusz „Bert” – 2 kompania,
Ziętarski Stanisław „Wrzos” – 2 kompania,
Zubek „Murzyn” – 2 kompania, poległ 28 październik 1943r.,
Żarnowski Józef „Mort” – 1 kompania.
Żurek Tadeusz „Sokół” – 1 kompania, poległ 8 październik 1943r.

 

Zima 1943/44r.

Mimo, że oddział został rozformowany, nie oznacza to jednak, że jego żołnierze i specjalne grupy dyspozycyjne nie prowadziły akcji. Ich natężenie było oczywiście mniejsze niż podczas wcześniejszych miesięcy, ale nie możemy ich pominąć.

29 grudzień 1943r. – rozstrzelanie agentów.

Pod koniec grudnia 1943r. por. Tadeusz Kozłowski „Piotr” i otrzymał urlop zdrowotny, który miał spędzić w majątku Lohmannów w Podlesiu (Placówka Lelów), którym administrował Jerzy Szymanowski „Jurcio”. Drogę miał odbyć pod eskortą patrolu złożonego z żołnierzy 2 kompanii. Na nocleg w młynie Hipolita Będkowskiego w Nadolniku. 

     Nocą ubezpieczenie ujęło czterech uzbrojonych osobników w ubraniach cywilnych. Znaleziono przy nich 7 pistoletów, 15 granatów oraz legitymację wydaną przez Gestapo i listę osób współpracujących z partyzantami. Wśród ujętych był Tadeusz Jażdżyński „Cenek”, żołnierz NSZ, który już latem, poszedł na współpracę z Gestapo (9 sierpnia doprowadził do likwidacji Komendy Powiatowej NOW we Włoszczowie). Podczas przesłuchania zatrzymani przyznali się do współpracy z Gestapo i wyjaśnili, że przyszli do młyna w celu wymordowania rodziny Będkowskich za pomoc udzielaną partyzantom. Po zakończeniu śledztwa wszyscy czterej wyrokiem powołanego na miejscu Sądu Polowego zostali skazani na karę śmierci. Wyrok wykonano, a zwłoki agentów zakopano w lesie za młynem. Będkowscy obawiając się o swoje życie opuścili Nadolnik i przenieśli się do rodziny Smarzyńskich w Wąsoszu. 

18 styczeń 1944r. – śmierć „Piotra”.

Por. Tadeusz Kozłowski „Piotr”, po wydarzeniach w Nadolniku, udał się zaś do Podlesia na leczenie. W dniu  18 stycznia 1944r. został zastrzelony przez nieznane  osoby. Początkowo podejrzewano o to bojówki GL „Garbatego”, później podejrzenia skierowano na ludzi z NSZ i mogła to być zemsta za rozstrzelanie „Cenka” (przywódcy NSZ nie wiedzieli ponoć o zdradzie Jażdżyńskiego). Niektóre źródła podają, że Kozłowski został zamordowany przez pochodzących z Drochlina żołnierzy NSZ. Byli to: Izydor Żelezik „Zagłoba” (członek oddziału NSZ Władysława Kołacińskiego „Żbik”) i Władysław Pieka.

Straty oddziału zimą.

Strzelec Henryk Bugała „Huragan” żołnierz 2 kompanii. 14 luty 1944r. zamordowany przez żandarmerię w Koniecpolu.

Strzelec NN „Tytan” żołnierz 1 kompanii ( w oddziale od 8 września 1943r. do 15 grudnia 1943r. - demobilizacja ) zginął na melinie w Obiechowie (Placówka Słupia) 2 kwietnia 1944r. w nieznanych okolicznościach.

28 stycznia 1944r. – starcie w Koniecznie.

Patrol partyzantów pod dowództwem Edmunda Marcinkowskiego „Struś” przewoził saniami 3 aparaty radiowe do Słupi. Były one przeznaczone dla Kierownika Referatu V Łączność Komendy Obwodu. Przed kościołem w Koniecznie grupa uzbrojonych ludzi usiłowała zatrzymać partol. Partyzanci nie zatrzymali się na wezwanie, choć byli dobrze uzbrojeni. Galopem odjechali mimo, że za nimi strzelano. Przesyłkę udało się dostarczyć do adresata, ale ranni byli trzej żołnierze patrolu. Dowódca w pośladki, a Bronisław Adamczyk „Kolt” i Stefan Ostrowski „Karol” w nogi.

Już następnego dnia wywiad AK doniósł, że to bojówka GL (formalnie już AL) ostrzelała sanie. Z zajścia nie wyciągnięto konsekwencji uznając to nie za celowe działanie, ale przypadkowe spotkanie.

28 luty 1944r. – akcja na konwój spirytusu, koło Słupi.

Wywiad ustalił, że z gorzelni przy majątku Siedliska, Placówka Słupia, będzie wywożony transport spirytusu. Ma on trafić do Charsznicy, gdzie po rektyfikacji, ma być przeznaczony na potrzeby niemieckiego lotnictwa (Luftwaffe). Komenda Obwodu podjęła decyzję o przejęciu ładunku na potrzeby organizacji. Do przeprowadzenia akcji wyznaczono grupę partyzantów z grupy dowodzonej przez sierżanta Czesława Pankowskiego „As”.
     28 lutego rankiem żołnierze zajęli stanowiska w lesie koło Słupi. Transport konwojowany był przez 7 granatowych partyzantów, którzy po wezwaniu do poddania się (widząc dobrze uzbrojonych partyzantów) poddali się bez walki. Zdobyto 7 karabinów z amunicją oraz 3 tysiące litrów spirytusu. Rozbrojonych policjantów i woźniców puszczono wolno, a ładunek przewieziono do konspiracyjnego magazynu. W następnych miesiącach, po sprzedaży jego części, fundusze zasiliły kasę Obwodu.

Garbarnia w Wolbromiu.

Prawdopodobnie w kwietniu została także przeprowadzona akcja w Wolbromiu czyli poza granicami obwodu. Jej pomysłodawcą był kpr. Mieczysław Gredka „Zeus” (wstąpił do oddziału w styczniu 1944r.), który pochodził z tamtego terenu, a wykonawcami żołnierze z grupy Czesława Pankowskiego „As”. Celem akcji była garbarnia. Józef Trepka „Turski”, Piotr Jaglic „Zrąb” i Henryk Kosior „Pantera” weszli na teren garbarni po opuszczeniu jej przez pracowników i po unieszkodliwieniu wartownika (żołnierz niemiecki) zerwali przewody telefoniczne. Przy pomocy innych żołnierzy skonfiskowano 3 furmanki skór miękkich i twardych, które miały być przeznaczone dla oddziału partyzanckiego.

18/19 marzec 1944r. - opanowanie Włoszczowy.

Dla większości społeczeństwa najbardziej widocznym znakiem działania antyhitlerowskiego podziemia było opanowanie przez oddziały zbrojne Włoszczowy. Efekt propagandowy był zresztą jednym z celów akcji.

Pomysł opanowania Włoszczowy funkcjonował w kręgach planów miejscowych konspiratorów od połowy 1943r. Przeciwko niemieckim oddziałom kwaterującym w mieście (ponad 200 żołnierzy) obwód nie mógł wystawić jednak odpowiedniej siły. Sytuacja zmieniła się w połowie marca 1944r. gdy ustalono, że większość miejscowej jednostki policyjnej Schupo opuściła miasto. Szacowano, że na miejscu pozostało: 12 żandarmów kwaterujących w znajdującym się poza centrum miasta ufortyfikowanym budynku przedwojennego starostwa, około 60-150 (w zależności od źródeł) Własowców stacjonujących na Podzamczu koło stacji kolejowej Włoszczowa, 8 lotników z punktu obserwacyjnego zakwaterowanych na mieście.
     Komenda Obwodu uznała, że w zaistniałych okolicznościach opanowanie miasta ma szanse powodzenia. Uznano, że należy osiągnąć następujące cele: aresztowanie trzech niemieckich konfidentów, zarekwirowanie towarów z niemieckich sklepów i magazynów, demonstracja woli walki.

Zygmunt Szpak "Stefan"

     Realizację zadania powierzono por. Mieczysławowi Tarchalskiemu „Marcin”, który był Szefem Kierownictwa Dywersji w Obwodzie Włoszczowa. Oszacował on, że do wykonania zadania potrzebnych będzie ok. 150 żołnierzy. Dowodzony przez „Marcina” oddział partyzancki był rozformowany na okres zimy. W północnej części obwodu znajdowały się jednak dwa plutony z oddziału, które można było w trybie alarmowym zmobilizować. Łącznie liczyły one około 70 żołnierzy. Trzeci pluton był zamelinowany w południowej części Obwodu i jego ściągnięcie zajęło by zbyt dużo czasu. Brakujących żołnierzy postanowiono zmobilizować w najbliższych placówkach (Kurzelów, Oleszno i Kluczewsko). Jedna z ostatnich przed akcją narad odbywała się u leśniczego Wojciecha Adamskiego „Czajka”, który był leśniczym w Kluczewsku. Trafił tam łącznik z Obwodu Radomsko, który obiecał porozumieć się z tamtejszym dowódcą oddziału partyzanckiego (Florian Budniak „Andrzej”) w sprawie udziału jego żołnierzy w akcji. Ustalono, że zbiórka wszystkich grup nastąpi 18 marca 1943r. o godzinie 23 kilometr na północ od Włoszczowy, w lesie koło zakładu rakarskiego.
     Plutony z oddziału partyzanckiego „Marcina” miały przed akcją spotkać się (z 17 na 18 marca) w młynie Będkowskich w Nadolniku, na zachód od Włoszczowy. Znalazło się tam 70 żołnierzy podzielonych na dwa plutony: ppor. Zygmunt Szpak „Stefan” dowodził plutonem I, a ppor. Zenon Siuda „Volt” plutonem II. O zmroku 18 marca dociera tam licząca ok. 20 żołnierzy grupa pod dowództwem Walentego Staszczyka „Ryś” z Placówki Kurzelów. We wsi Jeżowice pobrano 10 wozów, które najpierw miały podwieźć żołnierzy na pozycję wyjściową na następnie służyć do transportu zabranych we Włoszczowie materiałów. Przez Jeżowice i Danków ruszono na miejsce koncentracji. Zaczął padać śnieg.

W zabudowaniach rakarza oczekiwał już liczący ok. 20-tu żołnierzy oddział z Obwodu Radomsko pod dowództwem sierżanta Aleksego Rdesińskiego „Szary”. Niedługo dotarł liczący 28 żołnierzy i 8 wozów pluton z Placówki Kluczewsko, którym dowodził Wojciech Adamski „Czajka”. Zaraz później zameldował się liczący 22 żołnierzy pluton Z Placówki Oleszno pod dowództwem ppor. Władysława Szołkowicza „Wiktor”. Łącznie pod dowództwem „Marcina” znalazło się 160 żołnierzy i 25 furmanek. Podczas ostatniej narady dokonano ostatniego podziału zadań oraz ustalono znaki. Początek działań ustalono punktualnie na północ.
O godzinie 23.45 oddziały ruszyły na swoje pozycje. Punktualnie o 24 jeden z patroli ściął słup telekomunikacyjny przerywając łączność. Kolejny patrol obsadził młyn parowy, a zarazem elektrownię. Było to o tyle ważne, że dyżurny mechanik miał rozkaz,, w chwili zagrożenia wyłączyć w mieście wszystkie światła. Pracownicy młyna byli członkami organizacji, ale aby dać im odpowiednie alibi patrol opanował budynek.
W strategicznych punktach ulokowały się poszczególne grupy które miały strzec bezpieczeństwa. Grupa Walentego Staszczyka „Ryś” z Placówki Kurzelów ubezpieczała szosy z kierunku Maluszyna i Przedborza. Ppor. Zenon Siuda „Volt” z II plutonem zajął stanowisko na wysokości cmentarza i miał ubezpieczać na kierunku Krasocin i stacja PKP Włoszczowa z zadaniem odparcia ewentualnego ataku stacjonujących tam Własowców. Starszy sierżant Adam Marcinkowski „Maks” z częścią I plutonu otrzymał zadanie zablokowanie budynku starostwa w którym kwaterowa żandarmeria.
Dowodzący całością „Marcin” obrał Rynek za swój punk dowodzenia. Poszczególne grupy ruszyły do wykonania swoich zadań.

Wojciech Adamski "Czajka"

     Patrol w składzie: kpr. Zenon Marcinkowski „Grot” i kpr. Henryk Lis „Kula” ma za zadanie aresztować trzech niemieckich agentów: Gramzego, Kluczyńskiego i Abla. Dwóch pierwszych pojmano, ale trzeci schował się. Jak się później okazało ukrył się na dachu za kominami.
     Grupa z Placówki Kluczewsko pod dowództwem Wojciecha Adamskiego „Czajka”. otrzymała zadanie zniszczenia akt i spisów administracyjnych w gminie wiejskiej i miejskiej Włoszczowy. Niezbędne do tego były klucze znajdujące się w mieszkaniu burmistrza. Mieszkał on przy Rynku, ale słysząc zamieszanie ukrył się. Do mieszkania wybrał się sam „Czajka”, ale że był w mieście dosyć znany ucharakteryzował się czym wywoływał uśmiech na twarzy nie tylko u swoich żołnierzy, ale i u „Marcina”, który swój punkt dowodzenia miał właśnie na Rynku. Ostatecznie burmistrz został odnaleziony w szafie na korytarzu własnego mieszkania. Od tej chwili żołnierze z Placówki Kluczewsko, dzięki zdobytym kluczom, sprawnie odnaleźli w pomieszczeniach magistratu odpowiednie dokumenty. Zostały one załadowane na wozy, wywiezione i już po opuszczeniu miasta przez oddział zniszczone. Prawie na zakończenie akcji „Czajka” wyprowadził burmistrza na balkon własnego domu i nakazał mu krzyczeć: Niech żyje Polska!.
Pozostali żołnierze podzieleni na grupy zajęli wyznaczone magazyny i sklepy z których wynoszono na wozy towary.

Akcja opanowania Włoszczowy przebiegała sprawnie i bez zakłóceń, aż do chwili gdy w budynku żandarmerii zaobserwowano jakiś podejrzany ruch.  Ostrzegawcze strzały ubezpieczenia „Maksa” osadziły jednak Niemców na miejscu. Te pierwsze strzały wywołały chwilową konsternację wśród grup ładujących zdobycz na wozy. Po przekazaniu meldunku o sytuacji praca załadunkowa ruszyła znów pełną parą. Od tej pory Niemcy strzelali z budynku nie powodując jednak wśród partyzantów strat, ale chcąc zapewne swoim przełożonym udowodnić na drugi dzień jaką „bitwę” stoczyli.

Około godziny 2 „Marcin” na podstawie otrzymanych meldunków uznał, że zadanie zostało wykonane. Nakazał wystrzelenie białej rakiety co było sygnałem do zakończenia działań i wyjazdu z miasta wozów ze zdobyczą oraz pojmanymi konfidentami, którzy zostali zlikwidowaniu już poza miastem. Kwadrans później wystrzelono drugą białą rakietę co było sygnałem do zejścia ubezpieczeń i ich wymarszu z miasta.

Po zakończeniu akcji całe zgrupowanie rozeszło się w swoich kierunkach: na Kluczewsko, Kurzelów, za Pilicę i w kierunku Oleszna. Każda z grup na wozach zabierała część zdobyczy. Najwięcej wozów pozostało w grupie z plutonami „Volta” i „Stefana”, które wyszły z miasta w kierunku Woli Wiśniowej i docelowo miały udać się w lasy nakielskie. Zdobycz miała być rozprowadzona do magazynów właśnie w południowej części obwodu. „Marcin” przeszedł część trasy ze swoimi plutonami. W Woli Wiśniowej pożegnał się i skręcił do Martenika, gdzie miał umówione kolejne spotkanie konspiracyjne. Jego żołnierze pod ogólnym dowództwem ppor. „Volta” mimo zmęczenia pomaszerowali dalej zostawiając za sobą tylko ślady na śniegu.

19 marzec 1944r. - tragedia na Zwierzyńcu.

Odchodzące po opanowaniu Włoszczowy oddziały AK pozostawiały na śniegu ślady.  Jeden z oddziałów odskoczył po akcji tylko 6 kilometrów. W sumie złożyło się to na powody jednej z największych klęsk oddziałów partyzanckich na ziemi włoszczowskiej.

Dojście do gajówki Zwierzyniec.

Dwa plutony z oddziału partyzanckiego „Marcina”, liczące łącznie ok. 70 partyzantów, pod dowództwem ppor. Zenona Siudy „Volt” po wyjściu z Włoszczowy udały się na południe. Ich celem były lasy nakielskie. Mimo oporu niektórych oficerów „Volt” zdecydował, że zmęczonym żołnierzom należy się odpoczynek. O świcie zakwaterowano w trzech domach leśników w gajówce Zwierzyniec. Decyzja była ryzykowna bowiem odległość od Włoszczowy wynosiła zaledwie 6 km, a zgodnie z partyzanckimi zasadami walki odskok po akcji powinien być o wiele większy. Ppor. „Volt” popełnił jeszcze jeden błąd: jako ubezpieczenie, a w zasadzie posterunek alarmowy wystawiono tylko jednego żołnierza stojącego blisko domów. W żadnym przypadku nie zapewniało to bezpieczeństwa przed ewentualnym niemieckim pościgiem.
     Wczesnym rankiem 19 marca 1944r. grupa Niemców z Włoszczowy idąc śladami pozostawionymi przez partyzantów dotarła do Zwierzyńca. Żołnierz stojący na ubezpieczeniu widząc Niemców oddał strzał, który z jednej strony zaalarmował partyzantów, ale z drugiej uświadomił niemieckiej ekspedycji, że w zabudowaniach znajdują się wrogie im siły.

Edward Stajszczyk "Zamek"

     Niemcy po strzale alarmowym podeszli na bezpośrednią odległość od zabudowań i obłożyli je silnym ogniem. Pod lawiną strzałów budynki opuszczali partyzanci. Na szczęście zakazano im rozbierać się do snu i teraz w miarę szybko mogli wejść do walki. W przypadku walki w Zwierzyńcu trudno mówić o jednolitym dowodzeniu bowiem decyzja wszystkich znajdujących się w oddziale oficerów była taka sama: jak najszybciej wycofać się do lasu. Odpowiadając na niemiecki ogień udało się na chwilę ich wstrzymać. Było to głównie zasługą obsług kilku rkm, które z bliskiej odległości powstrzymywały Niemców. Żołnierze AK wycofali się do lasu przez odkryty teren ponosząc duże straty.
     Dopiero po wycofaniu się partyzantów na pewną odległość dowództwo nad zebranymi objął starszy sierżant Adam Marcinkowski „Maks”, który odprowadził oddział z zagrożonego miejsca.
     Na placu boju pozostało 11 zabitych partyzantów, ale listę strat powiększył kilka godzin później plut. Edward Stajszczyk „Zamek”, który zmarł w wyniku ran. W Zwierzyńcu utracono także wszystkie wozy (prawdopodobnie 10), na których grupa wiozła zdobyte we Włoszczowie materiały.

Stanisław Łaskawski "Cis"

          Ogółem w walce w Zwierzyńcu polegli:

 

          -ppor. Zenon Siuda „Volt”,
          -plut. Edward Stajszczyk „Zamek”,
          -plut. Stanisław Łaskawski „Cis”,
          -plut. pchor. Marian Krynicki „Kozak”,
          -kpr. Stanisław Struski „Długi”,
          -st. strz. Stanisław Cieślik „Czajka”,
          -st. strz. Antoni Pilewski „Słoneczny”,
          -st. strz. Marian Barski „Zenon”,
          -st. strz. Stefan Kopera „Dąbek”,
          -strz. NN „Bolek”,
          -strz. Stanisław Dudziński „Orzeł”,
          -strz. Roman Czarnecki „Wrzos”.

 

 

 

 

Marzec/kwiecień 1944r. - wiosenna koncentracja oddziału.

Pod koniec marca 1944r. warunki atmosferyczne poprawiły się na tyle, że Mieczysław Tarchalski „Marcin” podjął decyzję o mobilizacji żołnierzy i wznowieniu działania oddziału partyzanckiego. 

Polewski Władysław "Sosna"

Rozkaz został przekazany żołnierzom, ale dotyczył tylko tych, którzy nie byli spaleni na swoim terenie. Wynikało to zapewne z faktu, ze po jesiennych doświadczeniach operowania dużym oddziałem, „Marcin” zdawał sobie sprawę jakie niesie to trudności.
     Tak więc na początku kwietnia zaczęli się zgłaszać partyzanci przebywający dotychczas na konspiracyjnych kwaterach oraz ci którzy funkcjonowali w ramach wydzielonych oddziałów. Rozpoczął się nasilony ruch patroli partyzanckich. Podczas jednego z nich, 10 kwietnia, ranny został jego dowódca Kotulski Konrad „Włodek”. Starcie z Niemcami miało miejsce pod Chrząstowem.
     Łącznie stawiło się ich ponad stu i pierwsze dwa tygodnie poświęcono na sprawy organizacyjne. Do oddziału zgłosiło się kilku nowych oficerów zdekonspirowanych na innym terenie. Byli to: ppor. Jan Solecki „Barwicz”, ppor. Bronisław Pietruszka „Jednoróg” i ppor. Michał Michalski „Skała”. Do oddziału został także skierowany cichociemny ppor. Bernard Wiechuła „Maruda”, który zajmował się szkoleniem patroli saperskich. Ciężkie warunki sprawiały jednak, że czasowo na meliny udawali się chorzy jak ppor. Wincenty Ciszek „Kmicic” i por. Stanisław Walicki „Ignac”.
     W pierwszym okresie miały też miejsce przykre wydarzenia. Przebywający na kwaterach dwaj żołnierze z 2 kompanii kpr. Stanisław Dudziński „Lisowczyk” i kpr. NN „Jędruś” bezprawnie zabrali chłopu świnię. Po otrzymaniu przez dowództwo oddziału informacji o takim wydarzeniu zostali oni wezwani do natychmiastowego stawienia się w oddziale. Rozkazu nie wykonali w związku z czym sąd polowy skazał ich na karę śmierci za bandytyzm i dezercję. Wyroki wykonano w kwietniu 1944r.
W okresie tym ukształtował się zrąb oddziału który składał się z pocztu dowódcy, trzech plutonów oraz zwiadu konnego.
Dowódca oddziału: por. Mieczysław Tarchalski „Marcin”,
Szef oddziału: ppor. Jan Solecki „Barwicz”,
I pluton
Dowódca: ppor. Leon Szymbierski „Orzeł”,
Zastępca dowódcy: ppor. Władysław Polewski „Sosna”,
II pluton
Dowódca: ppor. Michał Michalski „Skała”,
III pluton
Dowódca: ppor. Wincenty Ciszek „Kmicic”,
Zastępca dowódcy: ppor. Aleksander Seweryn „Bartosz”,
Zwiad konny
Dowódca: sierżant Mieczysław Gredka „Zeus”.

Kwiecień 1944r. - bunt w oddziale.

W drugiej połowie kwietnia 1944r. Inspektor Częstochowski zarządził w Białej Błotnej odprawę. Podjęte tam decyzje miały wpływ na sytuację w oddziale w ciągu najbliższych dni. Z punktu widzenia dyscypliny wojskowej sytuację można uznać za bunt, ale…

Poza Inspektorem w naradzie wzięli udział: rtm Henryk Jacuński „Nik” (jego adiutant) oraz kpt. Lucjan Mirowski „Orkan”. Obwód Włoszczowa reprezentowali: Komendant Hipolit Świderski „Jur” i Mieczysław Tarchalski. Tematem odprawy była sytuacja w oddziale „Marcina”. Inspektor Częstochowski mjr Tadeusz Król „Gerwazy” stwierdził, że z powodu braku dyscypliny w oddziale muszą nastąpić zmiany organizacyjne i personalne. Niestety nie wiemy na jakich przesłankach Inspektor opierał swój pogląd, a być może planowane zmiany miały związek z przygotowaniami do akcji Burza (próby zmian personalnych w oddziałach partyzanckich miały miejsce także w innych obwodach).
     Ostatecznie zebrani zostali poinformowani, że oddział przechodzi pod bezpośrednie kierownictwo Inspektoratu Częstochowskiego. „Marcin” zostaje odwołany z funkcji dowódcy oddziału, a na jego miejsce mianowany jest kpt. Lucjan Mirowski „Orkan” („Marcin” ma zostać jego zastępcą). Terenem działania ma pozostać Obwód Włoszczowa, ale w gestii Komendy Obwodu ma być jedynie aprowizacja oddziału.

Mirowski Lucjan "Orkan"

     Decyzje te spowodowały sprzeciw Komendanta Obwodu, który z jednej strony zdawał sobie sprawę, że traci podległy sobie oddział, a z drugiej wiedział, że zmiany stawiają w bardzo niezręcznej sytuacji „Marcina”. Ostatecznie Inspektor zmodyfikował wcześniejszą decyzję: „Marcin” miał pozostać w Komendzie Obwodu jako Szef Kedyw, a w oddziale miał zostać do czasu jego przekazania „Orkanowi”.
     Gdy „Orkan” z „Marcinem” oraz Komendant Obwodu przybyli do oddziału kwaterującego na Krogulcu, sprawa nabrała jednak innego obrotu. Żołnierze nie zaakceptowali przekazanych im rozkazów. Ppor. Władysław Polewski „Sosna” oraz sierż. Czesław Pankowski „Zygmunt” poinformowali dowódców, że zgodnie z wolą całego oddziału „Marcin” zostaje aresztowany i musi pozostać w obozowisku aż do czasu zmiany decyzji.
     Do Inspektora Częstochowskiego, który przebywał wtedy prawdopodobnie w majątku w Radoszewicy udała się delegacja, która zagroziła, że jeżeli decyzja nie zostanie zmieniona to oddział rozejdzie się do domów. Jawny bunt oddziału nie miał nic wspólnego z wojskową dyscypliną, ale świadczył, że w wojennych warunkach olbrzymie znaczenie ma przywiązanie i zaufanie żołnierzy do twórców oddziału.
     Zaistniała sytuacja wymusiła na Inspektorze zmianę decyzji. Ostatecznie oddział partyzancki miał pozostać w gestii Komendy Obwodu Włoszczowa. „Marcin” pozostanie Szefem Kedyw Obwodu i formalnym dowódcą oddziału, którym bezpośrednio dowodził będzie (dowódca liniowy) kpt. „Orkan”. Decyzja uspokoiła sytuację w oddziale, a współpraca pomiędzy oficerami układała się dobrze.

Maj 1944r. - budowa bunkrów na Pękowcu.

Od początku wiosennej mobilizacji oddział kwaterował na obozowisku w Krogulcu, ale jego dowództwo zdawało sobie sprawę z konieczności przygotowania stałej bazy. Wybór padł na las koło wsi Pękowiec.

Układ bunkrów mieszkalnych

     Niewątpliwie wpływ na takie rozwiązanie miało podobne rozwiązanie stosowane przez oddziały partyzanckie w Obwodzie Radomsko. Na miejsce warownego obozu wybrano duży kompleks leśny między Kurzelowem, a wsią Pękowiec. Na suchym, piaszczystym wzgórzu porośniętym młodym, gęstym lasem planowano wybudowanie bunkrów.

     Około 8 maja 1944r. z oddziału wydzielono grupę ok. 30 partyzantów, którzy mieli prowadzić prace pod nadzorem dwóch oficerów: por. Eugeniusza Smarzyńskiego „Malinowski” i ppor. Michał Michalski „Skała” (prawdopodobnie w pracach brali udział w większości żołnierze z II plutonu którym dowodził). Oddział uzbrojony w 2 rkm, 2 pistolety maszynowe oraz karabiny samodzielnie ubezpieczał teren bazy wystawiając ubezpieczenia, które nie dopuszczały w okolicę osób postronnych. Także leśnicy którzy dowozili budulec nie przyjeżdżali do samego obozowiska, ale pozostawiali materiały w pewnym oddaleniu. Na miejsce prac donosili go sami partyzanci. Majstrem budowy został sierż. Mieczysław Mazurkiewicz „Smok” pod którego nadzorem budowano 4 bunkry mieszkalne oraz bunkier przeznaczony na magazyn.

Wizualizacja pola ostrzału opracowana przez Stowarzyszenie Pękowiec

     Cztery pierwsze bunkry usytuowane były jak na zamieszczonym planie. Miały wymiary 4 na 4 metry i były częściowo wkopane w ziemię (po obsypaniu wystających części wyglądały jak leśne pagórki). Trzy z nich miały charakter mieszkalny i znajdowały się tam: piętrowe prycze, stolik, ławka i piecyk żeliwny. W czwartym bunkrze nie było wyposażenia bowiem przeznaczony był on na miejsce szkoleń (mógł pomieścić ok. 30 żołnierzy) lub wydawania posiłku w czasie niepogody. Bunkier ten mógł także być wykorzystywany jako podręczny magazyn. Okna we wszystkich bunkrach wychodziły na zewnątrz całego placu i były tak skonstruowane aby, w razie potrzeby, można było prowadzić z nich ogień do atakującego wroga.

Wizualizacja wnętrza bunkra opracowana przez Stowarzyszenie Pękowiec

     Piąty bunkier miał charakter tajny i przeznaczony był na magazyn broni, amunicji i innych materiałów wojskowych. Znajdował się on około 200 metrów od pozostałych. Jego podłoga umieszczona była ok. 3 metry pod poziomem gruntu. Miał wymiary 4x4 metry, ale dodatkowo miał przedsionek o wymiarach 1x1 metr zakończony u góry skrzynią wypełnioną ziemią w której wsadzone było drzewko. Całość była dokładnie zamaskowana. Aby dostać się do tego bunkra, trzeba było wiedzieć, które drzewko należało unieść w górę, a z nim skrzynię, wtedy odkrywał się pionowy właz do przedsionka, do którego wchodziło się po drabinie. Do głównego pomieszczenia oddzielały go drzwi zamykane na kłódkę. Bunkier ten musiał być co najmniej raz w tygodniu wietrzony, a broń czyszczona i oliwiona.

     Bunkry na Pękowcu nigdy nie musiały być wykorzystywane do celów obronnych, ale późną jesienią i zimą 1944/45r. stanowiły oparcie dla przebywających w lesie żołnierzy AK. W tych właśnie bunkrach gościł także, w styczniu 1945r., Komendant Główny AK gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”.

Maj 1944r.

Coraz lepsze warunki pogodowe pozwalały na zwiększenie aktywności bojowej oddziału. W teren wysyłane są liczne partole. Powiększa się niestety lista strat oddziału.

8 maj 1944r. - śmierć "Okonicza".

W nieznanych bliżej okolicznościach w Raszkowie ginie strzelec Stanisław Sztuka „Okonicz” – żołnierz oddziału od kwietnia.

11 maj 1944r. – walka pod Gródkiem.

Oddział dowodzony przez „Orkana” kwateruje niedaleko od wsi Gródek (Placówka Irządze) na swoim starym obozowisku jeszcze z 1943r. Ubezpieczenie poinformowało dowództwo, że drogą od strony Szczekocin do obozowiska zbliża się grupa tamtejszych żandarmów. 

     Zaalarmowani partyzanci nie zdążyli zająć stanowisk w zasadzce, ale w biegu otworzyli ogień do Niemców. Ci odpowiedzieli ogniem, a następnie schronili się w zabudowaniach gajówki. Próby zdobycia zabudowań nie powiodły się, a co więcej oddział poniósł straty. Zginęli: kpr. Józef Bąk „Noe”, st. strz. Mieczysław Kopeć „Dorczyn”, st. strz. Marian Kocemba „Szary”, strz. Józef Dąbrowski „Sokół”. Wobec braku rozstrzygnięcia walki Niemcy wysłali parlamentariuszy. Dowodzący oddziałem „Orkan” zdecydował się wypuścić Niemców wolno, wraz z bronią. Uczynił to ponoć wbrew opinii części swoich oficerów, a zachowanie takie podważyło ponoć do niego zaufanie partyzantów. Po latach należy odpowiedzieć sobie na pytanie: jak miał zachować się dowódca? Zdawał sobie sprawę, że przedłużanie walki może spowodować nadciągnięcie dla Niemców wsparcia.
     Z walką związana jest także inna sprawa. Oto bowiem w początkowej fazie walki ppor. Leon Szymbierski „Orzeł” zabronił strzelać z ckm do Niemców, którzy nagle znaleźli się w polu ostrzału. To według dowodzącego bitwą kapitana "Orkana" zaważyło na przebiegu potyczki, która mogła zakończyć się całkowitym rozbiciem nieprzyjaciela. "Orkan" po tej walce złożył tajny raport i skargę na „Orła” do Inspektoratu Częstochowa. Sprawa znalazła swój finał miesiąc później i jest przez nas opisana w rozdziale: "Orzeł", "Modlin", "Ignac" - zdrada?

12 maja 1944r. – Nieznanowice.

Patrol z oddziału pod dowództwem plut. Stefana Marcinkowskiego „Dąb” przeprowadził na szosie Włoszczowa – Jędrzejów, w lesie obok Nieznanowic, zasadzkę. Ostrzelano samochód wojskowy w którym zginęło 2 Niemców, a 6 dostało się do niewoli (zostali puszczeni wolno). Zdobyto jeden pistolet maszynowy, 6 karabinów, granaty i oporządzenie wojskowe. Samochód spalono.

13 maj 1944r. – Załęże.

Oddział pod dowództwem kpt. „Orkana” stoczył walkę z Niemcami pod wsią Załęże. Zginęło 3 Niemców. Zdobyto 3 karabiny, amunicję i oporządzenie.

15 maj 1944r. – śmierć „Spady”.

Zabochnicki Antoni "Spada"

W Częstochowie otoczony został konspiracyjny lokal w którym przebywali dwaj żołnierze oddziału: kpr. pchor. Antoni Zabochnicki „Spada” i Eugeniusz Miłkowski „Gienek”. Za zgodą przełożonych udali się do miasta dowiedzieć o losach aresztowanych z ich rodzin. Miejsce ich pobytu zostało ustalone przez konfidentów. Widząc otaczających dom Niemców „Gienek” wyskoczył przez okno i ostrzeliwując się uciekł przez ogrody. „Spada” wyskakując z I-go piętra skręcił nogę. Mimo to ostrzeliwując się próbuje uciekać. Wreszcie widząc, że wpadnie w niemieckie ręce odebrał sobie życie.

28 maj 1944r. – likwidacja partyzanckiego patrolu.

Patrol oddziału pod dowództwem ppor. Seweryna Aleksandra „Bartosz” (zastępca dowódcy III plutonu) wpada pod Kurzelowem w niemiecką zasadzkę. Poza dowódcą patrolu zginęli: kpr. Czesław Pałka „Ścigacz”, st. strz. Eugeniusz Miłkowski „Gienek” i strz. Włodzimierz Balcer „Niebór”.

"Orzeł", "Modlin", "Ignac" - zdrada?

W osobnym miejscu postanowiliśmy opisać kwestię domniemanej zdrady trzech żołnierzy oddziału, dla wyjaśnienia całej sytuacji musimy się bowiem cofnąć do lata 1943r. Nie udało nam się jednak odpowiedzieć na pytanie: czy zdradzili?

Szymbierski Leon "Orzeł"

Aby przedstawić ciąg wydarzeń musimy cofnąć się w czasie. W dniach 12 – 13 czerwca 1943r. na Wykusie miała miejsce odprawa (połączona ze szkoleniem) przyszłych kierowników dywersji z całego Okręgu Kielce. Odprawę prowadził Jan Piwnik „Ponury” (Szef Kierownictwa Dywersji Okręg Kielce), a jednym z instruktorów był Hipolit Krogulec „Poldek”. Obwód Włoszczowa reprezentował por. Mieczysław Tarchalski „Marcin”. Za pośrednictwem NN „Sęp” z Rewolucyjnej Partii Polskich Rewolucjonistów ( współpracującej na terenie Częstochowy z AK), poznał tam ppor. Leona Szymbierskiego „Orzeł”, który został przedstawiony jako bojowy i nieustraszony konspirator, przewidziany na dowódcę oddziału dywersyjnego w Częstochowie. Tarchalski wymienił z „Orłem” adresy skrzynek kontaktowych.
„Marcin” po powrocie na teren obwodu otrzymał rozkaz utworzenia oddziału partyzanckiego, którego liniowym dowódcą został ppor. Przemysław Schutz „Ludwik”. 22 lipca 1943r. Krystyna Sochańska „Pliszka” obsługująca skrzynkę kontaktowa Kedyw w Januszewicach zgłosiła „Marcinowi”, że ktoś na niego czeka. Był to „Orzeł”. Powiedział, że z powodu niedostarczenia przez Obwód Częstochowa broni i wyposażenia, oddziału dywersyjnego nie mógł utworzyć i jedzie do Radomia (tam w tym czasie mieściła się Komenda Okręgu Kielce) aby tam interweniować. W okolicach Przedborza posuł mu się rower i wtedy postanowił skorzystać z kontaktu jaki otrzymał na Wykusie. „Orzeł” prosił o pomoc w naprawie roweru lub wypożyczenie innego. Kiedy dowiedział się o istnieniu oddziału poprosił o umożliwienie odwiedzenia jego miejsca postoju. „Marcin” wyraził zgodę i zawiózł go w okolice Kurzelowa. Po poznaniu warunków kwaterowania oddziału i jego uzbrojenia „Orzeł” poprosił „Marcina” aby mógł w oddziale zostać. W tej sprawie wysłano specjalny meldunek do Częstochowy, który trafił ostatecznie do Kedyw Okręgu, ale odpowiedzi nie uzyskano. Ostatecznie „Marcin” wyraził zgodę na pozostanie „Orła” w oddziale. Decyzja ta została zaakceptowana przez Hipolita Krogulca „Poldek”, który z ramienia Kedyw Okręgu wizytował oddział na przełomie lipca i sierpnia 1943r.
Być może także wtedy „Orzeł” objął funkcję zastępcy dowódcy liniowego oddziału, którym był „Ludwik”. W ramach swych obowiązków przyjmował i szyfrował dane personalne nowo przyjmowanych partyzantów. We wrześniu, kiedy oddział został podzielony na plutony, został dowódcą plutonu II.

     Podczas inspekcji oddziału (lipiec/sierpień) Hipolit Krogulec „Poldek” pozostawia u „Marcina” ppor. NN „Modlin”, który przyjechał razem z nim. Od tej pory został on już w oddziale na stałe.
     W październiku 1943r. do oddziału „Marcina” trafia z Placówki Słupia Stanisław Walicki „Ignac”. Zgodnie z ewidencją żołnierzy należy do konspiracji od 15 stycznia 1942r. i ma stopień plutonowego. Wstępując do oddziału podał jednak, że ma stopień podporucznika i takiego stopnia używał. Został kwatermistrzem oddziału.
     W początkowym okresie działania do wyżej wymienionej trójki oficerów nikt nie miał zastrzeżeń, a był to czas tragicznych działań i trudnych decyzji, jak choćby walka z bandyckimi bojówkami PPR/GL, które są opisane w dalszej części. Tu podamy tylko, że 7 września 1943r. zginął żołnierz oddziału Józef Dziedzic „Mały” z dostępnych informacji wynika, że został zastrzelony przez patrol pod dowództwem „Orła” za współpracę z poplecznikami Moskwy (nie była to samowolna decyzja oficera).
     Na zimę 1943/44r. żołnierze zostali zdemobilizowani i przebywali na konspiracyjnych kwaterach. Trójka oficerów („Orzeł”, „Modlin” i „Ignac”) najczęściej kwaterowała w młynie Adama Banasika w Przyłęku (Placówka Szczekociny). Zbyt duża ilość wolnego czasu wpłynęła na rozprężenie wielu żołnierzy. Podczas przerwy zimowej zauważono, że „Orzeł” nadużywa alkoholu zapewne to samo dotyczyło dwóch pozostałych (według niektórych wspomnień miało to już miejsce jesienią). Prawdopodobnie także wtedy „Ignac” poznał niejaką Brenderową, która miała pochodzić z Alzacji, a zamieszkiwała w tym czasie ponoć w niedalekim Koniecpolu. Według niektórych informacji zażyłość pomiędzy nimi była tak duża, że została jego narzeczoną.
     Wiosną oddział wznowił działalność, ale do Komendy Okręgu zaczynały dochodzić niepokojące informacje o zachowaniu niektórych żołnierzy. Dotyczyły one głównie „Orła”, który upijał się i zachowywał niewłaściwie. Dochodziło nawet do sytuacji, że podczas przemarszu przez wsie łapano i bito ludzi, a za uciekającymi „Orzeł” strzelał.
Skargi te zaczęły się nasilać i dotarły do Komendanta Obwodu Włoszczowa. Kpt. Hipolit Świderski „Jur” wezwał „Ludwika” i „Orła” do raportu i w „ostrych słowach” nakazał temu ostatniemu zmienić postępowanie. Być może te informacje o zachowaniu oficerów wpłynęły na fakt, że podczas akcji opanowania Włoszczowy (18/19 marzec 1944r.) "Marcin" nie wyznaczył im żadnej odpowiedzialnej funkcji.
     Na przełomie marzec/kwiecień 1944r. „Marcin” rozpoczął mobilizację urlopowanych żołnierzy, ale po kilkunastu dniach „Ignac” ponownie odszedł na melinę.

NN "Modlin"

     Informacje o nagannym zachowaniu niektórych żołnierzy oddziału dotarły jednak nie tylko do Komendanta Obwodu, ale także do Inspektora Częstochowskiego. W drugiej połowie kwietnia 1944r. Komendant „Jur” oraz dowodzący oddziałem „Marcin” zostali wezwani na odprawę do Białej Błotnej (Placówka Lelów). Podczas odprawy Inspektor Częstochowski mjr Tadeusz Król „Gerwazy” stwierdził, że „z powodu braku dyscypliny” następuje zmiana na stanowisku dowódcy oddziału oraz zmienia się jego podległość. Decyzja ta była początkiem kolejnych wydarzeń do „buntu żołnierzy” łącznie, ale ta kwestia jest opisana w części dotyczącej oddziałów partyzanckich. Dość powiedzieć, że ostatecznie oddział pozostał w strukturach Obwodu Włoszczowa. Jego dowódcą pozostał „Marcin”, a dowódcą liniowym mianowano kpt. Lucjana Mirowskiego „Orkan”. Aby dopełnić ówczesny obraz Obwodu dodajmy, że pod koniec kwietnia aresztowany został jego dotychczasowy komendant.
     Długo zajęło nam przedstawienie „bohaterów” i ogólnego obrazu sytuacji. Czas przejść do wyjaśnienia najważniejszych kwestii, ale w tym przypadku niewiadomych jest już wiele. Postaramy się je ułożyć w porządku chronologicznym i w miarę możliwości odpowiedzieć na najważniejsze wątpliwości:
-W drugiej połowie maja 1944r. por. „Marcin” został wezwany na odprawę przez kpt. Franciszka Makucha „Roman”. Przytoczmy fragment wspomnień „Marcina”: „ Pewnego dnia zostałem wezwany na odprawę z kpt. „Romanem” Franciszkiem Makuchem, szefem oddziału II Inspektoratu Częstochowa. Na odprawie tej „Roman” oznajmił mi, że wedle ich rozeznania „Orzeł”, „Ignacy” i „Modlin” są wtyczkami niemieckimi i ostrzegł mnie i równocześnie polecił roztoczyć nad nimi obserwację. „Roman” przypuszczał, że mogą to być wtyczki, które tymczasem prowadzą robotę destrukcyjną, a czynnie zadziałają dopiero w chwili wybuchu powstania, by przez likwidację upatrzonych działaczy i dowódców sparaliżować mobilizację. Główne podejrzenie kierowane było przeciwko „Orłowi”, „Ignacowi” oraz jego przyjaciółce.”
Po raz pierwszy osoby z kierownictwa Obwodu Włoszczowa dowiadują się, że w kręgu ich podwładnych mogą być niemieccy agenci. Tą wiadomość otrzymują od „Romana”, którego Tarchalski określa szefem wywiadu Inspektoratu. Niestety w tym przypadku Tarchalski się myli. „Roman” był Szefem Referatu Przerzutów Powietrznych Inspektoratu, a stanowisko Szefa Referatu Wywiadu Inspektoratu zajmował wtedy rtm. Henryk Jacuński "Kietlicz", "Nik". Nie dowiadujemy się też nic o konkretnych zarzutach.
-Niezależnie jednak od tego jaką funkcję zajmował rozmówca Tarchalskiego dowiaduje się on, że trzech jego żołnierzy może być zdrajcami. Dowódcy oddziału partyzanckiego przypominają się uwagi co do zachowania „Orła”: pijaństwo podczas przebywania na melinach i pijackie burdy, zły stosunek do ludności wiejskiej.
-”Marcinowi” przypomina się także zachowanie „Orła” podczas bitwy pod Gródkiem (11.5.1944r.) kiedy ten zabronił strzelać z ckm do Niemców, którzy nagle znaleźli się w polu ostrzału. To według dowodzącego bitwą kapitana "Orkana" zaważyło na przebiegu potyczki, która mogła zakończyć się całkowitym rozbiciem nieprzyjaciela. "Orkan" po tej walce złożył tajny raport i skargę na „Orła” do Inspektoratu Częstochowa.
Część żołnierskich wspomnień z bitwą tą wiąże jeszcze jeden fakt. Kapitan „Orkan” za wypuszczenie Niemców miał stracić poważanie i zaufanie partyzantów. Czując się osamotniony miał się zbliżyć do „Orła”, „Modlina” i „Ignaca” kwaterujących w młynie w Przyłęku i razem z nimi brać udział w alkoholowych libacjach. Opinia ta wydaje się krzywdząca i wydali ją zapewne żołnierze nie znający kulis sprawy. Jak „Orkan”, który napisał raport na „Orła”, mógł dobrowolnie dążyć do bliższej znajomości z człowiekiem, który według niego nagannie zachował się na polu walki? Być może prawda, o której nie mogli wiedzieć inni żołnierze, była taka, że „Orkan” na polecenie przełożonych (prawdopodobnie z Inspektoratu gdzie wysłał raport) obserwował podejrzanych o zdradę.
-Śledztwo w sprawie „Orła” i innych prowadzili przedstawiciele Inspektoratu AK Częstochowa i tylko oni znali szczegóły. Przewinienia ogólnie znane to: pijaństwo, burdy i zły stosunek do ludności. Niestety nie są nam znane żadne dokumenty na temat śledztwa. Sam Tarchalski pisze na ten temat tak: „Nasz kontrwywiad zaczął się bliżej przypatrywać działalności „Ignaca” i jego przyjaciółki, często krążącej między nim a Częstochową i Koniecpolem. Zaobserwowano, że podwożą ją często do Szczekocin czy Lelowa Niemcy, a stąd bierze podwody do miejsca pobytu oddziału, gdy był z nimi „Ignac”, lub też na meliny, w których pod pozorem takiej czy innej dolegliwości można było go znaleźć, a gdzie równie często przesiadywali „Orzeł” i „Modlin”.”
     Działający w konspiracji Wojskowy Sąd Specjalny Inspektoratu Częstochowskiego ostatecznie wydał wyrok skazujący na karę śmierci całą czwórkę.
-28 maja 1944r. do Przyłęka dotarł oddział likwidacyjny z Obwodu Radomsko którym dowodził ppor. Józef Kasza-Kowalski „Alm”. Ujęto tam „Ignaca” i Brenderową. Po odczytaniu im wyroku rozstrzelano ich pod murem cmentarza w Przyłęku.
-według niektórych relacji z młyna uciekli „Orzeł” i „Modlin”. Inne relacje podają, że tego dnia ich po prostu w młynie nie było. Niezależnie od tego kilka dni później (5 czerwca) zjawili się oni w partyzanckim obozowisku oddziału „Marcina” na Pękowcu. Jeżeli 28 maja uciekli z młyna w Przyłęku to co nimi kierowało, że zdając sobie sprawę z sytuacji dobrowolnie przyszli do obozowiska. Jeżeli ich tego dnia w młynie nie było to mało prawdopodobne, że nie pokazali, się tam przez kolejny tydzień i nie dowiedzieli się o sytuacji.
-4 czerwca w partyzanckim obozowisku na Pękowcu rozpoczęła się dwudniowa odprawa z udziałem Inspektora Częstochowskiego. Obecny był także nowy Komendant Obwodu Włoszczowa. Podczas tej narady rtm. Henryk Jacuński "Nik", Szef Referatu Wywiadu Inspektoratu przekazał Tarchalskiemu pisemny rozkaz rozstrzelania „Orła” i „Modlina”. O treści rozkazu Tarchalski poinformował ppor. Władysława Polewskiego „Sosna”, który wyruszał właśnie z oddziałem na akcję pod Tunelem. Dzień później w obozowisku zameldowali się „Orzeł” i „Modlin”, którzy wyruszyli na akcję z „Sosną”. 6 czerwca oskarżeni o zdradę zostali rozstrzelani koło młyna w Jasieńcu.
Po latach wiemy, że rozstrzelanych zostało trzech żołnierzy AK i kobieta, ale o konkretnych zarzutach wiemy niewiele.
- ppor. Stanisław Walicki „Ignac” utrzymuje kontakty z kobietą (Brenderową), która jest prawdopodobnie niemieckim agentem. Może być źródłem informacji bowiem jesienią 1943r. jest kwatermistrzem oddziału partyzanckiego i zna wiele szczególów dotyczących jego zaplecza aprowizacyjnego.
- ppor. NN „Modlin” zna dwóch pozostałych i… pije z nimi alkohol.
- ppor. Leon Szymbierski „Orzeł” - już po jego likwidacji żołnierze oddziału zaczęli dopatrywać się mniej lub bardziej fantastycznych dowodów zdrady związanych z jego osobą. Oto kilka z nich:
-w sierpniu 1943r. wysyła patrol, który wpada w niemiecką zasadzkę. Jeden z biorących w niej udział żołnierzy twierdzi, że po powrocie patrolu „wyczytali zdziwienie na twarzy „Orła” co miało świadczyć, że jest zdrajcą.
-jest odpowiedzialny za śmierć ppor. Przemysława Schutza „Ludwik” w dniu 28.11.1914r. podczas walki z Niemcami. Znaleźli się nawet naoczni świadkowie, którzy twierdzili, że „Ludwik” został zabity przez „Orła”.
- podczas pierwszej akcji na transport kolejowy, gdy „Marcin” kategorycznie zabronił strzelać po zatrzymaniu pociągu, by nie alarmować przedwcześnie konwojentów padły jednak strzały, a zdaniem sierżanta "Zygmunta" strzelał "Orzeł".
-jest odpowiedzialny za rozbicie partyzanckiej grupy w Zwierzyńcu (19 marca 1944r.) po opanowaniu Włoszczowy. Nikt nie podaje w jaki sposób, ale… zarzut pozostaje.
     Dalecy jesteśmy od prób wybielania oficerów szczególnie za przypadki pijaństwa i burd. Nie dotarliśmy jednak do faktów potwierdzających aresztowanie jakichkolwiek osób z konspiracji, a oficerowie, ze względu na pełnione w oddziale partyzanckim funkcje znali ich wielu. Sprawa w dalszym ciągu wymaga badania choć odnalezienie nowych dokumentów wydaje się mało prawdopodobne. Według Dionizego Krawczyńskiego być może sytuacja wyglądała w ten sposób, że istniały jakieś podejrzenia co do Brenderowej i „Ignaca” i wpłynęło to na wydanie wyroku skazującego, który niejako rozszerzono o dwóch kolejnych oficerów. Pamiętamy, że wszyscy trzymali się razem i być może rozkaz o ich likwidacji miał charakter prewencyjny.

Czerwiec 1944r.

Miesiąc rozpoczęło zakończenie sprawy: „Orła”, „Ignaca” i „Modlina”, która została już opisana. Prawie równolegle doszło do powołania nowego dowódcy liniowego oddziału. Wydarzenia te nie wstrzymały jednak działań zbrojnych.

4 czerwiec 1944r. – zmiana dowódcy liniowego.

Rytel Józef "Brzęk"

W partyzanckim obozowisku na Pękowcu rozpoczęła się dwudniowa odprawa z udziałem Inspektora Częstochowskiego. Obecny był także nowy Komendant Obwodu Włoszczowa kpt. Franciszek Pieniak „Przebój”. Poza decyzjami związanymi z opisaną już sprawą: „Orła”, „Ignaca” i „Modlina” podjęto także decyzje personalne związane z oddziałem.
      Od dnia 6 czerwca kpt. Lucjan Mirowski „Orkan” przestał pełnić funkcję dowódcy liniowego oddziału partyzanckiego i został przeniesiony na teren Obwodu Radomsko. Jednocześnie na dowódcę liniowego oddziału powołany został por. Józef Rytel „Brzęk”.

7 czerwiec 1944r. – przejęcie Własowców.

Już 4 czerwca z obozowiska na Pękowcu wyruszył oddział pod dowództwem ppor. Władysława Polewskiego „Sosna”, którego celem była akcja w Tunelu na linii kolejowej Kielce – Kraków. 6 czerwca, w okolicach młyna w Jasielcu, żołnierze rozstrzelali, zgodnie z rozkazem oskarżonych o zdradę „Orła” i „Modlina”.

     Tunel to nazwa stacji kolejowej na trasie Kielce - Kraków, a formalnie część wioski Uniejów Rzędziny, koło Miechowa. Sama akcja miała polegać na przejęciu Własowców z załogi ochrony tunelu kolejowego, którzy chcieli uciec z niemieckiej służby. Miała ona początek pod koniec maja 1944r. kiedy to w okolicy młyna Wójcika (pomiędzy Radkowem i Krasowem), żołnierze oddziału: Piotr Jaglic „Zrąb” i Józef Trepka „Turski” zatrzymali własowca w mundurze niemieckim. Był on dowódcą służącym w wojsku niemieckim własowców, ochraniających tunel kolejowy. Okazało się, że uciekł wraz z kilkoma żołnierzami ze służby i szukał kontaktu z jakimś oddziałem partyzanckim. Po porozumieniu się żołnierzy z dowódcą ich patrolu sierż. Czesławem Pankowskim Czesław „As”, „Zygmunt” ustalono, że w określonym terminie oddział AK będzie oczekiwał na dezerterów, których przeprowadzi do swojego oddziału.
     Późnym wieczorem 6 czerwca, oddział dotarł w okolice Tunelu, gdzie ustalono sposób przejęcia własowców następnego dnia. „Turski”, „Jeleń” oraz jego brat Józef Szafraniec, w oczekiwaniu na dezerterów, zanocowali w stodole u rodziców „Jelenia”, którzy mieszkali przy tunelu. O świcie obudził ich głos żandarma, który wszedł do obejścia. Posypały się także strzały żandarmów otaczających gospodarstwo. Partyzanci rzucili dwa granaty i pod ochroną ich wybuchów wycofali się. Ranny w rękę był jedynie brat „Jelenia”. Na szczęście zamieszanie to nie wpłynęło na przebieg samej akcji. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami do oddziału dołączyła grupa 16 własowców uzbrojonych w jeden rkm, 16 karabinów, 4 pistolety. 
     Tydzień później do grupy tej dołączono innych zbiegłych z niemieckiej niewoli jeńców sowieckich i utworzono z nich 4 pluton oddziału. Na jego dowódcę powołano sierżanta Czesław Pankowskiego „As”, „Zygmunt”, ale bezpośrednim dowódcą był lejtnant NN „Aleksjej”.

13 czerwiec 1944r. – stacja Ludynia.

Polewski Władysław "Sosna"

Oddział pod dowództwem „Marcina” oraz „Brzęka” opanował stację kolejową Ludynia na linii kolejowej Kielce-Włoszczowa. Do akcji oddział wymaszerował z obozowiska na Krogulcu o 6 rano w sile dwóch plutonów: I ppor. Władysław Polewski „Sosna” i II ppor. Michał Michalski „Skała”. Akcja miała zostać przeprowadzona tuż przed wjazdem zapowiadanego pociągu, który zamierzano opanować. Pluton „Skały” ubezpieczał akcję od strony drogi Włoszczowa – Krasocin. Pluton „Sosny” zajął miejsce przy torze na wypadek gdyby konwój pociągu stawiał opór. Samą stację miał opanować Jan Solecki „Barwicz”, który dobrał sobie czterech żołnierzy. Byli to: sierżant Mieczysław Gredka „Zeus”, st. strz. Romuald Jędrych „Jacek”, strz. „Wilk” i strz. Stanisław Drzewicki „Wrona”. Do działań przystąpiono kwadrans przed przyjazdem pociągu. Plutony zajęły wyznaczone stanowiska, a „Barwicz” zniszczył urządzenia stacyjne (zabrano maszyną do pisania, datownik i kasetkę z pieniędzmi). Opuszczono semafor i zatrzymano pociąg transportowy Wehrmachtu. Z powodu upału eskorta dwóch samochodów przewożonych pociągiem jechał porozbierana i jej rozbrojenie przebiegło bez problemów. Zdobyto 4 karabiny, granaty, amunicje oraz 4 kanistry benzyny. Spalono cały skład pociągu, w tym 4 samochody wojskowe. W magazynach przy stacji spalono elementy baraków oraz skład desek.

19 czerwiec 1944r. – Sułków.

Oddział wydzielony pod dowództwem ppor. Zygmunta Szpaka „Stefan” urządził zasadzkę na Niemców pod wsią Sułków. Bez strat własnych zlikwidowano dwóch nieprzyjaciół i zdobyto dwa karabiny.

21 czerwiec 1944r. – stacja Włoszczowa.

Oddział pod dowództwem „Brzęka” przeprowadził napad na stację kolejową Włoszczowa. Rozbrojono trzech strażników kolejowych zdobywając trzy karabiny i uszkodzono urządzenia stacyjne. Jednocześnie oddział opanował tartak znajdujący się obok stacji gdzie zdemolowano urządzenia i zabrano pasy transmisyjne.

23 czerwiec 1944r. – Ruda Maleniecka.

Oddział wydzielony pod dowództwem ppor. Wincentego Ciszka „Kmicic” urządził zasadzkę na szosie pod Rudą Maleniecką w którą wpadł niemiecki samochód wojskowy. W walce zabito 4 Niemców. Zdobyto jeden pistolet maszynowy, 3 karabiny, amunicję oraz kilka worków tytoniu i papierosy. Samochód spalono.

26 czerwiec 1944r. – dezercja.

Z oddziału dezerteruje żołnierz II plutonu kapral NN „Czechowicz”, który w oddziale jest od kwietnia.

27 czerwiec 1944r. – Własowcy po raz drugi.

Pluton IV złożony z żołnierzy zbiegłych z niemieckiej niewoli i Własowców udał się w okolice stacji kolejowej Tunel. Sowieci umówili przejście Ukraińców nadzorujących tunel na stronę partyzantów (była to już druga tego typu akcja w tym miejscu). Pluton stacjonował kilka kilometrów głębiej w lesie, a na miejsce udał się kapral Leona Czajkowski „Kangur”. Razem z umówionymi Ukraińcami wkroczył do kwatery podoficerów niemieckich i otworzył do nich ogień nim zdążyli stawić opór. Zginęło 4 Niemców. Do oddziału „Marcina” przeszło 16 Własowców uzbrojonych w 1 rkm, 14 karabinów i 2 pistolety. Zasilili oni IV pluton oddziału.

30 czerwiec 1944r. – wysadzenie pociągu.

Bernard Wiechuła "Maruda"

Oddział pod dowództwem „Marcina” przeprowadził, w lesie pomiędzy Czarncą, a Żelisławicami, akcję kolejową. Na jej miejsce wybrano odcinek gdzie tor wychodzi z wykopu i jest na wysokim nasypie z mostkiem płynącym nad strugą płynącą przez bagniste łąki. Odpowiednie ładunki przygotowali cichociemny ppor. Bernard Wiechuła „Maruda” i plut. Czesław Finke „Wierzba”. Do detonacji użyto zapalnika elektrycznego ze sprzętu zmagazynowanego przez „Wierzbę”, zresztą on sam miał dokonać detonacji. Akcje miały przeprowadzić plutony I i IV, które miały zająć wyznaczone stanowiska z chwilą ukazania się na torach widocznych z odległości kilku kilometrów pociągu. Jego nadejścia wypatrywał kpr. Piotr Jaglicz „Zrąb” mając przy sobie jako gońca Waldemara Gałuszkę „Szatan”.
     Zapowiadany skład nadjechał po półtorej godzinie oczekiwania (ok. 18.30). Ładunki sprawnie zostały odpalone i spowodowały wykolejenie lokomotywy i 8 wagonów. Traf chciał, że dopiero na kolejnych wagonach znajdowały się niemieckie samochody z załogą, która odpowiada ogniem na partyzanckie strzały. Użycie granatów doprowadziło do zlikwidowania Niemców, ale jednocześnie sprawiło, że spłonęła broń i amunicja. W walce zginęło 9 Niemców, a dwóch wziętych do niewoli puszczono wolno. Zdobyto jedynie 3 karabiny przy stratach własnych: jeden ranny (sowiet z IV plutonu). Oddział po opanowaniu pociągu pozostał jeszcze na miejscu w zasadzce na ekspedycję ratunkowa, ale ta do nadejścia zmroku nie nadjechała. Przerwa w ruchu na linii kolejowej trwała 18 godzin.

Czerwiec/lipiec 1944r. – Akcja „Koppe”.

Mało znanym faktem z działalności oddziału jest jego współudział w przygotowaniu do zamachu na Wilhelma Koppe, który był w tym czasie wyższym oficerem SS i policji. Akcja została przeprowadzona w lipcu, ale przygotowywano ją w czerwcu 1944r.

Od listopada 1943r. był on najwyższym rangą przedstawicielem władz okupacyjnych w zakresie spraw bezpieczeństwa na terenach Generalnego Gubernatorstwa i odpowiadał za krwawą politykę Niemców w stosunku do Polaków . Kwaterował w Krakowie, ale decyzję o likwidacji zbrodniarza podjęła Komenda Główna AK. Jej przeprowadzenie otrzymał warszawski oddział specjalny KG AK „Pegaz” („Przeciwgestapo” – późniejszy „Parasol”). Dowódcą akcji mianowano dowódcę 1 kompanii tego batalionu, którym był wtedy Stanisław Leopold „Rafał”. Rozpoczęto przygotowania do operacji, które wiązały się z wyjazdami organizatorów do Krakowa. Ustalili oni, że zespół przeprowadzający zamach, wycofa się z Krakowa samochodami w kierunku północnym. „Rafał” poza przygotowaniami do samego zamachu dokładnie ustalał także trasę odskoku, która miała przebiegać przez: Modlnicę, Ojców, Skałę, Wolbrom na Żarnowiec. Teren ten należał do Obwodu Olkusz (w zasadzie Wolbrom) Okręgu Kraków. „Rafał” uzgodnił, że miejscowe struktury wystawią wzdłuż trasy odwrotu zespołu łączników na skrzyżowaniach dróg. Po dotarciu do skrzyżowania szos Udorz – Pilica - Żarnowiec łącznik miał skierować zespół do Woli Libertowskiej gdzie ma oczekiwać specjalnie powołany przez Obwód oddziału, który miał zapewnić mu opiekę.
     Problemem jest fakt, że w dostępnych materiałach nie ma śladu o istnieniu takiego oddziału, ale być może chodziło oddział partyzancki spoza terenu Obwodu Wolbrom?
     W pierwszej połowie czerwca 1944r. „Rafał” przeprowadził kolejną wyprawę na planowanej trasie odwrotu. To właśnie wtedy doszło do jego spotkania z Mieczysławem Tarchalskim. Oddział „Marcina” kwaterował wtedy w okolicach Dobrakowa niedaleko od Żarnowca, na terenie Obwodu Wolbrom. Do spotkania doszło za pośrednictwem Władysława Czecha „Czarny” zastępcy komendanta Obwodu Wolbrom. Wiedział on o miejscu zakwaterowania oddziału „Marcina”, a jednocześnie znał ppor. Bronisława Pietruszkę „Jednoróg” (wcześniej żołnierz Obwodu, a od kwietnia 1944r. w oddziale partyzanckim „Marcina”). Za jego pośrednictwem zaproszono „Marcina” do dworu w Udorzu, którego właścicielka, Maria Moes, znała i „Marcina” i „Rafała”. Już po kolacji obaj rozmawiali o pomocy Tarchalskiego w sprawie przerzutu broni zespołu warszawskiego. Ustalono, że czterotonowy chevrolet przydzielony do zespołu zamachowców jadąc z Warszawy do Krakowa miał zabrać przenośny baraczek o podwójnych ścianach i zostawić go po drodze pod opieką „Marcina” po to, by w drodze powrotnej po akcji umieścić w ściankach baraczku broń i oporządzenie i wraz nim przewieźć do Warszawy. Postanowiono, że kierowca chevroleta po wjeździe na teren Obwodu Włoszczowa uda się do Dobromierza i tam zgłosi się do do sekretarza urzędu gminnego, a równocześnie Komendanta Placówki Dobromierz Stanisława Kusińskiego „Grom”. Pod jego opieką zostanie wyładowany baraczek i do niego należało się później zgłosić z bronią. Znakiem rozpoznawczym miała być kartka rozdarta na dwie części z których jedną wziął „Marcin”, a drugą „Rafał”. Po rozmowie obaj rozjechali się jeszcze tej samej nocy.
     We wspomnieniach „Marcina” zawarte jest stwierdzenie, że nie rozważali oni kwestii wsparcia oddziału „Marcina” podczas drogi zespołu do Warszawy. W tym przypadku Tarchalskiego zawodzi jednak pamięć. Kwestia takiego wsparcia musiała być omawiana bowiem pojawia się ona w relacjach z innych odpraw. Podczas jednej z narad dowódcy zespołu warszawskiego z przedstawicielami Komendy Obwodu Wolbrom pada stwierdzenie, że samochody zespołu zamachowców zostaną ukryte w samotnie stojących stodołach wsi Wola Libertowska, a sam zespół zostanie doprowadzony do oddziału „Marcina”.
     Potwierdza to także fakt kolejnych odpraw. Oto bowiem w drugiej połowie czerwca 1944r. za pośrednictwem Komendy Obwodu Wolbrom doszło w Dobrakowie do spotkania „Marcina” z Gerardem Woźnicą „Hardy” (dowódca oddziału partyzanckiego Okręgu Śląsk AK, który kwaterował w Górach Bydlińskich, ok. 15 kilometrów od Udorza). W swoich wspomnieniach „Hardy” potwierdza, że Tarchalski poinformował go, że po akcji zespół warszawski, po wykonaniu akcji w Krakowie znajdzie się pod opieką jego oddziału. Rozważano jednak możliwość, że gdyby z jakiś powodów zespół musiał porzucić samochody wcześniej czy mógłby znaleźć się pod opieką oddziału „Hardego”. Dowódcy doszli do porozumienia. Ustalili punkt kontaktowy w wiosce Góry Bydlińskie i mieli oczekiwać na dalsze informacje. Nie znali dokładnego terminu akcji, a jedynie orientacyjny termin przyjazdu zespołu, po akcji, w dniach 3-5 lipca.
     W dniu 23 czerwca z Warszawy wyjechał pierwszy samochód zespołu który miał wykonać zamach. Trasą przez Tomaszów – Piotrków – Włoszczowę – Nagłowice i Miechów dotarł bez przeszkód do Krakowa. Trzy dni później, 26 czerwca, z Warszawy wyjechały kolejne samochody w tym czterotonowy chevrolet z dwoma kierowcami którymi byli: Tadeusz Karczewski „Wierzba” i Janicki Mieczysław „Otwocki”. Ich zadaniem było dowieźć do Dobromierza specjalny barak w którym miała być później broń. Z powodu awarii dotarli na teren Obwodu Włoszczowa dopiero wieczorem 27 czerwca. W Dobromierzu bez problemów przekazali Komendantowi Placówki barak i odjechali do Krakowa. Ten właśnie fakt jest ostatecznym potwierdzeniem, że warszawski zespół miał po akcji w Krakowie wycofać się właśnie na teren operacyjny oddziału partyzanckiego „Marcina”.
     Pierwsza próba zamachu na Koppego miała miejsce 5 lipca, ale Niemiec pojechał tego dnia z Wawelu inną trasą. Akcja miała być przeprowadzona w innym terminie, ale wiele wskazuje na to, że nie poinformowano o tym oddziałów partyzanckich. Oddział „Hardego” odmaszerował 10 lipca w kierunku zachodnim w celu przeprowadzenia kolejnej akcji. Także oddział „Marcina” znajduje się w tym czasie w północnej części Obwodu.
     Ostatecznie do akcji doszło 11 lipca 1944r. ale Koppego nie udało się zlikwidować. Oddział szczęśliwie wycofał się z Krakowa, ale uwikłał się w walki w Udorzu. Łącznie Warszawski zespół miał straty: dwóch zabitych i siedmiu rannych z których trzech dostało się w niemieckie ręce i zostało zamordowanych. Reszta członków zespołu pozostała po walce na terenie Obwodu Wolbrom i nie przedzierała się na teren Obwodu Włoszczowa.

Lipiec 1944r.

Poza nasileniem działań zbrojnych działalność oddziału została zdominowana przez przygotowania do wykonania Akcji Burza w której dla oddziału wyznaczono specjalną rolę.

Przygotowania do Burzy.

H. Świderski "Jur" po lewej.

W końcu czerwca 1944r. Komenda Okręgu wydała Rozkaz Ogólny Nr 1 zgodnie z którym Inspektorat Częstochowski, w ramach Odtwarzania Sił Zbrojnych, miał tworzyć 7 Dywizję Piechoty w składzie 27 i 74 pułków piechoty. Od początku lipca w oddziałach partyzanckich rozpoczęła się mobilizacja kolejnych żołnierzy w celu osiągnięcia odpowiednich stanów osobowych.
     Przybliżanie się frontu skłoniły Komendę Okręgu do wydania w dniu 17 lipca 1944r. Rozkazu Operacyjnego Nr 1/44 który określał zadania dla poszczególnych struktur. Na terenie Obwodu Włoszczowa należało: „zorganizować zasadzki uderzeniowo-ogniowe na liniach:

b) Kielce – Włoszczowa – Częstochowa,
c) Jędrzejów – Szczekociny – Częstochowa”
Rozkaz nakazywał także niedopuszczenie do zniszczenia linii kolejowej Włoszczowa – Częstochowa.
     Realizacja planów rozpocząła się w drugiej połowie czerwca. Prowadził je  były Komendantem Obwodu Włoszczowa, kpt. Hipolit Świderski „Jur”. Poza awansem na majora, otrzymał on propozycję objęcia dowództwa nad batalionem, który miał powstać w ramach Odtwarzania Sił Zbrojnych na terenie Inspektoratu Częstochowa. Pod pseudonimem „Szary” rozpoczął prace nad sformowaniem batalionu szturmowego, któremu nadano kryptonim „Tygrys”. Na swojego zastępcę powołał por. Mieczysława Tarchalskiego „Marcin” Szefa Kedyw Obwodu Włoszczowa. Jednocześnie w toku wielu spotkań ustalono, że 1 kompanię batalionu będzie stanowił oddział partyzancki „Marcina” działający na terenie Obwodu Włoszczowa. Dwie pozostałe kompanie miały tworzyć oddziały partyzanckie z Obwodów Radomsko i Częstochowa. Działania te pozostawały jednak w sferze opracowań sztabowych i nie niosły za sobą zmian organizacyjnych.

1 lipiec 1944r. – śmierć „Zagłoby”.

W miejscowości Górki Stanisław Olczyk „Garbaty” , działacz PPR/AL., zamordował żołnierza oddziału „Marcina” - Ryszarda Chylewskiego „Zagłoba”. Opisując tą historię oddajmy głos jednemu z żołnierzy AK. Antoni Kański (Kalski) tak opisuje całe zdarzenie:
Padają tam dwie hipotezy co do zastrzelenia "Zagłoby":
- pierwsza że "Zagłoba" sięgnął po granat jak zobaczył w oknie "Garbatego", a ten widząc to strzelił z karabinu,
- druga że "Garbaty" zastrzelił "Zagłobę" z zazdrości , gdyż "Zagłoba" i "Dzidek" nocowali u dziewczyny "Garbatego".
Gdy wiadomość o śmierci "Zagłoby" dotarła do obozu na Pękowcu podporucznik "Skała" wysłał drużynę pod dowództwem "Gardy" z zadaniem schwytania "Garbatego".
W akcji brali udział: "Garda", "Gwiazda", "Stańczyk", Robert", "Karoń", "Bohun", "Łoś", ”Zbyszek" i "Sawa".
Do Bebelna dotarli na bryczkach wypożyczonych w Czarncy. Tam dwaj nauczyciele poinformowali ich że "Zagłoba" leży w sionce przy kościele. Zanieśli go tam jacyś ludzie zabierając martwego spod chałupy gdzie zastrzelił go "Garbaty". Nauczyciele ci prosili by upozorować że ich pobito gdyż obawiali się zemsty "Garbatego", który w Bebelnie, Radkowie i Dzierzgowie miał sporo popleczników.
"Nasi pozostawili bryki i zabitego "Zagłobę" przy kościele, pod strażą "Łosia" i "Zbyszka", a pozostali w szyku bojowym udali się w stronę samotnej chaty w polu, gdzie wydarzyła się ta tragedia. W chacie tej mieszkała kochanka "Garbatego". Podobno był tam "Garbaty", ale dojrzał ich z daleka i nim podeszli zdołał uciec , wyważając barkiem stare drzwi zamknięte na stałe od podwórza. Uciekł i skrył się w rozległym łanie łubinu. Kochankę wypytywali o "Garbatego", ale nie chciała nic mówić i wcale się ich nie bała. Przeszukiwania łubinu też nic nie dało. Powrócili do wsi. Załadowali ciało "Zagłoby" i pochowali pod Krzepinem, wśród brzózek przy drodze, na skraju lasu. Przezorny "Gwiazda" spodziewając się zasadzki, prowadził bryki okrężna drogą do Krzepina."

2 lipiec 1944r. – ponownie na stacji Włoszczowa.

Patrol oddziału pod dowództwem Teofila Strzeleckiego „Kora” przeprowadza akcję opanowania stacji kolejowej Włoszczowa. Akcję przygotował Adam Marcinkowski „Maks”, który w tym czasie był już odwołany z oddziału partyzanckiego i pełnił funkcję Kierownika Referatu II Wywiad Komendy Obwodu Włoszczowa. Rozbrojono czterech Niemców i zdobyto karabiny.

5 lipiec 1944r. – zasadzka pod Kluczewskiem.

III pluton oddziału „Marcina” pod dowództwem ppor. Wincentego Ciszka „Kmicic” przeprowadził zasadzkę na szosie pod Kluczewskiem w którą wpadł niemiecki samochód. W wyniku walki zabito Kreishauptmana z Kraśnika i trzech jego urzędników. Zdobyto pistolet maszynowy, 4 pistolety, amunicję, pieczęcie starostwa oraz pieniądze. Samochód spalono.

5 lipiec 1944r. – dezercja.

Dezerteruje żołnierz II plutonu NN „Podbipięta”, który do oddziału wstąpił w maju 1944r.

12 lipiec 1944r. – egzekucja.

Za dokonanie gwałtu Sąd Polowy skazał na karę śmierci przez rozstrzelanie żołnierza zwiadu konnego. Strzelec NN „Stojeden” został rozstrzelany tego samego dnia.

15 lipiec 1944r. – starcie z AL.

W bliżej nieznanych okolicznościach ranny zostaje st. strz. Roman Łazarz „Raniewicz”, żołnierz II plutonu. Zapisy w niektórych wspomnieniach podają, że dokonał tego Olczyk „Garbaty” z AL., ale brak potwierdzenia tej tezy. Partyzant został prawdopodobnie skierowany na leczenie na konspiracyjną kwaterę i więcej już do oddziału nie powrócił mimo. 17 sierpnia uznano go za dezertera.

16 lipiec 1944r. – nieznana potyczka.

Podczas walki z Niemcami (nie wiemy w jakich okolicznościach) ranny zostaje żołnierz II plutonu kpr. Tadeusz Szypura „Burza”. Skierowano go na leczenie na konspiracyjną kwaterę. Za zgodą przełożonych więcej do oddziału już nie wraca.

22 lipiec 1944r. – walka w Zabrodach.

W przypadku opisanej poniżej walki problemem jest data. Większość materiałów podaje ją błędnie na 25 lipca, gdy w rzeczywistości miała ona miejsce 22 lipca.

     Wieczorem 25 lipca do oddziału „Marcina”, kwaterującego na Krogulcu, dociera wiadomość, że w Olesznie znalazł się niemiecki oddział SS. Dotarł on do miejscowości ze stacji kolejowej Ludynia i w planach miał przejście do Rudy Pilczyckiej. W tym też celu przybysze rekwirowali podwody i po posiłku zamierzał udać się nimi w dalszą drogę. W lesie pod Zabrodami oddział pod dowództwem „Marcina” urządził na niego zasadzkę, w którą Niemcy weszli kiedy już zapadł zmrok. W czasie kilkunastominutowej obopólnej strzelaniny, w ciemnościach nocy Niemcy zostali rozproszeni. Zdobyto 4 karabiny i 3 wozy z amunicją i oporządzeniem. Oddział AK nie poniósł strat, a rozproszonych Niemców wyłapywano dopiero następnego dnia. Łącznie stracili oni 6 swoich żołnierzy. Pozostali powrócili do Oleszna.

23 lipiec 1944r. – wspólna walka z NSZ pod Olesznem.

Niemcy rozbici poprzedniego dnia pod Zabrodami przenocowali w Olesznie, a następnego dnia obawiając się zapewne o swoje bezpieczeństwo wzięli zakładników, których ustawiono przed dworem Niemojewskich. Ostatecznie nie została przeprowadzona egzekucja cywilów, ale Niemcy postanowili wypuścić ich w zamian za produkty żywnościowe. We wspomnieniach wielu uczestników wydarzeń możemy jednak znaleźć błędną informację, że była to grupa żandarmów z Włoszczowy.

Sama sytuacja sprawiła, że Stefan Kapelusz „Zając” z Oleszna już około godz. 9 rano poinformował o wszystkim oddział NSZ Władysława Kołacińskiego „Żbik”, który w nocy przybył na ten teren z rajdu z południowej części powiatu i teraz kwaterował, w odległym o 2 km od Oleszna, Lasku. W oddziale natychmiast zarządzono alarm. Jednocześnie „Żbik” wysłał gońca do oddziału AK „Marcina”, który kwaterował 4 km na północny zachód od Lasku, na Krogulcu. Wiadomość jaką zaniósł goniec była prosta: „ Dwudziestu żandarmów z Włoszczowej w Olesznie. Aresztują chłopów. Idę natychmiast na zasadzkę pomiędzy Oleszno, a Wolę Świdzińską”. „Żbik” nie nakazywał „Marcinowi” co ten ma robić, ale liczył, że dowódca AK zamknie zasadzką inne ewentualne drogi, którymi Niemcy mogą odjechać z Oleszna.
Zanim partyzanci NSZ dotarli na miejsce zasadzki odnalazł ich kolejny mieszkaniec Oleszna Tadeusz Kapelusz, który przekazał informację, że Niemcy bez aresztowanych opuścili już miejscowość. Nastąpiła radość i odpoczynek po forsownym marszu. Ten czas wykorzystano na posiłek, który z Oleszna dostarczyli Stefan Kapelusz „Zając” i Feliks Sałata.

Sielanka została przerwana gdy do oddziału NSZ dotarł kolejny łącznik. Był to Tadeusz Włodarski „Tęcza”, syn gajowego z Zabród. Ten goniec przyniósł alarmującą wiadomość: Od strony Budzisławia jedzie w kierunku Oleszna około dwudziestoosobowy oddział SS. Strzelają po drodze do ludzi.

Teraz tylko od dowódcy oddziału NSZ zależało życie i śmierć mieszkańców wsi Oleszno…
Pierwszą decyzją podjętą przez „Żbika” było posłanie kolejnej już tego dnia wiadomości do „Marcina”. Sam zaś postanawia urządzić na Niemców zasadzkę. Na jej miejsce wybrano lukę w lesie, gdzie schodziły się drogi za małym wzgórzem za którym było już Oleszno. Powodzenie zasadzki zależało od szybkości nóg. Niebo było tego dnia bezchmurne, pogoda bezwietrzna. Piaszczysta droga nie ułatwiała biegu, ale żołnierze zdawali sobie sprawę, że muszą zdążyć.

Obie strony nie dzieliło więcej niż 150 metrów, gdy w przerwie między laskami zobaczyli się nawzajem. Niemcy z trzyosobowym ubezpieczeniem przednim i partyzanci rozciągnięci już w długi sznur żołnierzy.


Wtedy też SS-mani ujrzeli oddział „Żbika”. Z jego broni padł pierwszy strzał. Niemcy schowali się w przydrożnym rowie, byli w korzystnej sytuacji, jednak za ich plecami zaczynało się zbocze góry. Mogli się bronić, lecz próba wycofania się nie była możliwa. Pozostał im rów, w którym chcieli urządzić swoje stanowisko ogniowe. Ale jednocześnie tym właśnie rowem chcieli się wycofać.

„Żbik” odgadł ten zamysł i będąc na środku linii oddziału nakazał części oddziału przesunięcie się bardziej w bok, aby odciąć SS-manom możliwość odwrotu rowem. Partyzancka linia ułożyła się w wielki łuk, który skrzydłami niemal dotykał drogi i rowu.

Polacy zbliżali się coraz bardziej do broniących się desperacko Niemców. Wykorzystał to jeden z SS-manów, który celnie trafił w st. strz. „Sroka”. Ten padł na ziemię i jęcząc błagał o śmierć. Nikt jednak nie chciał dobić kolegi.
Odległość od Niemców była już tak niewielka, że użyto granatów. To powoduje panikę wśród Niemców, ale jednocześnie od wybuchów granatów zapalają się mendle zboża stojące na polu.

Nagle jeden z Niemców postanowił zaryzykować i ruszył pędem pod górę. Gdy wydawało się, że SS-man wyrwał się już z ostrzału, z ziemi podniósł się kpr. Tadeusz Racina – „Włoch”, który ryzykując śmiercią posłał serią z RKM-u Niemca na tamten świat. Był to jeden z powodów, dla których „Żbik” wnioskował później o przyznanie „Włochowi” Krzyża Walecznych.

 

Nagle z pewnej odległości można było usłyszeć kolejne strzały. „Żbikowi” wydawało się, że jest już zgubiony bowiem Niemcy otrzymali wsparcie. Rozkazał natychmiast wstrzymać ogień i wycofać się. Sytuacja wyjaśniła się po chwili, gdy wszyscy usłyszeli krzyk „Marcin!”. To oddziały AK przybyły ze wsparciem.

Niemcy właściwie już resztkami sił próbowali walczyć, ale śmierć nadal zbierała swoje krwawe żniwo. Dwóch wycofujących się Niemców celnie razi partyzantów. Ich ofiarą padł Tadeusz Celejowski – st. strz. „Iskra”. Po chwili sami żołnierze SS leżą martwi.

W okolicy rowu cichną strzały. Walczy jeszcze oddział „Marcina”, który likwiduje sześciu ostatnich Niemców, ale i tam śmierć dosięga także polskich żołnierzy. Ciężko ranny w głowę zostaje sierżant Kazimierz Piech „Poświst”, który umiera następnego dnia.

Gdy strzały ucichły oba oddziały zaczęły przeszukiwać teren. Odnalazł się jeden SS-man, który schował się w zbożu. Na nic zdały się prośby o życie – został rozstrzelany.


Zapanowała cisza… i radość. Radość, że uratowano Oleszno. Na placu boju leżały ciała 26 żołnierzy SS, którzy szli odszukać oddział rozbity dzień wcześniej. Łącznie zdobyto: 8 ręcznych karabinów maszynowych, 9 pistoletów maszynowych kilkanaście karabinów oraz wiele amunicji i wojskowego oporządzenia. Po bitwie wystawiono ubezpieczenia i wysłano patrole aby sprawdzić, czy na miejsce bitwy nie nadciągają kolejne niemieckie oddziały.


Zwycięstwo okupione zostało jednak stratami. Łącznie zginęło 4 partyzantów. Trzech z oddziału „Żbika” i jeden od „Marcina”

Śmierć połączyła wszystkich niezależnie od podległości organizacyjnej. Tego dnia polegli:
St. strz. Tadeusz Celejowski „Iskra”
St. strz. Czesław Kowalczyk – „Sroka”
Strzelec NN „Walczyński”
sierżant Kazimierz Piech „Poświst” z oddziału AK „Marcina”,
Ranni zostali z kolei:
sierż. Bronisław Ziętal – „Dąb” z Krasocina,
sierż. Mieczysław Wnuk – „Wandal” z Gródka Jagiellońskiego,
kpr. Wacław Pająk – „Owies”
st. strz. NN – „Łuczyński”
st. strz. NN – „Pantera”
st. ułan Marian Marcina „Lech” z Ostrowa Wielkopolskiego
Wszyscy z oddziału „Żbika”.

Wszyscy ranni zostali zabrani przez oddział „Marcina” i odstawieni do jego szpitala leśnego na Krogulcu. Tak więc wspólna walka z wrogiem połączyła więzami krwi oba oddziały. Poległymi partyzantami zajęła się ludność cywilna – wszyscy zostali pochowani na cmentarzu w Olesznie.

Dowódcy oddziałów „Żbik” i „Marcin” podjęli też decyzję, że należy uprzątnąć pobojowisko i zatrzeć ślady walki. Sprowadzono wozy na które załadowano wszystkich Niemców. Ich ciała także zostały wywiezione do lasu na Krogulcu, gdzie wszystkich w jednej mogile zakopano. Niemcy, mimo usilnych starań, nigdy nie dowiedzieli się co stało się z ich oddziałem…

Wreszcie oba oddziały wracają do swoich miejsc postoju. Oddział NSZ Władysława Kołacińskiego „Żbik” wraca do młyna w Lasku, natomiast oddział AK Mieczysława Tarchalskiego „Marcin” odchodzi do bazy na Krogulcu. Przechodzą przez Oleszno, gdzie mieszkańcy obdarowywują swoich chłopców czym kto może…. Wszyscy są uśmiechnięci, choć dowódcy oddziałów zdają sobie sprawę, że do wieczora jest jeszcze daleko. Oba oddziały czujnie czekają w swoich obozowiskach obawiając się kolejnej niemieckiej wizyty.
Na szczęście nic takiego nie następuje. Oddziały

28 lipiec 1944r. – Stojewsko.

Większość materiałów podaje termin akcji na 28 lipca 1944r. jednak w rzeczywistości miała ona miejsce wcześniej. Być może 26 lub 27 lipca.

     W połowie lipca wywiad AK ustalił, że okupanci wydali decyzję o ewakuacji na zachód kolonistów niemieckich zamieszkujących wieś Stojewsko, Placówka Krasocin. Postanowiono ponownie (pierwsza miała miejsce 8 października 1943r.) przeprowadzić akcję opanowania miejscowości i zabrania dobytku oraz broni. Do przeprowadzenia akcji wyznaczono jeden pluton, a dowództwo nad całością objął ppor. Jan Solecki „Barwicz” (kwatermistrz oddziału).
Koloniści, swoje, bardziej cenne przedmioty zgromadzili w kościele gdzie nocowali starsi, uzbrojeni, mężczyźni pilnując dobytku. Podczas dnia bezpieczeństwa Niemców strzegła wystawiana przez nich warta umiejscowiona w posterunku. W nocy obserwator przenosił się na wieżę kościoła.
     Akcję zaplanowano przed godziną policyjną (22) kiedy koloniści nie znajdowali się jeszcze na stanowiskach. Około godziny 21 partyzancki oddział dotarł na miejsce. Drużyny zajmowały wyznaczone stanowiska w tym ubezpieczenie akcji od strony drogi Łopuszno – Krasocin. Najważniejszym zadaniem było rozbrojenie wartownika. Poszło to łatwo bowiem był nim tego dnia kilkunastoletni syn jednego z kolonistów – Brochman. Sprawne przeprowadzenie tej części zadania uniemożliwiło zaalarmowanie pobliskich niemieckich posterunków i samych kolonistów. Bez strzału rozbrojono także kolonistów grupujących się na noc w kościele. Od tej chwili poszczególne grupy partyzantów przystąpiły do wykonywania swoich zadań. Drużyny które wcześniej otaczały wioskę wkroczyły do niej. Jedna wypędzała z domów Niemców i gromadziła ich na podwórku kolonisty Kocha, gdzie przyprowadzono także tych z kościoła. Pilnowaniem wszystkich zajmowała się kolejna grupa partyzantów. Wreszcie ostatnia ładowała na wozy niemiecki dobytek. Szło to sprawnie bowiem większość cennych przedmiotów była złożona w kościele. Zabranego dobytku było tak dużo, że partyzanci dodatkowo zarekwirowali dwa wozy. Na zakończenie akcji mężczyzn zamknięto w budynku posterunku, a kobiety i dzieci w kościele (uwolnieni zostali dopiero rano przez Polaków którzy przyszli do pracy). Oddział z zarekwirowanym dobytkiem opuścił wioskę. Poza dobrami materialnymi zdobyto 16 karabinów i rkm (nie wszystkie materiały potwierdzają fakt zdobycia tego ostatniego).
     Powróćmy na zakończenie do kwestii daty. 28 lipca Niemcy przeprowadzili ewakuację kolonistów z wioski i tego samego dnia zabili w niej 19 lub 20 Polaków. Akcja oddziału partyzanckiego musiała więc mieć miejsce wcześniej, ale dokładne ustalenie jej daty jest już praktycznie niemożliwe.

Koniec partyzantki – utworzenie 1 kompanii I batalionu 74 pp.

24 lipca 1944r. Komendant Okręgu wydał Rozkaz Operacyjny Nr 2/44 w którym precyzował zadania dla Inspektoratu Częstochowa na okres Burzy. Nastał kres oddziału partyzanckiego „Marcina”, odtąd jednostka stanowiła 1 kompanię I batalionu 74 pp.

Zgodnie z rozkazem oddziały mobilizowane na terenie Inspektoratu Częstochowa mają własnymi siłami być gotowe do opanowania Częstochowy, Radomska i Włoszczowy, dozorować obecną granicę z Rzeszą oraz być gotowym do działania na Śląsk.
     Zgodnie z planami mobilizacyjnymi Obwód Włoszczowa miał w pierwszej kolejności wystawić jeden batalion. Zadania zawarte w rozkazach skłoniły płk Karola Gwido-Kawińskiego „Czesław”, dowódcę odtwarzanej w Inspektoracie Częstochowa 7 Dywizji Piechoty, do zmiany wcześniejszych planów. Obwód Włoszczowa przy pomocy Obwodu Radomsko miał w pierwszym rzucie mobilizacyjnym wystawić dwa bataliony odtwarzanego 74pp. I batalion 74 pp miał składać się m.in. z żołnierzy dotychczasowego oddziału partyzanckiego Mieczysława Tarchalskiego „Marcin”.
     W dniu 28 lipca 1944r. oddział partyzancki „Marcina” kończy swój byt stając się formalnie 1 kompanią I batalionu 74 pp 7 Dywizji Piechoty.

Struktura oddziału w roku 1944r.

Na podstawie dostępnych materiałów udało nam się ustalić następującą obsadę stanowisk w oddziale partyzanckim Mieczysława Tarchalskiego „Marcin” w 1944r.

Dowódca:

- por. Mieczysław Tarchalski „Marcin” - cały czas.

Dowódca liniowy (Komendant):

- kpt. Lucjan Mirowski „Orkan” – od połowy kwietnia 1944r. – do 6 czerwca 1944r.,
- por. Józef Rytel „Brzęk” – od 6 czerwca 1944r.

Szef oddziału:

- ppor. Adam Marcinkowski „Maks” – od początek kwietnia 1944r. do czerwiec 1944r.
- ppor. Jan Solecki „Barwicz” – od czerwiec 1944r. do lipiec 1944r.
- ppor. Izydor Kurzeja „Kruk” – od 4 lipiec 1944r.

Kwatermistrz:

- ppor. Stanisław Walicki „Ignac” – od kwiecień 1944r. do 28 maj 1944r. (rozstrzelany na mocy wyroku WSS),
- ppor. Jan Solecki „Barwicz” – od lipiec 1944r.

I pluton:

Utworzony na początku kwietnia 1944r.

Dowódca:

- ppor. Leon Szymbierski „Orzeł” – od początku kwietnia 1944r. do 6 czerwiec 1944r. (rozstrzelany na mocy wyroku WSS),
- ppor. Władysław Polewski „Sosna” – od 6 czerwiec 1944r.

Zastępca dowódcy:

- ppor. Władysław Polewski „Sosna” – od kwietnia 1944r. do 6 czerwca 1944r.

II pluton

Utworzony na początku kwietnia 1944r.

Dowódca:

- ppor. Michał Michalski „Skała” – od początku kwietnia 1944r.

Zastępca dowódcy:

-ppor. Bernard Wiechuła „Maruda” – od początku kwietnia do 28 lipiec 1944r.

III pluton

Utworzony na początku kwietnia 1944r.

Dowódca:

- ppor. Wincenty Ciszek „Kmicic” – od początku kwietnia 1944r.

Zastępca dowódcy:

- ppor. Aleksander Seweryn „Bartosz” – od początku kwietnia 1944r. do 28 maj 1944r. (poległ).

IV pluton

Utworzony w połowie czerwca 1944r. ze zbiegłych z niewoli jeńców sowieckich oraz własowców – dezerterów z ochrony tunelu kolejowego.

Dowódca:

- sierżant Czesław Pankowski „As” - od połowy czerwiec1944r. do 27 lipiec 1944r.
- ppor. Szpak Zygmunt „Stefan” – od 27 lipiec 1944r.

Zastępca dowódcy:

- sierż. Pankowski Czesław „As” – od 27 lipca 1944r. 

Zwiad konny, dowódca:

- sierżant Mieczysław Gredka „Zeus”

Żołnierze oddziału w 1944r.

Skład oddziału w roku 1944 różnił się od tego z pierwszego roku działalności. Podajemy listę żołnierzy, którzy przebywali w oddziale "Marcina" do 28 lipca kiedy oddział został przekształcony w 1 kompanię I batalionu 74 pp.

Aleksander Seweryn „Bartosz” - poległ 28 maj 1944r. pod Kurzelowem,
Anczykowski Edward „Jastrząb”
Balas Władysław „Jeleń”,
Balcer Włodzimierz „Niebór” - poległ 28 maj 1944r. pod Kurzelowem
Bator Stanisław „Orzełek”,
Bąk Józef „Noe” –poległ 11 maj 1944r. pod Gródkiem,
Biela Stefan „Przytulski”,
Biskupski „Piorun”,
Blachnicki Jan „Grom”,
Błaszczyk Leon „Rekin”,
Borowik Stanisław „Wojewódzki”,
Borucki Bolesław „Karoń”,
Brymora „Kret”,
Brymora Józef „Nadzieja”,
Buliński Tomasz „Marek”,
Chojnacki Jerzy „Litwin”,
Chudopski Stanisław „Księżyc”,
Chylewski Ryszard „Zagłoba” - zginął 1 lipiec 1944r. z rąk „Garbatego”,
Cieślik Eugeniusz „Kędzierzawy”,
Ciszek Wincenty „Kmicic”,
Czajkowski Leon „Kangur”,
Czarnecki Zbigniew „Zbir”,
Ćwiek Zygmunt „Wilk II”,
Daniszewski Andrzej „Franek II”,
Dąbrowski Józef „Sokół” - zginął 11 maja 1944r. pod Gródkiem.
Derek Lucjan „Szmuklerz”,
Dorywalski Wincenty „Chmura”
Drzewicki Stanisław „Wrona”,
Duda Marian „Zarzycki”,
Dudziński Feliks „Kostwicz”,
Dudziński Stanisław „Lisowczyk” – rozstrzelany z wyroku Sądu Polowego w kwietniu 1944r.
Fatyga Stanisław „Klon”,
Frączek Seweryn „Kat”,
Fryben Felicja „Fantazja”,
Gajzmer Stefan „Ryś”,
Gałuszko Waldemar „Szatan”,
Gierczewski Tadeusz „Skrzypek”,
Gładzik Jan „Ogórek”,
Golik Stanisław „Czarny I”,
Górski Wacław „Natek”,
Gredka Mieczysław „Zeus”,
Herej Edward „Skrzeczkowski”,
Hetner Edmund „Kotwica”,
Hoffman Longin „Sawa”,
Jadowski Stanisław „Stasiek”,
Jaglic Piotr „Zrąb I”,
Janik Antoni „Smok”,
Jasiński Jerzy „Janusz”,
Jasiurski Zdzisław „Dzidek”
Jasiurski Ryszard „Zaremba”,
Jędrych Romuald „Jacek”,
Jędrzejczyk Tadeusz „Zawierucha”,
Kalinowski Jan „Jastrząb”,
Kiepura Ludwik „Kuba”,
Klimczyk Stefan „Miś”,
Knitter Leon „Szyszka”,
Kocemba Marian „Szary” - poległ 11 maj 1944r. pod Gródkiem,
Konieczny Robert „Robert”,
Kopeć Mieczysław „Dorczyn” - poległ 11 maj 1944r. pod Gródkiem,
Korek Wacław „Rakieta”,
Kotulski Konrad „Włodek” – ranny 10 kwiecień 1944r.,
Kotwica Jan „Gruda”,
Kowal Zdzisław „Wiktor”,
Krysiak Stanisław „Grab”,
Kuczyński Tadeusz „Chudy”,
Kulczycki Wiesław „Granat”,
Kurzeja Izydor „Kruk”,
Labocha Mieczysław „Tońko”,
Lipski Bolesław „Głośny”,
Lis Henryk „Kula”,
Lohmann Stanisław „Wilk”,
Łazarz Roman „Raniewicz” - ranny 15 lipiec 1944r.,
Łukaszów Józef „Bohun”,
Marcinkowski Stefan „Dąb”,
Marcinkowski Zenon „Grot”
Michalski Michał „Skała”,
Michałek Henryk „Hel”,
Miedziejewski Jan „Łazik”,
Miłkowski Eugeniusz „Gienek” – poległ 28 maj 1944r. pod Kurzelowem,
Mirowski Lucjan „Orkan” - 6 czerwiec 1944r. przeniesiony do Obwodu Radomsko,
Mitera Edmund „Dzik”,
Modzelewski Henryk „Florian”,
Mol Stanisław „Słowik”,
Moliński Zygmunt „Ścigacz”,
Morawiecki Stefan „Brzoza”,
Mosur Zygmunt „Agar”,
Mystkowski Tadeusz „Jastrzębiec”,
NN „Adaś”,
NN „Bachus”,
NN „Błękitny”,
NN „Bolek”,
NN „Cichy”,
NN „Czechowicz” - dezercja 26 czerwiec 1944r.
NN „Ćma”,
NN „Dąb”,
NN „Franek”,
NN „Gil”,
NN „Gołąb”,
NN „Górski”,
NN „Grom II”,
NN „Henio”,
NN „Hieronim”,
NN „Jagoda”,
NN „Jędruś” - rozstrzelany z wyroku Sądu Polowego w kwietniu 1944r.
NN „Jurek”,
NN „Kłos” - 5 lipiec 1944r. urlopowany
NN „Koper”,
NN „Korkowski”,
NN „Lis”,
NN „Lunek”,
NN „Mikołaj”,
NN „Modlin” - rozstrzelany 6 czerwiec 1944r. z wyroku Sądu,
NN „Morus”,
NN „Pionek”,
NN „Pliszka”,
NN „Podbipięta” – dezercja 5 lipiec 1944r.,
NN „Poloński”,
NN „Promień”,
NN „Rylicz”,
NN „Sarna”,
NN „Sęk”,
NN „Siarka”,
NN „Siekiera”,
NN „Skrzetuski”,
NN „Sławek”,
NN „Staw”,
NN „Stojeden” - rozstrzelany 12 lipiec 1944r. z wyroku sądu,
NN „Student II”,
NN „Śmigły II”,
NN „Tęcza”,
NN „Toporek”,
NN „Uparty”,
NN „Vera”,
NN “Wacek”,
NN “Waliszewski”,
NN „Wilk I”,
NN „Władymir”,
NN „Wydra”,
NN „Zawierucha II”,
NN „Zbilut”,
NN „Zbyszek”,
NN „Zimowit”,
NN „Zrąb II”,
NN „Zych”,
NN „Żbik”,
Nowak Stefan „Sowa”,
Offierski Feliks „Konrad”,
Ostrowski Stefan „Karol”,
Pałka Czesław „Ścigacz” – poległ 28 maj 1944r. pod Kurzelowem,
Pankowski Czesław „As”, „Zygmunt”,
Piech Kazimierz „Poświst” - poległ 23 lipiec 1944r. pod Olesznem,
Pietruszka Bronisław „Jednoróg”,
Pigoń Andrzej „Tapir”,
Pniak Tadeusz „Zwinny”,
Podolski Roman „Brzoza”,
Polewski Władysław „Sosna”,
Ptasiński Zbigniew „Łoś”,
Pyra Wacław „Bimber”,
Pytlarz Mieczysław „Roland”,
Rataj Józef „Myśliwy”,
Romanowski Zdzisław „Kot”,
Rosół Mieczysław „Wąsik” - 25 czerwiec 1944r. odesłany na melinę z powodu choroby,
Rydzyk Marian „Kazek”,
Rytel Józef „Brzęk” – od 6 czerwiec 1944r.,
Sikorski Kazimierz „Kuźnica”,
Skoczyński „Bartek” „Leb”,
Słowikowski Tadeusz „Turysta” ,
Smarzyński Eugeniusz „Malinowski”,
Snopek Ludwik „Tarzan”,
Solecki Jan „Barwicz”,
Staroszczyk Leon „Smolicz”,
Strzelecki Teofil „Kora”
Surder Jan „Milczek”,
Szadłowicz Tadeusz „Student”,
Szklarczyk Michał „Stańczyk”,
Szpak Zygmunt „Stefan”, „Stefan Szary”,
Sztuka Stanisław „Okonicz” – ginie 8 maja 1944r. w Raszkowie,
Szydłowski Wiesław „Lubicz”,
Szymbierski Leon „Orzeł” - rozstrzelany 6 czerwiec 1944r. z wyroku sądu,
Szypura Tadeusz „Burza” – 16 czerwiec1944r. ranny w niewyjaśnionych okolicznościach,
Tatar Antoni „Rudolf”,
Trepka Józef „Turski”,
Upława Marian „Roman”,
Walaszczyk Jan „Znicz”,
Walicki Stanisław „Ignac” - rozstrzelany 28 maj 1944r. na mocy wyroku sądu,
Warnecki Zygmunt „Garda”,
Węcki Józef „Śmigły I”,
Wiatr Jerzy „Jeż”,
Wiechuła Bernard „Maruda”,
Wilden Roman „Topór”,
Wojtasiński Józef „Znaleziony”,
Woźniczko Włodzimierz „Lech”,
Wójcik Cyryl „Gwiazda”,
Wrona Czesław „Tom”,
Wypych Stefan „Stefan”,
Zabochnicki Antoni „Spada” - poległ 15 maj 1944r. w Częstochowie,
Zabochnicki Zenon „Zenon”,
Zaskórski Kazimierz „Syrena”,
Żarnowski Józef „Mort”,

Źródła:

Opracowując powyższy materiał korzystaliśmy z następujących źródeł:

Borzobohaty W.: „Jodła”,
Cetner Leszek „Ryś”: „Drukarnia” w Czwartak Nr. 1,
Grabowski W.: Delegatura Rządu RP na Kraj,
Hillebrandt B.: Partyzantka na Kielecczyźnie 1939-1945,
Lis J., Kopczyński W., Niedbał J.: Kryptonimy „Hetman” i „Chrobry” Armii Krajowej,
Migacz M.: Obwód Armii Krajowej „Hetman” Włoszczowa w latach 1939-1945,
Parzyński W.: „Zrąb” generał Henryk Kowalówka,
Radosz Barbara z domu Staliga relacja w posiadaniu Dionizego Krawczyńskiego,
Stachiewicz P.: „Parasol”,
Szczepanik J.: „Ocalić od zapomnienia”,
Tarchalski M.: Pamiętnik,
Zieliński Z.: „Marcin” major Mieczysław Tarchalski,
Tkaczyk K., Teper M.: „Historia wsi Stojewsko”.

Strony internetowe:
http://www.absolwenci.sieniu.czest.pl/index.php?show=art&which=2753
http://krakowianie1939-56.mhk.pl/pl/archiwum,1,jozef-kowalowka,1726.chtm
http://www.konieczno.cba.pl/?strona=ruchoporu
http://bebelno.cichecki.net/potyczki/ii-wojna-swiatowa/zywia-i-bronia-bataliony-chlopskie/
http://secemin.net.pl/index.php?option=com_content&view=category&id=27&Itemid=20
http://www.dws-xip.pl/PW/RPDEL/pw51.html